sobota, 7 marca 2015

~.32.~

Wytrwałam prawie tydzień.
Dokładnie 5 dni w domu Zayna. Właściwie to go nie widywałam, rano zawoził mnie Louis. Po szkole starałam się wracać później, ale nie mogłam nawet udać się nigdzie z przyjaciółmi. Muszę być odizolowana od ludzi. Natomiast, gdy już wracałam do domu Zayn gdzieś wybywał i przychodził wieczorami. Ja odrabiałam lekcje, starałam się uczyć. Louis mi dużo pomagał, choć czasem nie rozumiał prostych zadań, więc nieźle się uśmialiśmy.
Dziś jest piątek, a Keijirō wciąż nie zaatakował. Skończyłam lekcje o 3:15 pm i mogę udać się do domu. Wyszłam ze szkoły, ale nigdzie nie widziałam auta Lou. Rozglądałam się, niestety, nie było go. Już chciałam do niego dzwonić, ale poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i wbija coś w plecy. Odwróciłam się, był tam człowiek Keijirō. Moje serce momentalnie zaczęło bić mocniej.
- Teraz ładnie pójdziesz ze mną do samochodu, albo strzelę - wysyczał mi do ucha, lekko pchając mnie do przodu.
Wiedziałam, że nie ma drogi ucieczki. Jednak, nie mogłam pozwolić się tam zaciągnąć. Chciałam czekać, aż Louis przyjedzie i wtedy go jakoś powstrzyma, ale...
- Twój przyjaciel po ciebie nie przyjedzie, już dawno go zgarnęliśmy - poinformował, gdy zaczęłam się chaotycznie rozglądać.
Postanowiłam się poddać, sama nie byłam w stanie nic zrobić. Szłam powoli, aż zobaczyłam wystający z ziemi kij. Szybko go wyrwałam i mocno uderzyłam mężczyzną, co spowodowało, że ten upadł na chodnik. Biegłam do szkoły, ale nie zdążyłam. Złapał mnie w tali i przerzucił przez ramię, wyrywałam się, ale na marne. Chwilę później zostałam brutalnie wrzucona do bagażnika. Ktoś próbował zawiązać mi oczy, ale się wyrywałam. Krzyczałam, robiłam wszystko, by się wydostać. I wtedy poczułam ukłucie, a coś momentalnie rozlało się po moim ciele. Zrobiłam się senna i wszystko zniknęło.

