sobota, 30 maja 2015

~.36.~


Ważna notka pod rozdziałem!
Obudziłam się przez dziwne zawroty w brzuchu, okropnie bolał. Zrobiło mi się niedobrze, więc szybko pobiegłam do łazienki budząc tym Zayna. Klęknęłam przed ubikacją i rękoma zaparłam się o deskę, zwymiotowałam. Czułam, jak Malik trzyma moje włosy. Byłam wtedy, jak kupa gówna. Miałam ochotę leżeć w łóżku cały dzień i się z niego nie ruszać, jednak na 5 pm mam umówioną wizytę u lekarza i przy okazji zobaczę Louisa.
- Już dobrze? - zapytał Zayn, gdy skończyłam.
- Nie, przynieś mi jakieś leki - powiedziałam, wstając z podłogi.
- Wiesz, że teraz możesz brać tylko te, które przepisał ci Dean - przypomniał mi, gdy nakładałam pastę na szczotkę do zębów.
- Raz, jak wezmę inne to nic mi się nie stanie - burknęłam, myjąc dokładnie zęby.
- Lucy, twoje ciało było nafaszerowane flunitranzepamem*, to cholernie silne. Teraz nie możesz przesadzać z medykamentami, Dean przepisał ci odpowiednie tabletki, byś z tego wyszła i tylko je możesz brać - mówił Malik ze smutną miną.
- To chociaż zrób mi herbatę, ja muszę poleżeć - odparłam, zostawiając go w łazience.
Położyłam się z powrotem do łóżka, była 7:43 am. Zayn wyszczotkował uzębienie i zszedł na dół. Wzięłam telefon, wpisałam w google ten cały lek, który podał mi Keijirō. Jest on ok. 10 razy silniejszy, niż diazepam, który podają lekarze podczas narkozy.
Wyłączyłam safari i sprawdziłam sms, miałam jeden od brata oraz Fabio.

Joel 
5.10.2014 1:43 am 
>Jak się czujesz, siostrzyczko?<

Lucy
5.10.2014 7:50 am
>Dziś wymiotowałam, ale idę do lekarza, więc się wszystkiego dowiem<

Fabio
5.10.2014 00:02 am
>Co tam u ciebie? Jak w szkole?<

Lucy 
5.10.2014 7:51 am
>Lepiej :) Powoli wszystko nadrabiam<

Odłożyłam telefon na szafkę, a chwilę później do pokoju wszedł Zayn z tacką z jedzeniem. Postawił ją obok mnie, była na niej herbata, bułki z masłem i dżemem truskawkowym oraz owoce.
- Zayn, dziękuje to słodkie. Jednak nic nie przełknę, nie jestem w stanie - wymamrotałam, biorąc herbatkę.
- Musisz jeść - rzekł, kładąc się obok mnie.
Przemogłam się i spałaszowałam jedną bułeczkę z dżemem, ale tylko dla Zayna. Wypiłam cały gorący napój, po czym położyłam się wygodnie.
- Kochanie, ja muszę jechać do Louisa. Mildreth przyjdzie o 10 am, a Olivia śpi - oznajmił, całując mnie w czoło.
Następnie wstał i wszedł do garderoby, aby się ubrać. Ja otuliłam się kołdrą, która pachniała moim chłopakiem. Zamknęłam oczy, próbowałam zasnąć. Rozbolała mnie głowa, brzuch wciąż robił fikołki. Zayn pojechał do szpitala, a ja słyszałam, jak pani Mildreth weszła do domu i zaczęła sprzątać.


*Rachel*

Dzisiejszy dzień miałam w pełni wolny, ponieważ dzieci szły na przedstawienie i nie byłam potrzebna. Postanowiłam pouczyć się trochę, w końcu już w sobotę mam egzamin na studiach. Powoli z tym wszystkim nie wyrabiam, praca w przedszkolu, fastfood i uczelnia. To zbyt wiele, ale w końcu muszę jakoś utrzymać rodzinę. Taty pensja idzie na opłaty, moja z fastfooda na leki mamy, a z przedszkola na utrzymanie siebie, a brata na jedzenie. I tak ledwo wystarcza, do tego muszę jakoś płacić za studia.
Usiadłam wygodnie na kanapie w naszym malutkim salonie, zaczęłam się uczyć. Nie minęło 15 minut, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i pognałam otworzyć, gdy zobaczyłam Liama moje serce praktycznie stanęło. On nie wie, że moja mama jest chora i ledwo nam wystarcza na wszystko. I co będzie, gdy zobaczy schorowaną rodzicielkę oraz wnętrze mieszkania? On żyje w luksusach, kiedyś byłam w jego domu i to naprawdę wielka różnica.
Musiałam otworzyć, więc to zrobiłam.
- Cześć, wpadłem na pomysł, że skoro masz dzień wolny to wyjdziemy gdzieś razem - odparł, opierając się o framugę drzwi.
- Muszę się uczyć, przepraszam - wymamrotałam widocznie zmieszana, usilnie starając się zasłonić sobą wnętrze mieszkania.
- To nie może poczekać? Proszę, nie widzieliśmy się długo - mówił zasmucony, lecz z błagalnym wzrokiem.
- No nie wiem, to ważny egzamin - tu trochę nagięłam prawdę.
- Proszę, chciałbym spędzić ten dzień z moją wspaniałą dziewczyną - rzekł, a ja rozpływałam się przez jego trzy ostatnie słowa.
- Dobrze, ale muszę się przebrać. Gdzie idziemy? - mruknęłam, co wywołało jego zachwyt.
- Na pyszny obiad i mały spacer po Hyde Parku - oznajmił, a ja już kombinowałam, jak go spławić, by nie wszedł do środka. - Mogę wejść? Poczekam na ciebie.
- Poczekaj w aucie, to zajmie minutkę - wymyśliłam na poczekaniu, tarasując mu drogę, gdy chciał wejść do środka.
- Rachel, czemu nie chcesz mnie wpuścić? - zdziwił się, a ja byłam zgubiona.
- Bo to serio chwilka, zaczekaj w aucie - powiedziałam szybko, chyba zbyt szybko.
- Co się dzieje?
- No dobrze, wejdź - wpuściłam go, w końcu to mój chłopak. Nie mogę go okłamywać.
- Nie rozumiem dlaczego nie chciałaś, abym wszedł - odparł, gdy zamykałam drzwi.
- Liam ja nie żyję, jak ty. Nie mam wypasionej chaty i dziesięciu samochodów - mówiłam, patrząc mu w oczy. - Nie chcę, żebyś to oglądał.
- Nie obchodzi mnie to, ile zarabiasz i jak mieszkasz! - wrzasnął wyraźnie wściekły. - Ważne jest to, jaka ty jesteś. Dzięki, że uważasz mnie za takiego materialistę.
- Spojrzałbyś na mnie, gdybyś od początku wiedział, że mieszkam w barachle, a moja matka jest chora? - spytałam rozzłoszczona.
- Tak, bo mam w dupie, ile masz kasy! Wkurwia mnie takie patrzenie na ludzi, nie wierzę, że tak mnie oceniasz. Mam cię dosyć - krzyczał, rzucając rękami.
Następnie wyszedł, trzaskając drzwiami. Łzy spływały po mnie strumieniami, czułam się rozbita. Upadłam na podłogę, byłam taka głupia. Liam to cudowny facet, znam go od 7 miesięcy, jesteśmy razem od 3. Zdążyłam go poznać na tyle, by wiedzieć, że nie jest materialistą. Ma dużo pieniędzy, ma ich mnóstwo. To mnie zmyliło, myślałam, że skoro on posiada majątek to taka biedaczka mu niepotrzebna, ale jego to nie obchodzi. Jak go kocham, więc bałam się odrzucenia. Teraz czułam się okropnie, straciłam Liama. A był jedną z najlepszych osób w moim życiu, traktował mnie wspaniale. Z nim mogłam się bawić, odprężyć, czuć swobodnie.
Teraz wszystko stracone.
Pobiegłam do pokoju mamy, leżała jak zwykle na swoim łóżku i odpoczywała.
- Kochanie, co się stało? - zapytała z troską w oczach.
- Liam tu był, ja totalnie wszystko spieprzyłam - wychlipałam, przytulając ją. - Bałam się go zaprosić do domu, żeby mnie nie zostawił. W końcu nam się nie przelewa, a on ma tyle pieniędzy.
- Córeczko, przecież wiesz, że Liam to dobry chłopak i na pewno nie liczy się dla niego, ile masz w portfelu - wyszeptała mama, głaszcząc mnie swoją chudą ręką.
- Wiem, wszystko zepsułam - wymamrotałam, ocierając łzy.
- Jesteś jedną z najsilniejszych dziewczyn, jakie znam. Jeśli w to uwierzysz będziesz wolna od tego wszystkiego - wyszeptała spokojnie.
Poczułam lekką radość ze słów matki.
- Mam pomysł, pojedź do niego za godzinę. Niech ochłonie, weź dobre wino i coś do jedzenia. Ubierz się ładnie i postaraj się go przeprosić, to zadziała - powiedziała szczerze, właśnie to kocham w niej. Rozmawia ze mną szczerze, nie czuje skrępowania odnośnie różnych tematów.
- Dziękuje, mamusiu - wyszeptałam, przytulając ją.

Po kilku godzinach solidnej nauki postanowiłam szykować się do odzyskania Liama, wciąż byłam rozbita i zapłakana, ale przynajmniej miałam motywację, by działać. Podeszłam do szafy i przeszukałam ją doszczętnie, wybrałam najlepszą, obcisłą, czarną sukienkę z wyciętymi plecami. Do tego czerwone szpilki oraz mocny makijaż. Włosy rozpuściłam, opadały kaskadami po moich plecach. Krwistoczerwona szminka na moich ustach i mała torebka.
Pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu, tata już wraca z pracy, więc rodzicielka będzie pod dobrą opieką.
Zaszłam do najbliższego sklepu, kupiłam dobre wino. Kasjerka dosyć dziwnie się na mnie patrzyła, ale nie przejęłam się tym zbytnio.
Wsiadłam w metro i ruszyłam w stronę dzielnicy Liama. Droga zajęła dobre 45 minut, następnie musiałam przesiąść się w autobus, którym jechałam 4 przystanki. Wysiadłam tuż przed bramą do słynnej Surrey za Londynem.
- Dzień dobry, panienka do kogo? - usłyszałam za sobą głos mężczyzny.
- Do chłopaka, Liam Payne - odparłam radośnie.
- Pan Payne nie powiadamiał o żadnej wizycie - burknął nieprzyjemnie.
- Bo to niespodzianka - oznajmiłam nieco zirytowana.
- Sprawdzę, czy jest pani nazwisko na liście. Proszę je podać - rzekł, wyciągając spod biurka jakąś teczkę.
- Rachel Bennet.
- Oh, jest pani. Najmocniej przepraszam, proszę wejść - uśmiechnął się, otwierając bramę.
Mruknęłam ciche "dziękuje" i udałam się w stronę domu Payne'a.
Gdy byłam przy drzwiach, zadzwoniłam i czekałam chwilę. Otworzył mi Liam, ale nie tego się spodziewałam. Miał zapłakane oczy oraz jeszcze nieodkręconą butelkę wódki w ręce.
- Rachel, co tu robisz? - spytał zdziwiony, opierając się o framugę.
- Liam, przepraszam. Zachowałam się, jak idiotka. Bałam się ciebie stracić, bo bardzo mi zależy na nas. Ja się w tobie zakochałam - mówiłam najpierw patrząc mu prosto w oczy, następnie na ostatnie zdanie wgapiłam się w swoje buty.
- Ja ciebie też - wyszeptał, po czym przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. - I nigdy już nie myśl, że liczy się tylko kasa.
- Nie będę, obiecuję - powiedziałam, a następnie złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku.
I tak wtuleni weszliśmy do środka, do salonu i tam zajęliśmy miejsca przy kominku na podłodze. Pijąc wino, opowiadając sobie historie z dzieciństwa i nie tylko. Czułam się wspaniale będąc z nim na osobności, zwłaszcza po tym, jak martwiłam się o niego, gdy walczył z tymi rajdowcami z Japonii i po naszej kłótni.

*Lucy*

W łóżku przeleżałam, aż do obiadu. Olivia spała praktycznie do 1 pm, pewnie przez zmianę czasu, więc cały ten czas odpoczywałam lub oglądałam telewizję w sypialni Zayna, którego wyjątkowo długo nie było. Pani Mildreth zaglądnęła kilka razy do mnie. 
A gdy zrobiła obiad przyniosła mi go do łóżka, gdzie przyszła też moja siostra i razem zjadłyśmy zapiekankę makaronową. 
- Daj talerz, zaniosę na dół, bo pani Mildreth już poszła - oznajmiła Olivia, biorąc moje naczynie.
- Dziękuje - posłałam jej ciepły uśmiech.
Spojrzałam na zegarek, była 3:40 pm, a Zayna wciąż nie było. Postanowiłam zadzwonić, ale nie odbierał. Chwilę później wróciła Olivia. 
- Lucy, zbieraj się, bo zaraz do lekarza - odparła, siadając na łóżku.
Powoli wstałam i ruszyłam w stronę garderoby Malika, gdzie znajdowała się moja walizka. Wyjęłam z niej wygodne ubrania, po czym weszłam do łazienki. Rozczesałam dokładnie włosy i splotłam je w kitkę. Wykonałam delikatny makijaż, spryskałam ciało dezodorantem. Następnie ubrałam się. Wyszłam z łazienki idąc powoli na dół. W korytarzu stał Zayn i Olivia już w kurtkach.
- Jedziemy? - zapytali równocześnie.
- Tak - odparłam, biorąc torebkę.
Razem wyszliśmy z domu, Zayn wyjechał swoim Range Roverem z garażu. Ja zajęłam miejsce obok niego, a Olivia z tyłu. Ten samochód jest tak wspaniały i duży. Lubię w nim jeździć.
- Louis jutro wychodzi, odbierzemy go i zawieziemy do domu - oznajmił po chwili Zayn.
- Już nie mogę się doczekać, żeby go zobaczyć - ucieszyłam się, klaszcząc w dłonie.
- A ja, żeby go poznać - dodała Olivia.
- Jest wspaniały, to mój najlepszy przyjaciel - powiedziałam dumna z Lou.
Zatrzymaliśmy się na szpitalnym parkingu, następnie wszyscy udaliśmy się do środka. Najpierw wjechaliśmy windą na piętro 2, uprzednio rejestrując się. Szukaliśmy pokoju 97, przed nim była mała poczekalnia. Usiadłam na krześle, znowu zrobiło mi się strasznie niedobrze. Zayn przyniósł mi wody i pozwolił położyć głowę na jego kolana. Chwilę później zostałam zawołana do gabinetu, lecz wszyscy ruszyli za mną.
- Może wejść tylko jedna osoba - poinformował lekarz, gdy ja wchodziłam do środka.
- Ja wejdę, bo jestem jej siostrą - rzekła stanowczo Olivia.
Zayn został w poczekalni, a my usiadłyśmy na krzesła.
- Dzień dobry, Lucy Collins z siostrą. Dobrze, zaczniemy od prześwietlenia brzucha, połóż się proszę i podnieś bluzkę - wymamrotał lekarz, szykując jakieś urządzenia do badań.
Wykonałam jego polecenie, chwilę później wysmarował mi brzuch dziwną mazią i przyłożył aparat, na ekranie pokazywał się obraz.
- Dobrze, nie widzę żadnych niepokojących sytuacji - odparł, odkładając sprzęt.
Podał mi papier, którym wytarłam krem. Następnie lekarz uciskał delikatnie mój brzuch, sprawdzając czy wszystko dobrze z wątrobą.
- Czy masz jakieś dolegliwości? - spytał wciąż okładając.
- Wymioty i bóle brzucha - powiedziałam, przygryzając wargę.
- Po takich doznaniach to możliwe, że kilka dni będą męczyły wymioty i w szczególności bóle brzucha, więc proszę nie brać tego zbyt poważnie, bo to wkrótce minie - lekarz posłał mi ciepły uśmiech i pozwolił wstać z kozetki.
- Dobrze, leki proszę jeszcze dziś wziąć i się nie przemęczać przez najbliższy tydzień. Wszystko ładnie się goi, nie ma większych obrażeń. To na tyle, dziękuje - odparł, zapisując coś na kartkach.
- Dziękuje bardzo, do widzenia - uśmiechnęłam się i wyszłam z sali, moja siostra zrobiła to samo.
- I jak? - zerwał się Zayn.
- Wszystko dobrze, tylko nie może dźwigać - uprzedziła mnie Olivia.
- Ja będę nosił za ciebie torbę do szkoły i te rzeczy, spokojnie - zadeklarował się Malik, gdy szliśmy w stronę sali Louisa.
Zaśmiałam się pod nosem, zakładając fartuch, aby wejść. Następnie poprosiłam o chwilę prywatności i ruszyłam do środka. Louis leżał wpatrzony w sufit, lecz gdy mnie zobaczył od razu się podniósł i rozpromieniał.
- Hej, księżniczko - zaświergotał, gdy usiadłam obok niego.
- Cześć - ucałowałam jego policzek, łapiąc go za rękę.
- Jak się czujesz? - zapytał z troską w oczach.
- Całkowicie zdrowa, a ty? - powiedziałam z radością, przyjaciel wyglądał tak radośnie.
- Jutro wychodzę, badania są dobre - rzekł widocznie zadowolony.
- Odbierzemy cię z Zaynem - oznajmiłam, czując jak łza spływa mozolnie po moim policzku.
- Dziękuje, mam dosyć tego szpitala - odpowiedział radośnie, po czym przewrócił oczami na myśl o tym potwornym miejscu.
- Potrzebujesz czegoś? I tak za wiele tu nie wzniosę...
- Nie, nie. Kocham cię Lucy, wiesz? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i chce tylko, abyś tu była - wyszeptał, a ja dałam upust łzom.

Po wizycie u Louisa wyszłam cała zasmarkana i rozmazana, trudno mi było rozstać się przyjacielem. Miał złamaną rękę i żebra, co nie pozwala mu się ruszać. Będzie uziemiony w domu przez tydzień, lecz potem zdeklarował się, że zmienia tryb życia. Wcześniej ciągle imprezował, a kobiety traktował, jak zabawki na jedną noc.
Wyszliśmy ze szpitala, a pogoda była totalnie paskudna. Padał deszcz i wiał okropny wiatr, natomiast my zajęliśmy miejsca ciepłym samochodzie Zayna.
- Zayn, mógłbyś mnie podwieźć w jedno miejsce? - zapytała Olivia, gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu.
- Jasne, gdzie? - powiedział, skręcając w lewo.
- Na ten adres - rzekła, podając mu telefon z adresem. - Mam tam sprawę do załatwienia.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy, ja oparta głową o szybę. Patrzyłam na krople deszczu monotonnie spływające po szybie. Ludzi z parasolkami biegnących, by schować się przed zmoczeniem. Autobusy zabierające pasażerów. Turystów, którzy zdziwieni tak częstym deszczem robili zdjęcia lub panikowali z braku parasola, płaszcza.
I wtedy zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem. Co teraz będzie? Mam mieszkać z Zaynem i udawać, że nic się nie stało? Wciąż mam w pamięci jego oszustwo oraz bagno, w jakie mnie wplątał, ale kocham go, a on mnie i razem się dopełniamy.
Będę chodzić do szkoły, ale jak się utrzymam? Nie chcę pieniędzy Zayna, a te miliony, które wygrałam są brudną kasą. Muszę się zastanowić, czy ją wydać.
- Dziękuje, wrócę metrem. Pa - usłyszałam nagle spokojny głos Olivii.
Pożegnałam się z nią, a Zayn ruszył.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam po chwili cichej jazdy.
- Na kolację - posłał mi zadowolony uśmiech.
- Zayn, gdzie są pieniądze, które wygrałam? - odparłam, bo męczyła mnie ta sprawa.
- W sejfie w piwnicy, chcesz je wydać? - oznajmił, a ja prawie podskoczyłam.
- Nie wiem, to fałszywa kasa. Od złych ludzi - mruknęłam, przygryzając wargę.
- Może i tak, ale to miliony. Wydaj je, zasłużyłaś - wymamrotał, co wprowadziło zamęt w mojej głowie.
Zatrzymaliśmy się pod restauracją, która wyglądała wspaniale. Udaliśmy się do środka, gdzie przywitał nas miły kelner, który zaprowadził nas również do stolika. Zajęłam miejsce i spojrzałam w kartę, oczywiście Zayn musiał wybrać cholernie drogą.
- Dzień dobry, na co mają państwo ochotę? - usłyszałam nad głową.
- Ja poproszę Toad in the hole* i herbatę - powiedziałam z uśmiechem.
- Ja natomiast Beef Wellington** oraz szklankę wody - dodał Zayn po chwili namysłu.
- Dobrze, dziękuję.
Kelner odszedł, a ja lustrowałam twarz Zayna. Nie mogłam uwierzyć, że jest mój.
- Coś się stało? Dlaczego tak patrzysz? - zapytał Zayn z lekkim uśmiechem.
- Bo cię kocham Zayn - wyszeptałam, patrząc w jego oczy.
Najpierw wykazały zdziwienie, ale potem miałam wrażenie, że wzruszenie. Chyba pierwszy raz mu to powiedziałam.
- Ja ciebie też kocham, Lucy - powiedział drżącym głosem.
Niestety, tę piękną chwilę przerwał nam kelner, który przyniósł napoje i przystawkę w postaci Cornish Pasty***.
Zajęliśmy się jedzeniem i popijaniem bez ani jednego słowa. Chwilę później dostaliśmy nasze główne dania, które mi smakowały niesamowicie.
Gdy skończyłam wzięłam łyk herbaty i spojrzałam na Zayna. Uwielbiam lustrować jego miodowe oczy oraz malinowe usta. Jest perfekcyjny.
- Jesteś taki przystojny - mruknęłam pod nosem, ale nie miałam w planach wypowiedzieć to na głos.
Zayn zaśmiał się zadziornie poprawiając włosy.
- A ty jesteś najpiękniejszą księżniczką na świecie - wychrypiał, powodując moje wzruszenie i rumieńce.
- Co teraz będzie, Zayn? - spytałam, łącząc nasze ręce na stole.
- Właśnie chciałbym z tobą o czymś porozmawiać - zaczął niepewnie. - Myślę, że najprościej i najlepiej będzie, jeśli po prostu ci to dam.
I chwilę później wyciągnął ze swojej skórzanej kurtki czarne małe pudełeczko. A ja zamarłam, co on chciał zrobić? Wzięłam je do ręki i otworzyłam wieczko. Zamarłam widząc, co jest w środku.

*Toad in the hole – kiełbaski zapiekane w cieście.
**Beef Wellington – polędwica wołowa z dodatkiem grzybów i pasztetu zapiekana w cieście francuskim.
***Cornish pasty – zapiekany pieróg nadziewany wołowiną, ziemniakami, cebulą i brukwią.
(Wszystkie to jedne z tradycyjnych brytyjskich potraw)
____________________________________________________________________________
Witam was :) Znowu poślizg, ale staram się, by rozdział na Life'a były dopracowane i według moich planów, więc gdy nie mam weny nie staram się napisać byle czego tylko czekam, aż najdzie mnie pomysł na ujęcie w słowa mojej koncepcji. 
Jak myślicie, co jest w pudełku od Zayna? ;)
Pamiętajcie, że nadal możecie być informowani! Piszcie swoje usery do tt w odpowiedniej zakładce.
Ostatnio śniło mi się, że wydałam książkę Life'a. To nawet ciekawy pomysł, ale chyba jeszcze nie teraz.
Myślę też nad tą niespodzianką dla was, ale sądząc po komentarzach jest za mało czytelników na nią ;c
Wolicie, abym zrobiła jedną długą część Life'a czy podzieliła ją na dwie?

sobota, 9 maja 2015

~.35.~

- Joel, naprawdę nie musisz przyjeżdżać. Jestem pod dobrą opieką - mówiłam po raz kolejny, patrząc w ekran komputera, na którym widniał mój brat.
- Dlaczego zawsze dowiaduję się ostatni?! - wrzasnął. - Pod jednym warunkiem nie przyjadę, będziesz codziennie do mnie dzwonić i mówić, jak się czujesz.
- Dobrze bracie, nie gorączkuj się tak - posłałam mu dumny uśmiech.
- Będę, bo się o ciebie martwię - odparł, a ja poczułam dziwne uczucie ciepła w sercu.
Już od 30 minut rozmawiałam z bratem przez skype. Siedziałam wygodnie na kanapie, okryta kocem i z kawą w ręku. Dziś tak naprawdę powinnam iść do szkoły, bo jest poniedziałek, ale mój stan zdrowia na to nie pozwala.
Olivia zajęła miejsce obok mnie, a Zayn robił coś w ogrodzie. Melissa miała przyjść po 3pm, aby dać mi lekcje. Sarah wpadła dziś rano ze świeżymi bułkami i kawą. Wszyscy chcą mnie odwiedzać, ale ja odsyłam ich do Louisa. Z tego, co wiem to Liam z Niallem właśnie do niego jadą.
- Dobra, ja kończę, bo muszę iść spać. Dobranoc, siostrzyczki - pożegnał się Joel.
- Pa - odpowiedziałyśmy razem z Olivią.
Odłożyłam komputer, po czym wzięłam łyk pysznej kawy. Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi. A w pomieszczeniu pojawił się Zayn.
- Co robiłeś? - zapytałam, gdy podszedł do mnie i oparł się o oparcie kanapy.
- Przykrywałem basen, w końcu idzie zima - odparł, patrząc na mnie.
- Który dzisiaj jest? - spytałam.
- 4 października, a co? - odpowiedział, nieco zdziwiony.
- Straciłam poczucie czasu. Zayn, kiedy będę mogła wyjść z domu? - mówiłam, poprawiając się.
- Dean mówił, że do jutro na pewno nie możesz się ruszać z kanapy. Pójdziemy na badania kontrolne to się wszystkiego dowiemy - uśmiechnął się, łapiąc mnie za rękę.
I nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, Malik poszedł otworzyć. A chwilę potem pojawił się z Rachel, która miała w rękach pluszowego misia i torebkę z jedzeniem.
- Hej, Lucy. Jak się czujesz? - odrzekła, podchodząc bliżej.
- Cześć, lepiej już - posłałam jej wdzięczy uśmiech za to, że przyszła.
- Wyrwałam się z pracy, by cię odwiedzić, a i tak mam tylko 20 minut - poinformowała, stawiając jedzenie na stole i podając mi przytulankę. - To dla ciebie.
- Dziękuje, a gdzie ty właściwie pracujesz? - wzięłam prezent, patrząc na nią.
- W ciągu dnia w przedszkolu, jako pomoc. A wieczorami w fastfoodzie - oznajmiła, przygryzając wargę.
- Czemu, aż tyle?
- Z tym się wiążę długa historia - wyszeptała, spuszczając głowę.
- Chętnie posłucham, jeśli ty tego chcesz - odparłam pociesznie.
- Mój tata przyjechał tu 5 lat przed poznaniem mamy, ale tylko do pracy na budowie. Potem poznał mamę, która nie miała zbyt dużego wykształcenia, mimo to zakochali się. Zamieszkali razem w malutkim mieszkanku, w którym żyjemy do dziś. Na świat przyszłam ja, mama musiała zrezygnować z pracy w biurowcu. Cały czas żyliśmy za pensję taty, która i tak nie wystarczała, więc mama musiała wrócić do biura. I urodził się mój brat, a mama zachorowała. Na jej leczenie idą wielkie pieniądze. Teraz ja, tata oraz brat staramy się pomagać. Chris ma 17 lat, a już tyra na budowie, by mama miała zapewnioną opiekę. A ja muszę dodatkowo płacić za swoje studia - opowiadała.
- Matko...To ciężkie, tak mi przykro - wyszeptałam zszokowana.
Rachel nie wyglądała źle, miała ubrania dobrych marek, telefon. Nie sądziłam, że tak ciężko na to pracuje.
- Liam wie?
- Nie do końca, nie wie o chorobie mamy.
- Dość o mnie, mów co u ciebie - rozweseliła się.
- Nic nowego, samochód nieźle mnie załatwił - prychnęłam, po czym zaśmiałam się cicho.
- Liam mi powiedział prawdę - rzekła z jednoznacznym spojrzeniem.
- Taaa, chyba wtedy za dużo wypiłam - zmieszałam się, patrząc na siostrę, która robiła coś na telefonie w fotelu obok.
Rachel zrozumiała, o co chodzi i nie drążyła tego tematu. Rozpakowała jedzenie, aby następnie podać mi makaron z sosem, oczywiście włoskie. Ona je kocha.
- Mój ulubiony - odparła zajadając się swoją porcją.
- Faktycznie pyszny - przyznałam jej rację.
- Chcesz też? - zapytała Rachel, patrząc na moją siostrę, która pokiwała głową i wróciła do komórki.
- Co ty tak piszesz? - mruknęłam z pełną buzią.
- Praca, muszę odwołać kilka spotkań, bo moja asystentka nadrabia inne rzeczy - poinformowała, przewracają oczami.
- Kim jesteś z zawodu? - wtrąciła Rachel.
- Tak właściwie to pracuję w firmie kosmetycznej jako doradca, wybieram kosmetyki i zarządzam wszystkim. Jednak dopiero od niedawna, bo w czerwcu skończyłam studia, ale od 2 lat jestem w tej firmie i poprzednia właścicielka odchodziła na emeryturę, a mi oddała swoje biuro - opowiadała, a ja uważnie słuchałam.
- To super sprawa! Czekaj, ty jesteś właścicielką The Lime*? - Rachel klasnęła w dłonie uradowana.
- Tak.
- Naprawdę? To ty? Kocham twoje kosmetyki, dziś niestety nie mam nic z The Lime, ale prawie codziennie się maluje pomadką z serii Glam Lam, odcień 16 - mówiła, jak nakręcona.
- Wymyśliłam tę kampanię, to świetnie - posłała nam dumny z siebie uśmiech.
- Nie wiedziałam, że mam tak sławną siostrę - zachichotałam, odkładając puste pudełko na stół.
- A tam sławną, po prostu The Lime sprzedają w każdym sklepie z kosmetykami - machnęła ręką, ale widziałam ten błysk w jej oczach.
Tak się rozgadałyśmy, że nie zauważyłam nawet zniknięcia Zayna. Ciekawiło mnie, gdzie jest, ale wtedy Rachel oznajmiła, iż musi już iść, więc pożegnałyśmy się.
- Potrzebujesz czegoś? - usłyszałam po chwili głos Olivii, która szła do kuchni.
- Nalej mi proszę soku - odpowiedziałam, biorąc telefon.

Fabio
2.10.2014 8:45 pm
>Mam dosyć tej ciszy<

Fabio 
2.10.2014 9:11 pm
>Co się dzieje, Lucy?<

Fabio
2.10.2014 10:01 pm
>Odpisz mi, bo odchodzę od zmysłów<

Fabio
3.10.2014 5:23 am
>Martwię się ;c<

Lucy
4.10.2014 1:34 pm 
>Przepraszam, byłam zajęta szkołą. Opuściłam się w nauce i zawaliłam kilka rzeczy, ale już jest dobrze<

Fabio
4.10.2014 1:37 pm
>Matko, w końcu odpowiedziałaś! Martwiłem się, mogę zadzwonić?<

Lucy 
4.10.2014 1:40 pm
>Nie teraz, ale gwarantuję ci, że wszystko dobrze :) Opowiadaj, co u ciebie!<

Fabio 
4.10.2014 1:41 pm
>Padam z nóg, pomagałem siostrze Daniele'a w klubie, w którym byliśmy. Idę spać, dobranoc ♥<

Odłożyłam telefon nie do końca zadowolona, że okłamałam Fabio, ale nie miałam wyboru. Muszę chronić Zayna i nie rozgadywać nikomu, iż to przez wyścigi mnie porwano.
I nagle, jakby na zawołanie zjawił się Malik. Kucnął obok kanapy i złapał za rękę.
- Kochanie, jutro rano przyjdzie Mildreth posprzątać, ale ja pojadę do Louisa. Dobrze? - mówił, patrząc mi w oczy i gładząc kciukiem wierz mojej dłoni.
- Oczywiście, powiedz mu, że tęsknię. A co dziś cały dzień robisz? - odparłam, podpierając się.
- Przykrywałem basen, szukałem paru dokumentów - objaśnił obojętnie.
- Pocałuj mnie - wyszeptałam, przygryzając wargę.
A chwilę potem Malik objął moją twarz dłońmi i wpił się w moje usta. Ja wplotłam swoje ręce w jego włosy. Rozpoczął walkę naszych języków, czułam się niesamowicie. Całował delikatnie moją szyję, a ja cicho jęknęłam z rozkoszy. Tak dawno nie pożądałam go w ten sposób. Zayn błądził dłońmi po moim ciele, nawet wkładał palce pod bluzkę. Modliłam się, by Olivia tego nie widziała.
Gdy usłyszałam kroki, oderwałam się od Mulata. Mój oddech był przyśpieszony, a serce waliło, jak oszalałe.
- Kocham cię - wyszeptał, poprawiając kosmyk moich włosów.
I wtedy do pomieszczenia weszła Olivia z sokiem dla mnie oraz kanapką dla siebie. Podziękowałam jej, biorąc łyk zimnej cieczy.

Później przyszła Melissa, z którą zrobiłam lekcje. Zayn w tym czasie był na dworze i palił, po czym wrócił i jadł zapiekankę. Olivia czytała książkę, a ja grzecznie zapisywałam wszystko.
- Czy ty masz jeszcze kontakt z Danielem? - spytałam, gdy przepisywałam matematykę.
- Tak, rozmawiamy prawie codziennie - zarumieniła się wyraźnie.
- To wspaniale! Jesteście już razem? - ucieszyłam się, klaszcząc w dłonie.
- Nie, ale zachowujemy się jak para. Gdy gadamy na skype ciągle mówi, że jestem piękna. Pisze, że mnie kocha, ja tak samo. Oficjalnie jednak nie jesteśmy parą - rzekła cała rozemocjonowana.
- Jak słodko - uśmiechnęłam się. - Chce cię odwiedzić?
- Tak, ale dopiero na wakacje może, a to prawie rok - posmutniała, opierając się na łokciu.
- Szkoda, to długo - wymamrotałam ze skwaszoną miną, odkładając długopis.
- Niestety.

Do 6pm oglądaliśmy w czwórkę filmy, ale potem Mel poszła do domu, a Olivia chciała spotkać się z dawną koleżanką i zostałam sama z Zaynem.
- Musimy wykorzystać ten czas, gdy jesteśmy sami - powiedział Zayn, gwałtownie wstając z fotela i biorąc mnie na ręce przez co pisnęłam.
- Zayn, ja mogę już sama wejść po schodach - przypomniałam mu.
- Ale ja chcę cię wnieść - posłał mi zawadiacki uśmiech i wbiegł na górę.
Otworzył drzwi od sypialni, a ja poczułam przypływ nerwów oraz gorąca. Czy on chce się ze mną pieprzyć? Ja...nie jestem na to gotowa. Nie dziś...
Położył mnie delikatnie na łóżku, dając mi buziaka w nos i poszedł do garderoby. Denerwowałam się, jak cholera. Ręce mi się trzęsły, a serce prawie eksplodowało. Nie mogłam się opanować.
Wtedy Zayn pojawił się z powrotem z jakąś wstążką w ręce.
- Zabawimy się trochę - wychrypiał seksownie, ściągając ze mnie bluzkę.
Z przyzwyczajenia zakryłam się rękoma, ale Malik zabrał je i zaczął przywiązywać do łóżka. Kurwa, on chciał seksu. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie kochanie, twoje ciało jest zbyt piękne, by je zakrywać - odparł związując mnie.
- Co ty chcesz zrobić? - zapytałam nieśmiało, unikając kontaktu wzrokowego.
- Pokazać ci, że mnie pragniesz - wyszeptał do mojego ucha, po czym zagryzł delikatnie jego płatek.
To się nie działo...To niemożliwe...Za chwilę albo stracę dziewictwo, albo stchórzę i ucieknę.
Zayn przejechał ręką po moim brzuchu. Następnie uwodzicielsko ściągał koszulkę, a ja byłam rozpalona. Przygryzałam wargę, próbowałam odwiązać ręce, by dotknąć idealnego torsu chłopaka ozdobionego masą tatuaży.
- Chcesz więcej? - zapytał, a ja pokiwałam głową.
Zayn zaczął rozpinać moje spodnie, a ja wciąż walczyłam z rękoma. Powoli ściągał leginsy z moich nóg, odsłaniając tym samym czarne, koronkowe majtki, które miałam na sobie.
Jeździł dłonią po moim udzie, a ja gotowałam się z podniecenia. Śmiał się z tego, widząc jak na mnie działa.
Zaczął składać delikatne pocałunki na moim udzie. Szedł coraz wyżej, lecz po chwili odsunął się, a ja miałam ochotę go zabić. Co on wyprawia? Czemu przestaje?
Rozpiął swoje spodnie, a ja po prostu nie wytrzymałam i wstążka, którą miałam związane ręce zerwała się. Natychmiast rzuciłam się na Zayna, rozpoczęłam walkę naszych języków. Błądziłam dłońmi po jego torsie, ale on nagle odsunął się.
- To jest moja gra, skarbie - mrugnął, wstając z łóżka.
Wszedł ponownie do garderoby, po czym wrócił z kajdankami. Prychnęłam pod nosem, a on usiadł na mnie okrakiem i zapiął do łóżka. Czułam wypukłość w jego spodniach, gdy ocierał się o mnie.
Składał pocałunki na mojej szyi, zniżając się od piersi do brzucha. Splótł nasze dłonie, pieszcząc ustami każdą część mojej klaty piersiowej.
Czułam, że jestem cholernie rozpalona, ale on nagle odsunął się i zszedł z łóżka.
- Mówiłem, że mnie pragniesz - odparł zadowolony, wkładając koszulkę.
- Co ty kurwa robisz? - sarknęłam wnerwiona.
- Koniec zabawy - poinformował z cwanym uśmieszkiem, zapinając spodnie.
- Chyba sobie żarty robisz - prychnęłam szarpiąc rękoma.
- Nie, leż tu sobie. Pa - odrzekł, wychodząc z sypialni.
Co to miało być? Ja pierdole, nienawidzę go. Zaczęłam krzyczeć, ale miał mnie gdzieś. Łzy spływały po mojej twarzy, czułam się poniżona.
Nagle drzwi od sypialni otworzyły się, a w nich stanął Zayn z tacą w rękach. Paliły się na niej świeczki, widziałam też jedzenie.
- Mała rekompensata - odparł, stawiając tackę obok mnie. - Przepraszam.
- To urocze, ale i tak mam ochotę cię zabić - warknęłam, przypominając o tym, że wciąż jestem skuta.
Zayn chwilę później odpiął mnie, a na osłodę pocałował w policzek. Usiedliśmy wygodnie, a ja spojrzałam na przysmaki. Babeczki z lukrem, mrożona czekolada i gruszki.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i karmiliśmy do końca wieczora. Opowiadaliśmy sobie przygody z przeszłości, to była wspaniała końcówka dnia. A oczywiście skończyło się tak, że zasnęłam wtulona w ciepłe ramiona Malika w jego łóżku.

*Wymyśliłam The Lime, idk czy jest coś takiego xD
________________________________________________________
Witajcie :) Jak wam się podoba rozdział? Bo mnie wydaje się, że jest słaby ;c Chyba nie wyszedł taki, jaki miał wyjść. Zayn jest wredny, tak potraktować Lucy hahaha ;p
Pamiętajcie, że wciąż możecie być informowani o rozdziałach na tt. Wystarczy wejść w odpowiednią zakładkę.
Zapraszam wszystkich na moje ff z Jaiem Brooksem z Janoskians :) - KLIK 
Kocham was i dziękuje za ponad 37 tysięcy wyświetleń! Nigdy nie spodziewałam się, że dobijecie aż tylu. Jestem wam cholernie wdzięczna, to wspaniałe ♥

-Komentarze karmią wenę.
~.Miley ♥






sobota, 2 maja 2015

~.34.~


Ważna notka pod rozdziałem!!!

Olivia i Sarah wparowały do mojej sali przestraszone. Byłam szczęśliwa, że mogłam je zobaczyć. A zwłaszcza siostrę, której nie przytuliłam od miesiąca.
Wciąż czułam niesamowity ból w brzuchu i głowie, byłam słaba, zmęczona. Jednak musiałam z kimś w końcu porozmawiać.
- Jak się czujesz? - zapytała siostra, łapiąc mnie za rękę.
- Jak gówno - sarknęłam, na co ta zaśmiała się pod nosem.
- Kochanie, tak się martwiłam. Zayn zadzwonił do mnie, przyleciałam najszybciej, jak się dało. Co się właściwie stało? - mówiła zmartwiona Olivia, lustrując moją twarz.
Nie mogłam wydać Zayna, ufałam siostrze, ale to była zbyt ważna sprawa. Zamknęliby go za zabójstwo, a tego bym nie zniosła.
- Miałam wypadek. Wypiłam trochę po imprezie i wsiadłam do samochodu - skłamałam.
- Lucy, ile się o tym mówi - wymamrotała brunetka.
- Wiem, wiem - wyszeptałam, przygryzając wargę.
Sarah stała przy Louisie, który cały czas spał. Tak bardzo chciałabym do niego podejść, ale nie mogę się ruszyć. Mój przyjaciel cierpi...
- Co u was? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Diana rośnie, jak na drożdżach. Jest taka śliczna, ostatnio częściej spotykam się z Devonne i Joelem, pomagam przy małej. Tęsknimy za tobą - opowiadała, głaszcząc mój policzek.
- Ja za wami też - mruknęłam.
- Wróć ze mną do Stanów, zamieszkasz u mnie lub Joela - zaproponowała siostra.
- Nie, muszę skończyć szkołę. I tak opuściłam już trochę - odparłam słabo.
Wtedy do sali wszedł lekarz, którego poznałam kiedyś. Dean.
- Olivia, przykro mi, ale musisz wyjść. Bierzemy ją na badania kontrolne - oznajmił, po czym spojrzał na mnie.


Po badaniach odwieźli mnie z powrotem na salę, gdzie siedziała już Melissa. Cieszyłam się z jej wizyty.
- Cześć, tak się denerwowałam - rzekła, patrząc na mnie.
- Taa, trochę się narobiło - skwitowałam.
- Powiedzieli mi dopiero rano, a Zayn z Melissą byli tu całą noc. Chłopaki wrócili o 3, a Harry nawet nie zadzwonił. Nieważne, jak się czujesz? - powiedziała Sarah.
- Lepiej, chcę już do domu - wymamrotałam, przewracając oczami.
- Ale to niestety, dopiero za przynajmniej jeden dzień - usłyszałam głos Dean'a, który właśnie wszedł do sali.
Przywieźli Louisa, pielęgniarki zaczęły go przypinać do tych urządzeń, a lekarz zapisał coś na jego karcie.
- Co z nim? - zapytałam, przygryzając wargę.
- Jest poprawa, powinien wybudzić się za kilka godzin. Wątroba i śledziona działają prawidłowo, ale posiedzi tu dłużej niż ty - poinformował, czytając wyniki badań.

Po wizycie Sarah zostałam sama, nie licząc reszty pacjentów w sali. Jednak nie na długo, bo chwilę później w szybie od drzwi zobaczyłam Nialla i Liama. Chłopcy weszli do sali, po czym stanęli obok mego łóżka.
- Hej, mamy coś dla ciebie - powiedzieli, stawiając na mojej szafce małą porcelanową tancerkę.
- Kwiatów nie można wnieść - oznajmił Niall, siadając na krześle.
- Spoko - posłałam mi uśmiech, co odwzajemnili.
- Zayn powinien tu być za kilka minut, siedział całą noc i rano pojechał się zdrzemnąć - odrzekł Liam, co przyśpieszyło bicie mojego serca.
Rozmawialiśmy jakieś 10 minut, po czym zauważyłam w drzwiach Zayna. Horan i Payne pożegnali się, opuszczając pomieszczenie, a do mojego łóżka zbliżył się Malik.
- Cześć, księżniczko - przywitał się, łapiąc moją dłoń.
- Hej.
- Przywiozłem kilka ubrań, twoje kosmetyki, telefon, ale nie mogę tego tu wnieść. Pozwolili jedynie na to - odparł, po czym wyciągnął z kieszeni kurtki małego misia.
Wzięłam go do ręki, był taki słodki. Cieszyłam się, że o tym pomyślał.

Wizyta Zayna była krótka, bo przywieźli nowego pacjenta i Malik musiał wyjść. Zostałam sama, ale potrzebowałam tego. Chwila odpoczynku i przemyślenia wszystkiego.
Teraz widzę, komu na mnie zależy. Chyba jestem w stanie wybaczyć chłopakom i Sarah, bo widzę, że troszczą się i dbają, bym była bezpieczna. Bo choć ten skurwiel mnie porwał to oni byli tu ze mną, a Zayn dopuścił się najgorszego, ale w mojej obronie. Naraził siebie, aby uwolnić nas z rąk tych zwyrodnialców.
I wtedy usłyszałam głośne pikanie, Louis się obudził. Szybko spojrzałam w jego stronę, jego klatka piersiowa poruszała się w bardzo szybkim tempie. Miał otwarte oczy, już chwilę później zbiegli się lekarze.
- Louis, jestem tutaj - mówiłam, ale on nie wykazałam żadnej reakcji.
Pielęgniarki oraz Dean wstrzykiwali mu coś, poprawiali kroplówkę i inne te rzeczy. W oczach zaczęły zbierać się łzy, gdy widziałam, co dzieje się z moim przyjacielem. Ciągle powtarzałam, że jestem tutaj. Mówiłam jego imię, ale nie reagował.
Dean kazał mi się zamknąć, bo go to denerwuje i nie może się skupić, ale miałam to w dupie. Liczyło się to, by Lou wykazał jakąkolwiek reakcję.
Wyciągałam do niego rękę, nawet podniosłam się to pozycji siedzącej. Łzy spływały po mnie strumieniami, aparaty okropnie pikały, głowa bolała niemiłosiernie. I wtedy stał się cud, Louis wystawił rękę, po czym złączył ją z moją.
Wszyscy momentalnie popatrzyli się w moją stronę. A ja nie mogłam w to uwierzyć, teraz płakałam ze szczęścia. Louis był świadomy, pamiętał mnie.
- Jestem tutaj, jestem z tobą - wyszeptałam, ocierając słony płyn z moich oczu.
Słyszałam tylko jego oddech, który wspomagany był maską. Lekarze odsunęli się z uśmiechami na twarzy.
- Wszystko jest dobrze, ale musi teraz dużo odpoczywać. Nikt nie może tutaj wejść przez najbliższe kilka godzin - odrzekł Dean, po czym opuścił salę.
- Louis, jeśli mnie słyszysz ściśnij mocniej moją rękę - odparłam nieco głośniej.
I już po chwili poczułam, jak jego dłoń zaciska się na mojej. Byłam taka uradowana, on słyszał, widział, miał świadomość.
- Kocham cię, rozumiesz? Nigdy już nie pozwolę, by ktoś się tak skrzywdził - mówiłam do niego, lecz nie oczekiwałam odpowiedzi. Był na to za słaby.
Do końca wieczora mówiłam do Louisa, ale on jedynie ściskał mocniej moją rękę lub próbował spojrzeć w moją stronę. Śmiałam się dużo, opowiadałam mu historie z mojego życia. Potem on zasnął, a ja długo myślałam o mojej relacji z Zaynem.

Rano obudziłam się około 10 am, byłam wypoczęta i czułam się znacznie lepiej. Ból głowy ustał, nabrałam energii. Pielęgniarka przywiozła mi ciepłe śniadanie oraz herbatę. Leżałam bezczynnie jakieś 15 minut, patrzyłam w okno, które zalał londyński deszcz. Nie mogę się doczekać, kiedy opuszczę ten cholerny szpital i odetchnę prawdziwym powietrzem. Mam serdecznie dosyć zapachu pacjentów, płynów oraz pikających aparatów.
I nagle usłyszałam, jak Louis się budzi. Był w stanie przekręcić głowę w moją stronę, następnie ruszył ręką, którą zdjął maskę.
- Cześć Louis - uśmiechnęłam się do niego.
- Kocham cię, księżniczko - wychrypiał ostatnimi siłami, a ja popłakałam się, jak małe dziecko.
Chwyciłam jego rękę, gdy do sali wszedł lekarz z pielęgniarkami.

Po dwóch dniach dostałam upragniony wypis, więc od rana czekałam, kiedy Zayn mnie stąd zabierze. Wczoraj wszyscy przyszli do nas, rozmawiali z Lou, który robił się coraz silniejszy. Olivia powiedziała, że ten chłopak cudem z tego wyszedł.
Zayn przyjechał z samego rana z moimi rzeczami, pielęgniarka pomogła mi się ubrać. Rozczesała mi brudne już włosy. Czułam się lepiej, ale i tak wywieziono mnie na wózku. Olivia z Zaynem od razu zaczęli mnie ściskać, ale ja kazałam im jechać już do domu.
Zapakowali mnie do auta, razem z Olivią z tyłu.
- Teraz nie opuszczę cię przez najbliższy rok! - powiedziałam siostra z groźnym spojrzeniem.
- Boże, za co? - zaśmiałam się.
- Ej!
- Olivia zamieszka z nami przez najbliższy czas - poinformował Zayn, a ja przygryzłam wargę.
Patrzyłam na niego przez chwilę, ale potem Olivia zaczęła mi opowiadać, że nie pozwoli mi wsiąść za kółko do śmierci. Aż w końcu dojechaliśmy do domu, ale ja nie byłam w stanie sama przejść.
- Ja ją wezmę, a ty zabierz rzeczy - Malik zwrócił się do mojej siostry, która od razu chwyciła moją torbę.
- Uważaj - wyszeptał Mulat, delikatnie wsuwając swoje ręce pode mnie.
Czułam się tak wyjątkowo, gdy trzymał mnie, jak pannę młodą. Moje serce biło, jak oszalałe. Zrobiło mi się cholernie gorąco, patrzyłam w jego piękne oczy i rozpływałam się. On również lustrował moją twarz. Niestety, przerwałam nam Olivia mówiąc, że mamy się pospieszyć, bo się przeziębię.
Zayn wszedł do domu i położył mnie na sofę, okrywając szczelnie kocem. Następnie wrócił zamknąć auto oraz drzwi.
- Przyniosę ci więcej poduszek - oznajmiła siostra, znikając na schodach.
- Zayn, zanieś mnie do łazienki. Chcę się umyć - rzekłam, gdy ten uklęknął przy kanapie.
- Jasne - wyszeptał, biorąc na ręce moje okropne ciało.
Delikatnie pokonywał każdy stopień, obchodził ze mną, jak ze szkłem, porcelaną. Oczywiście wszedł do łazienki w swoim pokoju, co w sumie było dobre.
- Pomogę ci, jeśli nie masz nic przeciwko - odparł, sadzając mnie na blacie obok umywalki.
- Ja jej pomogę, ty zrób herbatę - usłyszeliśmy głos siostry, która stała w drzwiach z rękoma pod biustem i dziwną miną.
Malik spojrzał w moje oczy, pozwoliłam mu odejść, bo zrobił bez słowa.
- Chodź tu, umyjemy cię malutka - wymamrotała, powoli ściągając moja bluzkę.
Zajęło nam to około 45 minut, bo przy większym ruchu brzuch niemiłosiernie przypominał o sobie. Momentami płakałam z bólu, ale w końcu Olivia pomogła mi się umyć i z powrotem ubrać, Nawet włosy wyszorowała, zęby również. Byłam jej wdzięczna, ponieważ nieźle się na tym namęczyła. To nie lada wyzwanie, bo wystarczy jeden ruch i mój brzuch wywoła taki ból, że tego nie wytrzymam.
Gdy byłam gotowa, zawołałyśmy Zayna, który wziął mnie na ręce, po czym zniósł na dół. Leżałam wygodnie na kanapie, okryta kocem z herbatą w ręku.
- Olivia, przyniesiesz mi proszę torebkę? - mruknęłam, biorąc łyk ciepłego napoju.
Brunetka natychmiast wstała z fotela, ruszyła do przedpokoju.
- Wszystko dobrze? - zapytał chłopak z troską w oczach.
- Tak, jeśli jesteś obok - wyszeptałam, patrząc na niego. Miałam wrażenie, że wzruszył się na moje słowa.
- Trzymaj, ja idę po książkę - siostra podała mi torebkę, a następnie wbiegła na górę.
Wyciągnęłam z niej misia od Zayna, co wywołało uśmiech na jego twarzy. Odwzajemniłam go, ale Malik poszedł gdzieś.
- Wiem, że to nie wynagrodzi ci tego, co przeze mnie przeszłaś. Jednak bardzo cię kocham i nie pozwolę już, by ktoś zrobił ci krzywdę. Cały czas będę przy tobie, jesteś moim oczkiem w głowie, proszę to dla ciebie - mówił, ściskając moją rękę.
Podał mi małe pudełko, a ja już płakałam, jak bóbr. Otworzyłam prezent, byłam w szoku. Piękna bransoletka. Nie mogłam uwierzyć, do tego gdy ją wyjęłam, zauważyłam napis z tyłu serduszka. A właściwie literki. ZL.
Zamiast odpowiedzieć, namiętnie pocałowałam chłopaka. Już zapomniałam smak jego ust, a był taki wspaniały. Tęskniłam za tym. Całowaliśmy się dobre 3 minuty, byłam w 7 niebie.
- Też cię kocham.
- Podoba ci się? - zapytał, zakładając bransoletkę na moją prawą rękę.
- Jest piękna - uśmiechnęłam się, oglądając ją.
- Ale musisz mi coś obiecać - odparł, patrząc mi w oczy. - Nigdy więcej nie zrobisz sobie krzywdy. Pomyśl, że gdy okaleczasz siebie to tak, jak gdybyś okaleczała mnie.
- Obiecuję - wyszeptałam, przygryzając wargę.


_________________________________________________________________________
Witam was po długiej przerwie :) Przepraszam, że tyle musieliście czekać, ale szkoła i brak weny robi swoje ;c Ale już wracam, chociaż nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału. Pewnie jest dużo błędów. Może jutro je poprawię. 
Ale co najważniejsze: 
Zdejmuję limit komentarzy, ale nie oznacza to, że macie przestać komentować. Bardzo was proszę o taką opinię, bo to szansa na szybszy rozdział. Chciałabym, żeby chociaż 3 komentarze były pod rozdziałem :) Mimo to rozdziały będą się pojawiać bez względu na liczbę komentarzy.
Chciałabym wam serdecznie podziękować za prawie 37 tysięcy wyświetleń!! Zakładając Life'a nigdy nie myślałam, że uda mi się dobić to tylu ;c Kocham was bardzo i szykuję pewną niespodziankę dla moich czytelników ;)
Zaszły małe zmiany w bohaterach i czytam&polecam :)
Podobał wam się rozdział? Louis się obudził, Lucy wyszła ze szpitala i pogodziła się z Zaynem :) Jak myślicie, co wydarzy się dalej?
See ya soon :*
Clauduśka Duśka xx.

-Komentarze karmią wenę.
~. Miley ♥


czwartek, 2 kwietnia 2015

~.33.~

Lucy od godziny ma operację, Louis tak samo. Harremu opatrzyli rękę, a ja nie jestem w stanie się uspokoić. Przez swoje fochy pozwoliłem, by ten skurwiel zrobił jej krzywdę. Zamiast się nią opiekować po prostu sobie wychodziłem. Teraz siedząc na poczekalni o 1 w nocy przeklinałem na siebie. Liam ciągle powtarzał, że będzie dobrze. Niall siedział zdenerwowany, a Harry nic nie powiedział od 15 minut, kiedy opatrzyli mu ranę.
Nie wytrzymałem i udałem się na dwór, by zapalić. Zaciągnąłem się dymem, po czym poczułem wibracje w kieszeni spodni. Wyjąłem telefon, odebrałem.
- Zayn?
- Tak, kto mówi?
- Melissa, kurwa co się dzieje? Gdzie jest Lucy?
- Ona...miała wypadek. Jesteśmy w szpitalu.
- Już tam jadę!
Rozłączyłem się, schowałem urządzenie z powrotem do kieszeni. Rzuciłem niedopałek na ziemię, przydeptując go butem. Wracając na oddział podszedłem do automatu, wrzuciłem kilka drobniaków i kupiłem cztery kawy dla siebie, Harrego, Nialla oraz Liama.
Podałem kubki chłopakom, aby następnie usiąść na plastikowym krzesełku.
Strasznie się denerwowałem, chciałem wiedzieć, co z nimi. Aż nagle na oddział wpadła Melissa.
- Zayn! Co się dzieje? - pytała podbiegając do mnie.
- Lucy miała wypadek, operują ją i Louisa - lekko nagiąłem prawdę.
- Kurwa - mruknęła, siadając obok Liama. - Melissa jestem.
- Liam.
- Harry.
- Niall.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, aż w końcu drzwi otworzyły się, a dwie pielęgniarki wyszły z pomieszczenia. Zaraz za nimi Dean z innym lekarzem.
- I co? - zapytałem, a wszyscy zebrali  się w okół nas.
- Jej stan jest stabilny, operacja się udała. Przewozimy ją teraz na intensywną terapię - powiedział, a ja poczułem ulgę. Uśmiech sam zagościł na mojej twarzy.
Reszta trochę się oddaliła i cieszyła w swoim gronie, ale ja z Deanem cofnęliśmy się, by pogadać na osobności.
- Słuchaj, nie będę się mieszał w twoje sprawy, Malik. Jednak, to co podano tej dziewczynie mogło ją zabić. Dawka tego była tak silna, że gdybyś przyjechał kilka minut później ona byłaby martwa. To nie są żarty - wyszeptał poważnym tonem, patrząc na mnie.
- Dziękuje, Dean. Wiem, wiem. Zaopiekuję się nią - poklepałem go po ramieniu, obdarzając wdzięcznym spojrzeniem.
- Spoko, a jeśli chodzi o Louisa to jeszcze nic nie wiem - rzekł na odchodne.
Zobaczyłem, jak z sali wywożą nieprzytomną Lucy. Podbiegłem do niej z Melissą. Była taka blada.
- Boże, kto ci to zrobił? - usłyszałem szept blondynki, której leciały łzy.
- Hej, spokojnie - objąłem ją ramieniem, na co lekko się uśmiechnęła.
- Przykro mi, ale musimy ją podłączyć i nie mogą państwo wejść - odparła pielęgniarka, gdy wchodziły na oddział IT.
Ja i Melissa zostaliśmy przed drzwiami.
- Od kiedy wy właściwie jesteście razem? - zapytała, opierając się o ścianę.
- Teoretycznie nie jesteśmy w ogóle - mruknąłem, przeczesując dłonią włosy.
- My od jakiegoś czasu straciłyśmy kontakt, nie odpisywała mi, nie odbierała. W szkole unikała.
- Tak, to trochę trudne do wyjaśnienia - wychrypiałem, drapiąc się po szyi.
Melissa kiedyś sprawiała wrażenie tajemniczej, ale teraz widzę w niej dobrą dziewczynę. Kocha Lucy, jak siostrę.
- Kochasz ją, co? - rzekła po chwili, na co nerwowo przełknąłem ślinę.
- Tak.

Po około 45 minutach skończyli operować Louisa, którego przewieźli tuż obok Lucy. Od razu pobiegłem do lekarza, aby wypytać o wszystko.
- Stan pacjenta jest stabilny. Ma połamane żebra, rękę oraz uraz śledziony. Substancje, które mu podano są silnymi narkotykami i to cud, że żyje - poinformował, na co podziękowałem,
Zauważyłem Dean'a, kręcącego się na oddziale, więc pognałem w jego stronę.
- Mogę do nich wejść? - spytałem z nadzieją.
- Teoretycznie nie - odpowiedział nieco ciszej.
- Dean, błagam - wyszeptałem z łzami w oczach. - Muszę ją zobaczyć.
- Jest po 1 am, więc nie ma wielu pielęgniarek. Możesz wejść, ale na chwilkę i sam - powiedział przez co, miałem ochotę skakać ze szczęścia.
Dean kazał mi ubrać specjalny fartuch, po czym zaprowadził mnie na salę. Gdy zobaczyłem ją podłączoną do tysiąca kabelków, przykrytą białą kołdrą. Spała, ale najważniejsze, że oddychała.
- Masz 3 minuty - mruknął Dean, wychodząc z sali.
Podszedłem do łóżka i złapałem za jej malutką rączkę. Moje łzy kapały na pościel, a odgłosy pikania doprowadzały mnie do szału.
- Lucy, tak bardzo cię przepraszam. Zniszczyłem wszystko, ale ja po prostu nie umiem się odnaleźć w tym. Po raz pierwszy od wielu lat naprawdę się zakochałem, a ty jesteś wrażliwa. Widzę twoje blizny i jestem zły na siebie, że kilka z nich spowodowałem. Nie pozwolę, by ktokolwiek cię skrzywdził, bo kocham cię całym sercem - szeptałem, patrząc na jej twarz. Łzy spływały po moich policzkach.
Przejechałem delikatnie dłonią po jej włosach, aż poczułem ruch jej palca od dłoni, którą trzymałem.
Uradowany ucałowałem jej policzek, lecz potem zostałem wygoniony z sali. Posłałem Dean'owi wdzięczne spojrzenie, po czym wyszedłem do przyjaciół.
- Byłeś u niej? - zaatakowała mnie Melissa.
- Tak, ruszyła ręką - posłałem jej lekki uśmiech, ocierając łzę. Ta widząc moje zachowanie mocno mnie przytuliła.
- Czyli wszystko z nią dobrze? - usłyszałem głos Nialla.
- Raczej tak.
Widziałem ulgę na ich twarzach.
- Idźcie do domu, ja przy niej będę.
- Nie, chcę tu być, gdy się wybudzi - zaprotestowała blondynka.
- Wybaczcie, ale ja pojadę. Jestem zmęczony i ręka mnie boli - odparł Harry, wstając z krzesełka.
- Dobrze, pa - odpowiedziałem, gdy wychodził z oddziału.
- My też pojedziemy, ogarniemy się i prześpimy. Rano przyjedziemy - rzekł Liam za siebie i Nialla.
Gdy zostałem sam z Melissą, usiedliśmy na ławce.
- Chcesz dropsa? - podała mi opakowanie z cukierkami, wziąłem jednego i wpakowałem do buzi.
- Jestem cholernie zmęczony, idę po kawę. Jaką chcesz? - rzekłem, wstając.
- Espresso.
Podszedłem do automatu, wrzuciłem monety, a po chwili miałem w rękach dwa kubki z kawą. Wróciłem do Melissy, dając jej jeden.
- Ile masz lat? - zapytała po chwili, gdy ja brałem łyk gorącego napoju.
- 21, a ty? - mruknąłem, wyciągając telefon.
- 18, jestem z Lucy w klasie - odpowiedziała spokojnie.
- Mówiła ci kim jestem?
- Nie do końca. Ona nie opowiadała dużo o tobie, ale wiem, że zakochała się - mówiła, a moje serce zaczęło mocniej bić na jej ostatnie słowa.
- Powiem ci, że nie jestem kimś o kim się opowiada - powiedziałem mrużąc oczy.
- Ja też nie, Lucy nie wie o mnie kilku rzeczy - wyszeptała, wbijając wzrok w podłogę.
- Na przykład?
- Uważasz, że tobie powiem? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Nie, ale zawsze warto spróbować - wymamrotałem pod nosem,
- Dzwoniłeś do jej rodziny? - odparła, wyciągając swojego iphone'a.
- Nie, nie jestem pewien, czy ich powiadomić - rzekłem dosyć niepewnie.
- Powinni wiedzieć, to jej jedyna rodzina - próbowała mnie przekonać.
Postanowiłem zadzwonić do kogoś, ale nie miałem numeru, więc zapytałem o to Melissę. Ona podała wpisała mi do Joela, ale nie odbierał. Niestety, przyjaciółka Lucy nie miała telefonu do nikogo innego. Wtedy przypomniało mi się, że w aucie mam torebkę brunetki, a w niej na pewno jest jej iphone z numerem do Olivii.

- Olivia? Tutaj Zayn.
- Coś się stało?
- Tak, tylko spokojnie. Lucy miała...wypadek. Jesteśmy w szpitalu. Miała operację, jest wszystko dobrze.
- Co? Jezus...Jak ona się czuje?
- Teraz śpi, ale już ruszała ręką. Jej stan jest stabilny.
- Już bukuję lot, kurwa, Moja siostrzyczka, powiedz mi wszystko, co wiesz Malik.
- Lucy jest po operacji i śpi. Mówiłem już.
- Cholernie się denerwuję, a najbliższy lot jest za godzinę.
- Olivia, spokojnie. Zaopiekujemy się nią. Jest w najlepszych rękach.
- I tak przylecę, nie ufam ci.
- Dlaczego?
- Myślę, że wiesz i to nie jest rozmowa na telefon. Cześć.
- Pa.

Schowałem telefon do kieszeni, oszołomiony rozmową z siostrą Collins.


- Zayn, stary. Wstawajcie, bo ludzie się patrzą - usłyszałem, gdy ktoś wybudzał mnie z mojego snu.
Ujrzałem Deana tuż nad sobą, leżałem na podłodze pod ścianą, a na mnie Melissa.
- Która godzina? - zapytałem, przecierając oczy.
- 6 rano, wstawaj. I oboje chodźcie ze mną - powiedział nieco ciszej, a blondynka podniosła się z moich kolan, po czym spojrzała na Dean'a.
Podniosłem się i przeciągnąłem, a następnie podążałem za przyjacielem. Weszliśmy do jego gabinetu.
- Tam macie jakieś przybory, odświeżcie się proszę, bo inaczej nie wpuszczę was do nich - rzekł wskazując na duża szafkę w kącie, po czym wyszedł z pokoju.
- Są szczotki i pasty, weź jedną - podałem Mel kubek z przedmiotami.
Umyliśmy zęby oraz ręce, aby następnie ruszyć w stronę sali Lucy i Louisa.
- Wchodzicie pojedynczo - oznajmił Dean, dając mi fartuch.
- Idź - Melissa posłała mi piękny uśmiech, na co jej podziękowałem.
Po cichu wszedłem do sali i zobaczyłem przytomną Lucy, ale pełno kabelków i tak było do niej podłączone. Zbliżyłem się do jej łóżka uprzednio patrząc na Louisa, który spał mając na twarzy maseczkę wspomagającą oddychanie.
- Cześć, Lucy - złapałem jej zimną, bladą rękę przez spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Hej - wyszeptała bardzo słabym głosem, jej oczy obserwowały każdy mój ruch.
- Tak bardzo się martwiłem, ale już jesteś bezpieczna - przejechałem dłonią po jej policzku.
- Zayn...
 - Cichutko, jestem tu. Zawsze będę - szeptałem, powstrzymując się od łez.
Myśl, że mogłem ją stracić zabijała mnie. Nie wytrzymałbym bez tej małej wredoty.
- Gdzie Louis? Gdzie on jest? - zdenerwowała się, błądziła wzrokiem po sali.
- Tam jest - wskazałem na łóżko przyjaciela, który wciąż spał.
- Co z nim?
- Ma złamane żebra, rękę i uraz śledziony, ale jest już dobrze - oznajmiłem z lekkim uśmiechem.
Nagle usłyszałem pukanie, a drzwiach stała Melissa. Lucy również ją zauważyła.
- Zayn, Olivia przyleciała. Jadę odebrać ją z lotniska i przyjedziemy - odparła do mnie. - Hej kochanie, zaraz do ciebie przyjdę.
Lucy pokiwała głową, po czym znów zostaliśmy sami nie licząc innych pacjentów.
- Pamiętasz coś? - spytałem, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- Jakby przez mgłę, Keijirō mnie porwał. Dał coś dziwnego i wywiózł, potem widziałam ciebie - wychrypiała, ściskając lekko moją rękę.
- Już go nie ma, Lucy tak bardzo cię ko...
- Byłeś tu całą noc? - przerwała szybko, jakby nie chciała usłyszeć końca.
- Tak. Do 3 razem z Liamem, Harrym, Niallem i Melissą, potem chłopcy poszli - powiedziałem,
ciągle lustrując jej twarz.
- Jedź do domu, zdrzemnij się.
I wtedy do środka wszedł Dean, mówiąc że mój czas się skończył. Ucałowałem Lucy w wierzch dłoni, aby następnie wyjść z sali. Na korytarzu spotkałem Melissą z, jak się domyślam, Olivią.
Była taka podobna do Lucy, ale wyższa. Ubrana w elegancką, ołówkową spódnicę i białą koszulę Burberry spanikowana podeszła do mnie.
- Gdzie ona jest? - warknęła, miażdżąc mnie wzrokiem.
- W sali numer 45, ale chyba tam nie wejdziesz. Najpierw porozmawiajmy - odparłem z małą chrypką.
- Okej, Olivia - podała mi rękę, którą uścisnąłem.
- Zayn, miło cię poznać - rzekłem niesamowicie się denerwując.
- Yhm, wiem w jakie gówno ją wpakowałeś, więc nie udawaj - sarknęła nieco ciszej, po czym wyminęła mnie i weszła do sali.
Stałem tam, jak wryty. Nie spodziewałem się tego. Nie po Olivii.

- Zayn, jedź do domu. Weź jej rzeczy, odśwież się i wróć. My z nią będziemy, ty musisz chwilę odpocząć - uśmiechnęła się przyjaźnie Melissa, którą przytuliłem i ruszyłem w stronę wyjścia.
Nie byłem pewny tego, żeby zostawić Lucy z Olivią. Jednak musiałem się odświeżyć, to dziwne, że nikt nie zauważył tej krwi Japońców na mojej kurtce.
Wsiadłem do auta, aby następnie pojechać do domu. Zajęło mi to 20 minut, przemierzając ulice Londynu dostałem sms od Sarah, iż mnie zabije za to, że nikt jej nie powiedział i właśnie teraz jedzie do szpitala.

____________________________________________________________________
Witajcie :) Na początek chciałam powiedzieć, że dodaję rozdział mimo, iż nie ma 23 komentarzy. Tylko dlatego, że raczej nieprędko dodam następny. Niesamowicie trudno pisało mi się ten, ponieważ chyba wszyscy wiedzą już o Zaynie, a właśnie on występuje tu jako główny bohater i płakałam pisząc sceny z nim. Nie będę tutaj mówić, co o tym myślę, więc przejdźmy do następnej części.
To chyba najdłuższy rozdział Life'a w całej jego historii!
I chyba teraz najważniejsze, zastanawiam się, czy założyć twittera Life'a :) Informowałabym was z tego konta i dodawała spojlery, zdjęcia. Moglibyście zadawać mi pytania, głosujcie w ankiecie po prawej!!
Proszę komentujcie, bo to mega motywacja i szansa na szybszy rozdział ♥♥
20 kom=next

sobota, 7 marca 2015

~.32.~

Wytrwałam prawie tydzień.
Dokładnie 5 dni w domu Zayna. Właściwie to go nie widywałam, rano zawoził mnie Louis. Po szkole starałam się wracać później, ale nie mogłam nawet udać się nigdzie z przyjaciółmi. Muszę być odizolowana od ludzi. Natomiast, gdy już wracałam do domu Zayn gdzieś wybywał i przychodził wieczorami. Ja odrabiałam lekcje, starałam się uczyć. Louis mi dużo pomagał, choć czasem nie rozumiał prostych zadań, więc nieźle się uśmialiśmy.
Dziś jest piątek, a Keijirō wciąż nie zaatakował. Skończyłam lekcje o 3:15 pm i mogę udać się do domu. Wyszłam ze szkoły, ale nigdzie nie widziałam auta Lou. Rozglądałam się, niestety, nie było go. Już chciałam do niego dzwonić, ale poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i wbija coś w plecy. Odwróciłam się, był tam człowiek Keijirō. Moje serce momentalnie zaczęło bić mocniej.
- Teraz ładnie pójdziesz ze mną do samochodu, albo strzelę - wysyczał mi do ucha, lekko pchając mnie do przodu.
Wiedziałam, że nie ma drogi ucieczki. Jednak, nie mogłam pozwolić się tam zaciągnąć. Chciałam czekać, aż Louis przyjedzie i wtedy go jakoś powstrzyma, ale...
- Twój przyjaciel po ciebie nie przyjedzie, już dawno go zgarnęliśmy - poinformował, gdy zaczęłam się chaotycznie rozglądać.
Postanowiłam się poddać, sama nie byłam w stanie nic zrobić. Szłam powoli, aż zobaczyłam wystający z ziemi kij. Szybko go wyrwałam i mocno uderzyłam mężczyzną, co spowodowało, że ten upadł na chodnik. Biegłam do szkoły, ale nie zdążyłam. Złapał mnie w tali i przerzucił przez ramię, wyrywałam się, ale na marne. Chwilę później zostałam brutalnie wrzucona do bagażnika. Ktoś próbował zawiązać mi oczy, ale się wyrywałam. Krzyczałam, robiłam wszystko, by się wydostać. I wtedy poczułam ukłucie, a coś momentalnie rozlało się po moim ciele. Zrobiłam się senna i wszystko zniknęło.

Ból, ciemność, zmęczenie.
To właśnie czułam, odzyskując przytomność. Najbardziej bolała mnie głowa i przedramię, rozejrzałam się. Okropne, mokre pomieszczenie, kraty. Byłam przywiązana łańcuchami to ściany. Leżałam na brudnym kocu, a wokół mnie nie było nic więcej. Szarpnęłam z całej siły ręką, ale łańcuch był strasznie ciężki. Nieźle to wymyślił...
I nagle pojawił się, Keijirō wraz z swoją ochroną podszedł do krat. Spojrzał na mnie, po czym wybuchnął śmiechem.
- Co księżniczko? Nie tak łatwo - szydził ze mnie.
- Czego ty chcesz? - krzyknęłam, szarpiąc za łańcuchy.
- Wygrałaś ze mną, nikomu się to wcześniej nie udało. Muszę wiedzieć, w jaki sposób oszukiwałaś - powiedział, pocierając podbródek.
- Nie oszukiwałam, nie moja wina, że jesteś cienki - prychnęłam, przewracając oczami.
- Dziwko, myślisz że to zabawa? - wrzasnął, łapiąc za kraty i próbując nimi potrząsać.
- Nie, ja wiem, że to zabawa, którą wygram - rzekłam odważnie, lecz w środku trzęsłam się ze strachu.
- Myślisz, że jesteś taka wygadana? - mruknął Keijirō - Weźcie ją.
Wtedy dwaj mężczyźni weszli do mojej celi, odpięli mnie od łańcuchów i mocno złapali za ręce. Popchnęli mnie do przodu, abym szła przed siebie. Ruszyłam za Keijirō, który krążył brudnymi korytarzami. W końcu zatrzymał się naprzeciwko jednej z cel, była za metalowymi drzwiami, które otworzył, gdy podeszłam. Ujrzałam ciemny pokój, a w nim jedno krzesło. I ktoś na nim. Odwrócił głowę, a ja zamarłam. Krzyknęłam głośno, przykładając ręce do buzi. Łzy lały się po mojej twarzy, nogi zrobiły się, jak z waty. Moje serce biło cholernie mocno, gdy zobaczyłam zmasakrowanego Louisa. Jego twarz była cała we krwi i brudzie, miał podbite oko. Jego ręce przywiązane były do krótkich lin, więc jego ręce wisiały. Ubranie przyjaciela porwane, brudne...
Chciałam do niego podbiec, ale Keijirō mnie zatrzymał.
- Nie tak szybko - wysyczał, zaciskając dłoń na moim ramieniu - Zamknij.
- Co jest? Chcę go zobaczyć! - krzyknęłam, wyrywając się.
- Możesz go uratować, wypuszczę go, ale oddasz mi siebie - rzekł ostro, patrząc na mnie.
- Co to znaczy?
- Będziesz robiła, co ci karzę. Wszystko, co ci karzę. W zamian puszczę go wolno, ale ostrzegam, jak się nie zgodzisz on zginie. Ma podłączone do klatki piersiowej dwa akumulatorki, jak je włączę to porazi go prąd i umrze - mówił, lustrując moją twarz.
Mam mu służyć? A więc tego chce? To chyba najgorsze, co może mnie teraz spotkać, ale muszę uratować Louisa.
- Nie pozwolę na jego śmierć, zgadzam się. Tylko pozwól mi z nim porozmawiać - wyszeptałam po dłuższej chwili, a z moich oczu wypływały gorzkie łzy.
- Idź, masz 5 minut - warknął, pchając mnie do środka.
Podbiegłam do niego, kucnęłam naprzeciwko i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Louis, słyszysz mnie? - pytałam zaniepokojona.
- Mhm, Lucy - mruknął, po czym próbował mnie przytulić.
- Słuchaj, bardzo cię kocham. Jesteś najważniejszy i nieważne, co się stanie zapamiętaj, jaka byłam. Obiecaj mi, że nie będziesz się mieszał w nielegalne sprawy, obiecaj - mówiłam dosyć chaotycznie, patrząc w jego oczy.
- O czym ty mówisz? - wybełkotał, był widocznie osłabiony.
- Obiecaj - nakazałam, wciąż na niego patrząc.
- Obiecuję, Lucy.
- Kocham cię, Louis - przytuliłam go mocno, ucałowałam w policzek.
- Wyłaź kurwo - usłyszałam głos Keijirō, wiedziałam, że to ostatni raz widzę Lou.
Jeszcze raz go przytuliłam, po czym podeszłam do tego skurwiela.
- Idziemy, moi koledzy go odwiozą - odparł chamsko, aby następnie pociągnąć mnie za rękę.
Szliśmy tym ohydnym korytarzem, ale ja ciągle odwracałam się do tyłu, lecz zdziwiłam się, gdy pracownicy Keijirō zamiast wypuścić Lou po prostu zamknęli drzwi, zostawiając go w środku.
- Dlaczego oni go nie wypuścili? - spytałam chaotycznie , wciąż oglądając się do tyłu. 

Keijirō milczał, ale ja nie mogłam tak tego zostawić. 
- Keijirō! Dlaczego Louis tam został? - krzyknęłam, zatrzymując się.
- Mała kurwo! Myślałaś, że go wypuszczę? Jesteś taka naiwna - prychnął, a następnie przerzucił mnie przez ramię i szedł coraz szybciej, nie zważając na moje krzyki oraz uderzenia piąstkami o jego plecy. 
Weszliśmy do jakiegoś pokoju, siedziało tam trzech mężczyzn w czarnych ubraniach. Był też duży stół, a na nim kilka walizek. 
Keijirō powiedział coś po japońsku, a jeden z facetów podszedł do mnie i związał mi ręce. Zakleił też buzię, więc nie mogłam się odezwać. Drugi poszedł do mnie ze strzykawką, zaczęłam się szarpać. Niestety, chwilę później poczułam okropny ból. A mój świat był niewyraźny.
- Czemu nie padła? - jakby przez mgłę usłyszałam głos Keijirō. 
Wszystko było takie mozolne i zamazane, nie czułam nóg oraz rąk. Moje myśli latały w rożnych kierunkach.
- Podałem jej środek, który wszystko jej z powolni. Nie ma na nic siły, ciało nie jest w stanie poruszać się bez pomocy - oznajmił mężczyzna, który wstrzyknął mi to cholerstwo. Był Brytyjczykiem, jego akcent go zdradził. 
Prowadzili mnie w nieznaną mi stronę. Dwaj faceci podtrzymywali mnie, a ja z trudem pokonywałam odległości. 
Czułam się okropnie, wycieńczona, śpiąca. Wszyscy rozmawiali po japońsku, więc nic nie rozumiałam. Wyszliśmy na dwór, gdzie stały trzy czarne vany. Dopiero teraz zauważyłam, że znajdowałam się w piwnicach wielkiego domu. Nie wyglądał on strasznie, ale za to zauważyłam, że nie tylko mnie z niego wyprowadzili. Louis. Wyglądał makabrycznie, jego ubrania były upaprane krwią i brudem. A twarz w siniakach. Ledwo trzymał się na nogach. Keijirō wepchnął mnie do samochodu, który po kilku minutach ruszył. Byłam taka senna i zdezorientowana. 
Jechaliśmy dosyć długo, nie miałam pojęcia dokąd. Zaczęłam robić się coraz bardziej senna. 
Nagle samochód zatrzymał się, trochę się podniosłam i wyjrzałam przez okno. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, ale nie znajdowała się ona w Londynie. Czułam się taka słaba, ale nie mogłam zasnąć.
Usłyszałam pisk opon, a chwilę potem strzał. Cały samochód się zatrząsł, a mężczyzna który siedział na miejscu pasażera szybko wysiadł. Niesamowity ból przejął moją głowę. Keijirō otworzył drzwi, wyjął coś spod siedzenia i odszedł.
Nie wiem, ile minęło, gdy poczułam, jak ktoś bierze mnie w swoje ramiona. Niestety, nie byłam w stanie otworzyć oczu. Wszystko kurewsko mnie bolało, byłam taka senna i wyczerpana.
- Już spokojnie, zabiorę cię stąd - usłyszałam delikatny, męski głos. Liam.
Byliśmy na dworze, bo poczułam wiatr. Słyszałam strzały oraz krzyki, próbowałam otworzyć oczy. I udało mi się to dopiero, gdy leżałam już w innym samochodzie. Pierwsze co zobaczyłam to Zayn. Potem totalnie odpłynęłam.

Siedziałem w domu, bezsensownie leżąc na swoim łóżku. Było po 7, a Lucy i Louis jeszcze nie wrócili. Pewnie znowu pojechali na jakieś zakupy. Ta dziewczyna mnie wyniszcza, zakochałem się w niej. Po Perrie myślałem, że uda mi się pokochać go w ten sam sposób. Kobiety były dla mnie, jak zabawki. Pieprzyłem się z nimi i rzucałem. Były jednorazową przygodą, ale odkąd poznałem bliżej Lucy moje życie się zmieniło. Ona wtargnęła do niego, jak burza. Przy niej czuję się zupełnie inaczej. Dlatego poczułem się, jak nic niewarte gówno, gdy powiedziała mi co o mnie myśli. 
Nagle do mojego pokoju wbiegł przestraszony Niall wraz z Liamem.
- Zayn! Keijirō ma Lucy i Louisa! - wrzasnął chaotycznie blondyn.
- Co kurwa? - wymamrotałem przerażony, zrywając się z łóżka.
Szybko zbiegliśmy na dół, gdzie przyjaciele wyjaśnili mi, co dokładnie się stało. Byłem wkurwiony, moja Lucy i najlepszy przyjaciel byli w łapach tego skurwiela. 
Już 15 minut później Liam, jako nasz operator wyszukał, gdzie obecnie znajduje się miłość mojego życia.
Tak cholernie się bałem. 
Podczas jazdy do domku w środku lasu mój telefon zapikał, że Lucy się przemieszcza. Niestety, na chwilę straciliśmy sygnał. Liam robił, co w jego mocy. A Harry, którego zabraliśmy po drodze przygotowywał broń. Po około 20 minutach sygnał wrócił, a my od razu ruszyliśmy za nimi. Chwila zajęła za nim znaleźliśmy ich na stacji benzynowej za Londynem. Postawiłem auto w bezpiecznej odległości, po czym obserwowałem, co się dzieje. Dwóch mężczyzn wyszło, zostawiając w pojeździe Lucy. Otworzyłem okno, wycelowałem i strzeliłem w opony, aby nie mogli wyjechać. Keijirō od razu ruszył w stronę swojego samochodu., aby później zacząć ostrzał. Harry z Niallem wysiedli z auta strzelać z zewnątrz. Ja zostałem w środku, chciałem odciągnąć Keijirō, by Liam mógł wyciągnąć Lucy oraz Louisa. Pociągałem za spust tyle razy, że udało mi się zabić dwóch ludzi mojego wroga. Harry również wycelował w jednego. Został tylko przywódca i trzech gońców. 
Nagle tylne drzwi się otworzyły, a przeze Liam włożył ledwo przytomną, brudną, zakrwawioną Lucy. Moje serce zamarło, wyglądała strasznie. To zmotywowało mnie do większej walki. Strzelałem z zimną krwią, ale Keijirō był sprytny. Postrzelił Harrego w rękę, więc ten wrócił do samochodu. Niall wycelował w dwóch służących, zabił ich. Ja zrobiłem to samo z kolejnym. Został sam. Wsiadł do swojego vana, próbował odjechać. Niestety, lub też na szczęście dla mnie jego koła były przebite, więc nie miał takiej możliwości. Oddałem strzał w beczki z benzyną, a stacja momentalnie stanęła w płomieniach uniemożliwiając Keijirō ucieczkę. Podjechałem tylko do Liama i Nialla, którzy załadowali skatowanego Louisa do środka. On oraz Lucy wyglądali tak okropnie, wymęczeni, brudni, poszarpani. Ona już odpłynęła, on prawie też. Pędziłem do Londynu, do szpitala, w którym pracuje Dean - mój przyjaciel, lekarz. 
- Jak ona się czuje? - zapytałem Liama, który siedział z nią na kolanach.
- Jest nieprzytomna, ale oddycha. Radzę ci się pospieszyć, żeby nie było za późno - odrzekł chaotycznie Liam, co przyprawiło mnie o dreszcze na samą myśl o odejściu Lucy.
Podjechaliśmy na tyły szpitala, gdzie czekał na mnie Dean z kilkoma kolegami i noszami. 
- Lepiej, żeby to było ważne, bo mogę stracić pracę - wymamrotał, gdy do niego podszedłem.
- Jest cholernie ważne - odparłem, patrząc na Lucy, którą właśnie układali na noszach.
Szliśmy na salę, a ja cały czas ściskałem małą rękę brunetki. 
- Zayn, dalej nie możesz wejść. Zabierzemy ich na badania, wszystko będzie dobrze - powiedział Dean zostawiając mnie przed wielkimi drzwiami do sali badań. 
Usiadłem razem z Niallem, Liamem i Harrym na plastikowych krzesełkach. Teraz zostało tylko czekać...
___________________________________________________
Witam was po 32 rozdziale, który jest dosyć smutny. Nie wiem, czy wam się spodobał...Przepraszam, że znowu tak późno, ale mam pewne problemy nie tylko z nauką. Nie wiem, jak to teraz będzie. 

Założyłam nowe ff pt. "My Manager's Son" z Jai'em Brooksem. Mam nadzieję, że ktoś z was wpadnie zobaczyć :) 
Kocham was ♥♥
23 kom=next

sobota, 7 lutego 2015

~.31.~

Bardzo ważna notka pod rozdziałem!!

Następnego ranka szybko wstałam, ogarnęłam się i zjadłam śniadanie w pięknej kuchni Zayna. On wciąż spał, a ja postanowiłam go nie budzić, więc wyszłam z domu Malika zostawiając mu jedynie kartkę, że wszystko dobrze i opuściłam jego mieszkanie, gdy spał. Wyjęłam telefon, aby sprawdzić najbliższy autobus lub metro, ale jak się okazało najbliższy bus będzie za 25 minut. Niestety, okolica domu Zayna nie ma ciekawych sklepów, ani tym podobnych. Są tu tylko ogromne, bogate domy, więc nawet nie miałam, gdzie się udać, by poczekać. Postanowiłam, że pójdę pieszo w stronę centrum, a stamtąd znajdę transport. Szłam dosyć szybkim krokiem, ale wiatr i tak otulał moje zimne policzki. Jest koniec września, więc lato już dawno zniknęło. Teraz pojawiły się częstsze opady, dużo liści spadających z drzew, nieprzyjemna pogoda krócej mówiąc.
Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam podejrzane, czarne, wielkie auto. Przyśpieszyłam, przełykając nerwowo ślinę. Teraz wiem, że Keijirō  jest w stanie mi coś zrobić, dlatego boję się dosłownie wszystkiego.
Gdy zauważyłam, że auto jedzie za mną, postanowiłam zadzwonić do Louisa.
- Halo, księżniczko.
- Louis, gdzie jesteś?
- Jadę do Zayna, a co?
- Ktoś mnie śledzi, jestem tego pewna.
Obróciłam się ponownie, auto wciąż tam było i jechało za mną bardzo powolutku.
- Kto? Gdzie jesteś?
- Niedaleko domu Zayna, jest tu jakiś sklep spożywczy.
- Wejdź do sklepu, zadzwonię jak będę. Nie ruszaj się stamtąd.
Tak jak mi kazał weszłam do ulicznego sklepiku z prowiantem i udawałam, że chcę coś kupić. Próbowałam wyjrzeć, czy samochód dalej tam stoi. Niestety, czekał przed sklepem. Byłam przerażona, Keijirō się dopiero rozkręcał.
Po chwili Louis wysłał mi sms, że czeka na mnie przed sklepem. Wyszłam, jak gdyby nigdy nic i wsiadłam do pojazdu.
- Gdzie jest ten chuj? - zapytał oschle, rozglądając się.
- Czarny van.
Louis szybko wyjechał z miejsca parkingowego i ruszył przed siebie. Samochód od razu pojechał za nami.
- Co teraz? - rzekłam trochę grubiańsko.
- Zadzwonię do Zayna - powiedział, wyjmując już swojego nowego iphone'a 6.
- Daj na głośnik - poprosiłam szybko, przygryzając wargę.
- Zayn, to Louis. Jest ze mną Lucy.
- Wszystko dobrze?
- Nie do końca, ludzie Keijirō nas śledzą.
- Kurwa, nie jeźdźcie do niczyjego domu. Najlepsze będzie miejsce publiczne, galeria. Tam się spotkamy, Westfield przy Ispocie.

Siedziałam od dwudziestu minut na ławce w Westfield, Louis poszedł po frytki do Mc'donalds. Nagle mój telefon zadźwięczał, wyjęłam go z torebki i zobaczyłam kilka nieodebranych połączeń oraz sms'ów.

Fabio
>Tęsknię za tobą ;c Oddzwoń <

Lucy
>Jestem teraz trochę zajęta, zadzwonię później<

Olivia
>Możesz być dzisiaj na skype o 7 pm twojego czasu?<

Lucy 
>Tak, będę ♥<

Nie mogłam teraz z nimi rozmawiać, ktoś się na mnie czaił. Czuję, że Keijirō się dopiero rozkręca. Ma coś na mnie, ale najbardziej boję się o rodzinę. Olivia, Dereck, Joel, Devonne i Dianka. Jestem pewna, że wkrótce do nich dotrze i będzie próbował zrobić im krzywdę.
Po chwili Louis wrócił, a ja wciąż widziałam skośnookich mężczyzn w garniturach kręcących się w okół nas.
Wzięłam od przyjaciela opakowanie frytek i zaczęłam pakować je do buzi.
- Co teraz? - zapytałam z pełnymi ustami.
- Teraz czekamy na Zayna, on powie, co dalej - wyszeptał mi do ucha, udając, że całuje mnie w policzek dla zmyłki.
Wzięłam głęboki oddech i ponownie zabrałam się za jedzenie. Wyjęłam swój telefon, by po raz kolejny sprawdzić godzinę. 2:45 pm. Zayn miał tu być 10 minut temu.
I wtedy nagle pojawił się z rękami w piąstki i wściekłą miną.
- Obserwują nas ze wszystkich stron, teraz przejdziemy do samochodów i spierdalamy stąd - wymamrotał Zayn siadając obok nas i , żeby nie zwracać na siebie uwagi udawał, że robi coś na telefonie.
Wtem ruszyliśmy w stronę wyjścia na parking. Szłam tuż obok Zayna, a za mną Louis. Gdy byliśmy blisko samochodów, czułam się bezpieczniej.
Wsiadłam do pojazdu Zayna, zapinając pas i czekając, aż wreszcie odjedziemy.
- Po cholerę tu przyjeżdżaliśmy? - warknęłam do niego, gdy wyjeżdżaliśmy.
- Abyś żyła, jeśli pojechałabyś do domu z Louisem to pozabijaliby was i nikt by o tym nie wiedział. W miejscu publicznym nie zaatakuje, więc byłaś bezpieczna. Teraz musimy jakoś ich zgubić - powiedział spokojnie, skupiając się na drodze,
Widziałam, jak Zayn przyśpiesza, a to auto z ludźmi Keijirō tuż za nami. Zaczęłam domyślać się, że zaraz rozpocznie się tu wyścig. Tylko, iż ten będzie po śmierć i życie.
Jechaliśmy tak szybko, aż w końcu któreś z nas musiało zginąć. Zayn pędził niebywale, czułam adrenalinę. Zaczęłam krzyczeć, gdy wóz Keijirō kołował. On tak po prostu przewracał się, zaczął palić. To było straszne, tam siedzieli ludzie! Jednak nie mogłam pozwolić, by zrobili cokolwiek mi i moim bliskim.
- Myślę, że powinnaś na jakiś czas zamieszkać u mnie - mruknął po chwili, a ja zesztywniałam.
- Zayn, rozumiem to wszystko, ale to chyba za wcześnie - wyszeptałam całkowicie speszona i czerwona, jak burak.
- Chcę, żebyś była bezpieczna. U Sarah nie jesteś, nie poradziłybyście sobie.
- No dobrze, ale tylko na tydzień.

Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do pokoju gościnnego. W sumie pierwszy raz miałam tu spać, ale mimo to czułam się tu normalnie.
Położyłam torbę na podłodze, a rzuciwszy się na łóżko zamknęłam oczy. Próbowałam odpocząć, ale nie było mi to pisane, bo chwilę później zjawił się Louis oznajmiając, że muszę zejść na dół.
Chwilę potem siedzieliśmy wszyscy przy stole ze stosem papierów i butelkami piwa.
- Co wiemy?
- Keijirō czai się na Lucy, bo wygrała, więc pewnie będzie chciał zrobić jej krzywdę. Obawiam się, że zacznie od zastraszania i śledzenia, tak jak już robi - mówił Malik, przeglądając kilka kartek,
- Ja bym zabezpieczył jej rodzinę - wtrącił Louis, biorąc łyk piwa.
- Trzeba zadzwonić do nich, by szybko wyjechali gdzieś - rzekł Zayn, patrząc głównie na mnie.
- Ale co mam im powiedzieć? Wplątałam się w bagno i jesteście w niebezpieczeństwie, powinniście gdzieś wyjechać, jeśli chcecie żyć? - prychnęłam sarkastycznie, upijając łyk.
- Nie, oczywiście że nie. Coś wymyślisz, na którą masz jutro do szkoły? - odparł, przeczesując ręką włosy.
- Na 8 am, a co?
- Zawiozę cię, a potem odbiorę. Będziemy musieli spotkać się z Keijirō - oznajmił, pijąc swoje piwo, co wyglądało niesamowicie seksownie.
- Najpierw ją przeszkol - dodał Louis, pokazując na mnie pustą butelką.
- Dobrze, jutro cię odbiorę i pojedziemy - wymamrotał niechętnie, zbierając wszystkie papiery.

- Cześć, co tam u was? - powiedziałam z uśmiechem, patrząc na swoją siostrę i jej narzeczonego w ekranie mojego komputera.
- Hej, u nas po staremu. Co u ciebie? - Olivia odpowiedziała radośnie, łapiąc Derecka za rękę.
- No właśnie...Tak jakby mieszkam teraz u Zayna - wyszeptałam nerwowo, drapiąc się po głowie.
- Jak to? Przecież on cię okłamał.
- To długa historia, ale z nim jestem bezpieczna. Wy też musicie być, nie mogę wam niczego powiedzieć, ale proszę ty i Dereck wyjedźcie gdzieś daleko Nowego Yorku - z ogromnym trudem było mi mówić każde, choćby najmniej znaczące słówko.
- Dlaczego? Coś się stało? - pytała zaniepokojona, a ja czułam jak łzy spływają po moim policzku.
- Nie, po prostu proszę pojedźcie na takie małe wakacje. Na tydzień i nie pytajcie o nic, kiedyś wam wszystko wytłumaczę. Jeśli będzie to ogromny problem to postaram się załatwić pieniądze - szeptałam to kamery, ocierając łzy.
- Nie, poradzimy sobie. Tylko powiedz, co się dzieje! Lucy! - mówiła chaotycznie.
- Naprawdę nie mogę, jestem bezpieczna. Muszę kończyć - łkałam, płacz przejął mnie całkowicie.
Zamknęłam laptopa i spojrzałam na Louisa, który własnie wszedł do salonu z drinkiem w ręce.
- Ej, księżniczko! Co się stało? - pytał przejęty, klękając przy mnie.
- Nic, muszę chwilę pobyć sama - jęknęłam, biegnąc na górę.
Zamknęłam się w swoim pokoju, wyszłam na balkon i opierając się o barierkę patrzyłam na krajobraz lasów rozciągający się wzdłuż jakiejś małej rzeczki. Wplątałam się w takie bagno, że trudno mi będzie z niego wyjść. Keijirō tylko czeka, żeby mnie zabić. A do tego nie mam pojęcia, gdzie Zayn schował jego pieniądze.
Była końcówka września, więc na dworze wiał wiatr i chłód. Stałam w samej bluzie, a potrzebna by mi była jeszcze kurtka. Muszę się z tego uwolnić, gdy ta cała sprawa z Keijirō się wyjaśni. Znajdę pracę, wynajmę mieszkanie i zapomnę o tej bandzie łgarzy.
Nagle poczułam czyjeś ręce na moich biodrach, odwróciłam się i zobaczyłam Zayna. Natychmiast się odsunęłam.
- Co się stało? - zapytał troskliwym głosem, łapiąc mnie za rękę, którą szybko wyrwałam.
Momentalnie mój wzrok skupił się na podłodze.
- Zayn popełniliśmy błąd, ja go popełniłam. Ta noc, nie powinnam z tobą spać. Ja nie zapomniałam o tym, co mi zrobiłeś. Zamieszkałam tu tylko dla bezpieczeństwa, więc nie zapędzaj się. Między nami nic nie ma, zapomnij o wszystkim, co było. Gdy rozwiążemy te sprawę z Keijirō zniknę z twojego życia - mówiłam spokojnie, denerwowałam się jego reakcją.
On po prostu stał z rękoma w kieszeniach spodni, patrzył na mnie, ale z jego oczu nie dało się nic wyczytać, więc wróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Chwilę później Zayn z łzami w oczach szybko opuścił pomieszczenie, trzaskając drzwiami. Momentalnie zaczęłam płakać, chyba za ostro go potraktowałam. Sama już nie wiem, co robię ze swoim życiem. Spieprzyłam je sobie.
Leżałam na łóżku, ciężko szlochając w poduszkę. Wtedy przypomniało mi się, że zostawiłam laptopa na dole. Zbiegłam po schodach do salonu, gdzie siedział Louis oglądając mecz LA Lakers'ów.
- Idziesz już spać? - spytał nawet na mnie nie patrząc.
- Tak, ty też już idź. Dobranoc, Lou - powiedziałam spokojnie, po czym wróciłam na górę.
Już chciałam wchodzić do pokoju, gdy usłyszałam gorzki płacz. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby Zayn tak mocno płakał. To było straszne, czułam jak moje nogi robią się miękkie. Już miałam upaść na ziemię, lecz złapałam się klamki, która otworzyła drzwi, a ja wpadłam do pokoju. Oparłam się o framugę, słuchając strasznego płaczu Zayna. Czułam się okropnie, nie byłam w stanie się ruszać. Dopiero kroki Louisa zmotywowały mnie do schowania się. Wyciągnęłam z torby piżamę i kosmetyczkę, po czym udałam się do łazienki. Szybko umyłam zęby, zmyłam makijaż oraz wzięłam odprężającą kąpiel.

Następnego ranka, obudził mnie Louis, mówiąc że czas do szkoły. Wyzwałam go pod nosem, po czym wygramoliłam się z łóżka i podeszłam do krzesła, na której leżała moja torba. Wyjęłam z niej czyste ubrania, pognałam do łazienki. Umyłam zęby, zrobiłam makijaż i ubrałam się. Włosy rozczesałam, zostawiając je rozpuszczone. Do torby spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, a następnie zbiegłam na dół. Louis siedział przy stole i jadł kanapkę, zajęłam miejsce obok niego oraz wzięłam się swoje śniadanie.
- Idziemy? Zaraz się spóźnisz - powiedział Lou, wkładając brudne talerze do zlewu.
Pokiwałam tylko głową i ruszyłam do przed pokoju, gdzie ubrałam buty i czarny, zamszowy płaszcz.
Udaliśmy się na dwór, gdzie stało auto mojego przyjaciela. Wsiedliśmy do środka, po czym Lou zapalił silnik, aby odjechać w stronę bramy.
- Cholera, zapomniałam zrobić wypracowanie na historię - pisnęłam, przypominając sobie o zaległościach.
- Co teraz?
- Nic, dostanę jedynkę i napiszę na jutro - wymamrotałam obojętnie, opierając głowę o szybę.
Zatrzymaliśmy się pod szkołą, a ja odpięłam pas.
- Pa - odparłam, całując Lou w policzek.
Wysiadłam z auta i pognałam w stronę szkoły. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka mojego telefonu, wyjęłam go, odebrałam.
- Ciao Bella.
- Fabio, cześć.
- Co tam u ciebie?
- Fabio, jest taka sprawa. Nie dzwoń do mnie przez najbliższy tydzień, wszystko ci potem wytłumaczę.
- Ale, Lucy...
- Nie! Muszę już kończyć, idę do szkoły. Nie dzwoń, dopóki ja nie zadzwonię.
Rozłączyłam się i schowałam urządzenie do kieszeni, weszłam do szkoły. Było już po dzwonku, a ja właśnie miałam historię. Otworzyłam drzwi od klasy, a nauczyciel zmroził mnie wzrokiem.
- Przepraszam za spóźnienie, panie Clark - mruknęłam, idąc na swoje miejsce.
- Lucy, proszę oddaj mi swoje wypracowanie - rzekł srogo, patrząc w dziennik.
- Nie mam go - wymamrotałam, zakrywając twarz włosami.
- Słucham? Coś niedobrego się z tobą dzieje, najpierw spóźnienie teraz brak pracy. Na przerwie pójdziemy to dyrektora - mówił zdenerwowany.

Lekcja minęła bardzo szybko, a ja cholernie się denerwowałam spotkaniem z dyrektorem. Pan Clark od razu zaprowadził mnie do jego gabinetu, ale musiałam chwilę czekać. Zaciskałam ręce w piąstki, siedząc na ławce. Aż wyszedł dyrektor i razem z nauczycielem weszłam do środka. Dyrektor okrążył swoje biurko, zajął swoje krzesło.
- Dyrektorze, Lucy spóźniła się na lekcje i nie miała zadania domowego, to się nigdy nie zdarzało. A ostatnio jakoś zbyt często, zwłaszcza spóźnienia - opowiadał Clark, a ja patrzyłam w podłogę.
- Dobrze, panie Clark. Porozmawiam z nią, proszę iść na lekcje.
Nauczyciel opuścił pomieszczenia, a ja wzięłam głęboki wdech.
- Co się dzieje, panno Colins? - zapytał, patrząc na mnie.
- Nic, po prostu zaspałam. A o pracy zapomniałam - to nie było zbyt przekonujące.
- Chyba będę musiał zadzwonić do twoich opiekunów - wypuścił powietrze z ust, biorąc telefon do ręki.
- Obecnie ich nie mam - wyszeptałam, odwracając od niego wzrok.
- No tak, to pod czyim dachem mieszkasz? - spytał, drapiąc się po głowie.
Co mu miałam powiedzieć? Że mieszkam u kryminalisty? Postanowiłam podać numer Louisa, on pierwszy przyszedł mi do głowy.
- U przyjaciela, wpiszę jego numer - odparłam, biorąc telefon i wystukując cyferki.
Słyszałam rozmowę, dyrektor poinformował Lou, że musi zjawić się w szkole.
- Twój przyjaciel powiedział, że obecnie nie może, ale przyśle kogoś w zastępstwo - usłyszałam w końcu. - Idź na lekcje, jak ktoś przyjedzie to cię zawołam.
Wstałam z krzesła i udałam się do sali od matematyki. Matko święta...Co to za szkoła? Spóźniłam się tylko kilka razy, a pracy nie miałam 5 razy.

Siedziałam na angielskim, kiedy do klasy wszedł dyrektor i oznajmił, że muszę z nim pójść. Weszliśmy do jego gabinetu, a tam zobaczyłam Zayna. Myślałam, że krew mnie zaleje. Dlaczego on? Dlaczego nie Liam lub Sarah? Ktokolwiek inny...
- Rozmawiałem z panem Malikiem i powiedział, że to się więcej nie powtórzy. Lecz czy ty też tego dopilnujesz? - rzekł dyrektor, siadając za biurkiem.
- Tak, mogę już iść? - warknęłam, ściskając pasek torby.
- Lucy, to nie może się powtórzyć - zastrzegł, patrząc na mnie groźnie.
- Dobrze, przepraszam.
Wyszłam z pomieszczenia, a po krokach wywnioskowałam, że Zayn też.
- Lucy, musisz się skupić na szkole...
- Niby jak? Prześladuje mi jakiś psychol, mieszkam u kryminalisty i chcą mnie zabić! Jak mam się skupić na pieprzonej szkole - wykrzyczałam, rozkładając ręce.
- Aha, zajebiste masz o mnie zdanie - mruknął, po czym ruszył w kierunku wyjścia.
Taka jest prawda, chłopie! Zayn nie jest bezpiecznym chłopakiem, jeśli ktoś by sypnął policji o wyścigach już by siedział w pace. Do tego to przez niego chcą mnie zabić. Nie będę mieć o nim dobrego zdania, bo sam mi tego nie ułatwia.
Wróciłam na lekcje, ale do końca dnia nie potrafiłam się skupić. Zbyt dużo się teraz dzieje...
_______________________________________________________
Witam was moje mordki :) Wiem, wiem znowu dłuuuuga przerwa. Ja po prostu ciągle mam zawalone szkołą, do tego przez pewien czas miałam taką jakby załamkę. Chciałam zakończyć bloga, bo a) nie miałam weny, po prostu siedziałam przed komputerem i nie mogłam skleić ładnie zdania, b) nie miałam czasu, ciągle gdzieś latałam, c) ten blog się nie rozwija, ja widzę że te komentarze z anonima w większości są od ludzi, którzy mają konta, ale komentują podwójnie, żebym dodała rozdział. Nie chcę, żeby tak było. Według ankiety jest was 35 chyba, a uczciwie komentuje jakieś 15. Chciałbym, aby to ff się rozwijało, ale niestety się nie da ;c W ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak będę pisać Life'a, ale zwiększam limit. Kocham was bardzo ♥♥ Zapraszam: What If I'm Gone? 
Mam prośbę, piszcie wasze parringi lub własne dokończenie historii, a może się czym zasugeruję ;) 
I uwaga najważniejsze!!! Jeśli ktoś z was ma na tt follow od kogoś z Janoskians to błagam wyślijcie mnie (@yolobitch1988) na dm ♥♥ To moje marzenie!! Jeśli ktoś mi pomoże to będę wysyłała mu rozdziały wcześniej, błagam was ☺☺ + Chciałabym założyć ff z Jai'em z Jano, czytałby ktoś? :) ily xx.
25kom=next




sobota, 24 stycznia 2015

~.30.~


- Więc naprawdę poznałeś swoją żonę u fryzjera? - wybuchnęłam śmiechem, biorąc kolejnego łyka kawy.
- Tak, oboje czytaliśmy komiks siedząc na fotelu - powiedział Andrew, po czym ugryzł kawałek ciastka.
Już od godziny siedzę z Andrew w kawiarni i rozmawiamy o wszystkim możliwym. Dowiedziałam się, że mój kolega od 3 lat ma żonę, pracuje w szpitalu jako pediatra i mieszka na Stanwell. Miło spędza się z nim czas, myślę że odnowimy naszą relację.
- Dobra kochana, ja uciekam. Miło było cię znów spotkać, pa - rzekł po chwili, wstając i zakładając kurtkę.
Pożegnałam się z nim, po czym sama opuściłam kawiarnię. Szłam wzdłuż chodnika zastanawiając się, co mogę ze sobą zrobić. Jest sobota, od rozpoczęcia roku minęły trzy tygodnie, a ja już mam napisać referat na historię. Nie mam w ogóle pomysłu, jak go zacząć, więc po prostu staram się najdłużej spędzić czas w mieście, jakby to miało mi pomóc.
Nagle usłyszałam czyjeś nawoływanie, odwróciłam się i ujrzałam Louisa. Biegł w moją stronę, w ręce trzymał jakąś teczkę. Czekałam, aż wreszcie znajdzie się blisko mnie.
- Lucy, błagam musisz nam pomóc! - odparł zdyszany, podpierając się dłońmi o kolana.
- Ciebie też miło widzieć, co chcesz? - mruknęłam niezadowolona, dziś był dzień rozpoczynający pewien czas w miesiącu, że mój humor się często zmieniał.
Louis rozejrzał się, po czym pociągnął mnie w stronę jakiejś ślepej uliczki. Gdy znaleźliśmy się w dość pustym miejscu, mój przyjaciel zaczął mówić.
- Szukałem cię w całym mieście, odbieraj ten jebany telefon małpo! - wymamrotał lekko wnerwiony, po czym wybuchł śmiechem.
- Louis do rzeczy - warknęłam, teatralnie przewracając oczami.
- Mamy kłopoty, Keijirō domaga się powtórki walki inaczej będą konsekwencje. On płacił za te wyścigi wielkie pieniądze i albo ktoś od nas wystartuje, albo nas zabiją - mówił przejęty, patrząc mi w oczy.
- To pojedźcie w tym wyścigu i tyle - burknęłam, zakładając ręce pod biustem. Nie rozumiałam ich problemu.
- Właśnie chodzi o to, że do każdego etapu jest przypisana jedna osoba, która może pojechać. W finałowym jesteś ty, dlatego jeśli choć trochę mnie lubisz to zgódź się. Wiem, że proszę o dużo, ale staram się chronić nas wszystkich - wyszeptał, łapiąc mnie za rękę.
- Robię to tylko dla ciebie...

Siedziałam w aucie, ubrana w czarne rurki, bokserkę w tym samym kolorze i skórę oraz buty, które cholernie mi się podobały. W okół zbierali się ludzie, Keijirō był w samochodzie tuż obok mnie. Cholernie się stresowałam, bo jeśli nie wygram to chłopcy będę musieli im dać 20 milionów funtów!
Byli tu prawie wszyscy; Sarah, Louis, Harry, Rachel, Liam i Niall...Wspierali mnie, dodawali otuchy. Louis nie był zachwycony pomysłem narażania mnie, ale inaczej zabili by go i całą tę chorą bandę. Co prawda on gotowy był zginąć za mnie, ale reszta woli troszczyć się tylko o swoją dupę. Jednak postanowiłam zrobić to dla Louisa, trochę dla Liama. Nikogo więcej!
I siedząc w aucie, które należało do Zayna - zdałam sobie sprawę, że to jego brakuje mi najbardziej. Jako jedyny nie zjawił się na wyścigu...Tak bardzo chciałabym go chociaż zobaczyć przed tą masakrą, niestety, nie uda mi się to.
Podszedł do mnie Louis, który oparł się o samochód i pił wodę, która należała do mnie.
- Może byś mi dał tę wodę, a nie sam wytrąbił całą butelkę? - powiedziałam, chcąc dokopać przyjacielowi. Oczywiście żartowałam...
- Nie, bo jeszcze się opijesz i ci się siku zachce, a znając baby stanęłabyś nawet na środku toru, by załatwić potrzebę - wystawił mi język, po czym wziął kolejnego łyka.
Prychnęłam pod nosem jakieś niezrozumiałe obelgi wobec Lou, a następnie wzięłam głębokie oddechy.
- Kochanie, zaraz zaczynasz. Wierzę w ciebie, nieważne co się stanie będę z ciebie dumny. Znasz wszystkie chwyty, więc poradzisz sobie. Dla mnie i tak to chuj znaczy, ale pamiętaj, że dzięki temu nas uratujesz - mówił przejęty, po czym obdarował mnie pocałunkiem w policzek.
Wzięłam głęboki oddech i skupiłam się na jeździe. Spojrzałam w stronę Keijirō, który obwieszony kobietami palił skręta.
- Powodzenia, mała - mruknął z kpiną i wyższością w głosie, wypuszczając kłąb dymu z ust.
W tym momencie zapaliło się zielone światło, a ja ruszyłam z piskiem opon. Musiałam wygrać dla Louisa...i Zayna. Mimo, iż raczył pojawić się tutaj, by widzieć, jak ratuję mu dupę.
Obrałam pierwszy zakręt, ale Keijirō wciąż prowadził. Starałam się, jak mogłam. Zaciskałam zęby, przyciskałam pedał gazu i wymijałam różne przeszkody. Licznik wybijał niebotycznie wielkie liczby, co oznaczało, że poruszam się z niebywałą prędkością. I gdy w koń
cu udało mi się objąć prowadzenie, robiłam wszystko, by go nie stracić. Czułam w sobie coś dziwnego, jakby zastrzyk energii, adrenaliny. Wiedziałam, że muszę to wygrać. I mimo komplikacji, które powodował Keijirō dojechałam do mety, jako pierwsza. Sama nie mogłam w to uwierzyć, siedziałam chwilę w aucie próbując oswoić się z myślą, że właśnie wygrałam wyścig z najlepszym na świecie. Ja, zwykły szaraczek...
Wysiadłam z auta, od razu padając w ramiona przyjaciół. Wszyscy mi gratulowali, ale ja nie mogłam myśleć o niczym innym, niż to, że zrobiłam rzecz prawie niemożliwą. Usłyszałam głośny, męski krzyk, a już chwilę później Keijirō stał tuż przede mną.
- Mała suko! To jest niemożliwe, zabiję cię! To jeszcze nie koniec - wrzeszczał, stojąc tak blisko mnie, że czułam na sobie jego drżący głos.
Opierałam się o samochód, a z braku przestrzeni nie miałam, jak się ruszyć. Keijirō krzyczał na mnie, wyzywał, ale nie obchodziło mnie jego zdanie. Do momentu, gdy wyciągnął pistolet. Pisnęłam z przerażenia, wycelował go prosto we mnie. I wtedy pojawił się Zayn, przystawił Keijirō broń do głowy, stał dokładnie za nim.
- Strzel w nią, to ja strzelę w ciebie - warknął Malik, przeładowując magazynek.
- Teraz tak pogrywasz Malik - prychnął, oblizując usta. Schował pistolet, po czym odwrócił się do Zayna. - Dobrze, ale to jeszcze nie koniec.
Splunął na ziemię, a następnie odszedł. Wzięłam głęboki oddech, rzucając się na Zayna. Tak dobrze czułam się w jego uścisku, ale potrzebowałam zostać z nim sama. Bez nikogo innego, tylko on i ja...
- Tak bardzo mi ciebie brakuje - wyszeptałam, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
- Kocham cię.
Wystarczyły te dwa słowa, abym całkowicie się popłakała. Chciałam go pocałować, ale nie przy wszystkich. Musimy się stąd wydostać! I nagle zostałam odciągnięta od Mulata, aby stanąć na podium, gdzie wręczono mi puchar, z którego miałam się tylko napić. Zrobiłam to, aby następnie zejść z podestu i udać się z przyjaciółmi na parking. Tam wysłannik mojego przeciwnika podał mi torbę z pieniędzmi. Zdecydowaliśmy, że imprezę zrobimy jutro, a dziś pojadę do domu odpocząć. Wsiadłam do nowego Range Rovera mojego...Zayna i ruszyliśmy.
- Ten jest lepszy - rzekłam po chwili.
- Słucham?
- Range Rover jest lepszy od BMW - wyjaśniłam cicho.
- Też tak uważam - mruknął, przygryzając wargę.
- Zayn, mogę dziś spać u ciebie? - spytałam niepewnie, bawiąc się palcami.
- Jasne, napisz tylko do Louisa - powiedział, a ja wyjęłam telefon z torebki.
Wysłałam mu sms, że jadę do Zayna, na co odpowiedział, że mam uważać i bawić się dobrze. Schowałam urządzenie ponownie do torby, po czym skupiłam się na drodze.
- Byłeś tam cały czas? - zapytałam po chwili, aby przerwać ciszę panującą między nami.
- Na wyścigu? Tak, stałem w takim miejscu, że byś mnie nie zauważyła, ale widziałem wszystko - odparł odchrząkując.
Nie odezwałam się więcej, myślałam o tej sytuacji między nami. Oboje wiemy, że czujemy coś do siebie, ale nie potrafimy sobie tego okazać. Owszem, Zayn wyznał mi swoje uczucia i widzę, że naprawdę mu na mnie zależy, ale to nie zmienia faktu, że zrobił coś okropnego - wykorzystał mnie.
Zatrzymaliśmy się w garażu, wysiadłam ostrożnie i ruszyłam do wejścia. Drzwi w garażu otworzył mi Zayn, udałam się do kuchni. Wyciągnęłam butelkę wina z lodówki, a z szafki dwa kieliszki. Malik otworzył napój, po czym nalał go do naczyń.
- To za moje zwycięstwo - powiedziałam, stukając swoim kieliszkiem o kieliszek Zayna.
Oboje wzięliśmy dosyć spory łyk, po czym Zayn złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Tak bardzo mi tego brakowało, to uczucie, gdy nasze języki toczą ze sobą walkę. Jego dotyk...
Jego ręce błądziły po moich ciele, aż dotarły do bioder. Zayn posadził mnie na blacie, całował coraz zachłanniej. Czułam ten przyjemny prąd w swoim ciele. Zaczęliśmy przemieszczać się w kierunku sypialni, dłonie chłopaka delikatnie wsunęły się pod moją bluzkę, przez co zadrżałam. Powodując tym samym zadziorny uśmiech na twarzy Zayna, który chwilę później wziął w zęby moją wargę i lekko ja pociągnął. Kilka razy się potknęliśmy, ale w końcu udało nam się dotrzeć do sypialni. Zayn kopnął w drzwi, po czym razem opadliśmy na łóżko. Mulat zdjął moją kurtkę, rzucając ją na ziemię. Ja nie byłam mu dłużna, więc szybko zrzuciłam z niego koszulkę. Błądziłam dłońmi po idealnym ciele chłopaka, jednocześnie rozpływając się pod jego dotykiem. Zayn zaczął odpinać moje spodnie, gdy poczułam pewną blokadę. Gdy natomiast znalazły się one na podłodze, zacisnęłam nogi nie pozwalając mu działać.
- Wszystko w porządku? - zapytał ochrypłym głosem, patrząc mi prosto w oczy.
- Ja...Myślę, że to za szybko - wyszeptałam, unikając z nim kontaktu wzrokowego.
- Dobrze, rozumiem - założył kosmyk włosów za moje ucho. - Idź się umyć, możesz wziąć moją koszulkę do spania.
Posłałam mu słaby uśmiech, po czym ruszyłam do garderoby po za duży, biały tshirt Malika. Weszłam do łazienki, gdzie z szafki wyjęłam czystą szczoteczkę jednorazową i umyłam nią zęby. Następnie wzięłam odprężający prysznic, który zmył ze mnie cały brud. Otarłam się ręcznikiem i przebrałam w tymczasową piżamę. Wróciłam do łóżka, a tymczasem to Zayn poszedł się umyć. Zasypiałam, myśląc o naszej relacji. To chyba najbardziej skomplikowany związek na świecie, z resztą nie wiem, czy można to nazwać "związkiem". Raz na siebie krzyczy, potem całujemy...A teraz Zayn położył się obok, obejmując mnie ręką w talii.

Przebudziłam się w środku nocy przez czyiś głos. Przetarłam oczy i zobaczyłam, że Zayn zamiast spać rozmawia przez telefon na korytarzu. Wstałam z łóżka, słysząc rozmowę.
- Zbyt łatwo dali tę kasę, coś mi tu nie gra. Keijirō się nie poddaje, on coś planuje.
- Wiem, Louis. Też tak uważam.
Oparłam się o futrynę drzwi i przysłuchiwałam się.
- Zayn, myślałam że to wszystko się już skończyło - powiedziałam w końcu.
- Nie, Lucy. To się dopiero zaczęło...

_____________________________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...Zawaliłam sprawę ;c Dodaję rozdział po ponad dwóch tygodniach O.o Ale, niestety, szkoła robi swoje i w poprzednie weekendy musiałam zakuwać całe dnie :( Na szczęście (lub też niestety) jestem chora i zamiast jechać dziś z rodzicami na narty - siedzę w domu i piszę dla was rozdziały :)
Sprawa do anonimków - błagam podpisujcie się!!
20 kom=next