Ból, ciemność, zmęczenie.
To właśnie czułam, odzyskując przytomność. Najbardziej bolała mnie głowa i przedramię, rozejrzałam się. Okropne, mokre pomieszczenie, kraty. Byłam przywiązana łańcuchami to ściany. Leżałam na brudnym kocu, a wokół mnie nie było nic więcej. Szarpnęłam z całej siły ręką, ale łańcuch był strasznie ciężki. Nieźle to wymyślił...
I nagle pojawił się, Keijirō wraz z swoją ochroną podszedł do krat. Spojrzał na mnie, po czym wybuchnął śmiechem.
- Co księżniczko? Nie tak łatwo - szydził ze mnie.
- Czego ty chcesz? - krzyknęłam, szarpiąc za łańcuchy.
- Wygrałaś ze mną, nikomu się to wcześniej nie udało. Muszę wiedzieć, w jaki sposób oszukiwałaś - powiedział, pocierając podbródek.
- Nie oszukiwałam, nie moja wina, że jesteś cienki - prychnęłam, przewracając oczami.
- Dziwko, myślisz że to zabawa? - wrzasnął, łapiąc za kraty i próbując nimi potrząsać.
- Nie, ja wiem, że to zabawa, którą wygram - rzekłam odważnie, lecz w środku trzęsłam się ze strachu.
- Myślisz, że jesteś taka wygadana? - mruknął Keijirō - Weźcie ją.
Wtedy dwaj mężczyźni weszli do mojej celi, odpięli mnie od łańcuchów i mocno złapali za ręce. Popchnęli mnie do przodu, abym szła przed siebie. Ruszyłam za Keijirō, który krążył brudnymi korytarzami. W końcu zatrzymał się naprzeciwko jednej z cel, była za metalowymi drzwiami, które otworzył, gdy podeszłam. Ujrzałam ciemny pokój, a w nim jedno krzesło. I ktoś na nim. Odwrócił głowę, a ja zamarłam. Krzyknęłam głośno, przykładając ręce do buzi. Łzy lały się po mojej twarzy, nogi zrobiły się, jak z waty. Moje serce biło cholernie mocno, gdy zobaczyłam zmasakrowanego Louisa. Jego twarz była cała we krwi i brudzie, miał podbite oko. Jego ręce przywiązane były do krótkich lin, więc jego ręce wisiały. Ubranie przyjaciela porwane, brudne...
Chciałam do niego podbiec, ale Keijirō mnie zatrzymał.
- Nie tak szybko - wysyczał, zaciskając dłoń na moim ramieniu - Zamknij.
- Co jest? Chcę go zobaczyć! - krzyknęłam, wyrywając się.
- Możesz go uratować, wypuszczę go, ale oddasz mi siebie - rzekł ostro, patrząc na mnie.
- Co to znaczy?
- Będziesz robiła, co ci karzę. Wszystko, co ci karzę. W zamian puszczę go wolno, ale ostrzegam, jak się nie zgodzisz on zginie. Ma podłączone do klatki piersiowej dwa akumulatorki, jak je włączę to porazi go prąd i umrze - mówił, lustrując moją twarz.
Mam mu służyć? A więc tego chce? To chyba najgorsze, co może mnie teraz spotkać, ale muszę uratować Louisa.
- Nie pozwolę na jego śmierć, zgadzam się. Tylko pozwól mi z nim porozmawiać - wyszeptałam po dłuższej chwili, a z moich oczu wypływały gorzkie łzy.
- Idź, masz 5 minut - warknął, pchając mnie do środka.
Podbiegłam do niego, kucnęłam naprzeciwko i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Louis, słyszysz mnie? - pytałam zaniepokojona.
- Mhm, Lucy - mruknął, po czym próbował mnie przytulić.
- Słuchaj, bardzo cię kocham. Jesteś najważniejszy i nieważne, co się stanie zapamiętaj, jaka byłam. Obiecaj mi, że nie będziesz się mieszał w nielegalne sprawy, obiecaj - mówiłam dosyć chaotycznie, patrząc w jego oczy.
- O czym ty mówisz? - wybełkotał, był widocznie osłabiony.
- Obiecaj - nakazałam, wciąż na niego patrząc.
- Obiecuję, Lucy.
- Kocham cię, Louis - przytuliłam go mocno, ucałowałam w policzek.
- Wyłaź kurwo - usłyszałam głos Keijirō, wiedziałam, że to ostatni raz widzę Lou.
Jeszcze raz go przytuliłam, po czym podeszłam do tego skurwiela.
- Idziemy, moi koledzy go odwiozą - odparł chamsko, aby następnie pociągnąć mnie za rękę.
Szliśmy tym ohydnym korytarzem, ale ja ciągle odwracałam się do tyłu, lecz zdziwiłam się, gdy pracownicy Keijirō zamiast wypuścić Lou po prostu zamknęli drzwi, zostawiając go w środku.
- Dlaczego oni go nie wypuścili? - spytałam chaotycznie , wciąż oglądając się do tyłu. 

Keijirō milczał, ale ja nie mogłam tak tego zostawić. 
- Keijirō! Dlaczego Louis tam został? - krzyknęłam, zatrzymując się.
- Mała kurwo! Myślałaś, że go wypuszczę? Jesteś taka naiwna - prychnął, a następnie przerzucił mnie przez ramię i szedł coraz szybciej, nie zważając na moje krzyki oraz uderzenia piąstkami o jego plecy. 
Weszliśmy do jakiegoś pokoju, siedziało tam trzech mężczyzn w czarnych ubraniach. Był też duży stół, a na nim kilka walizek. 
Keijirō powiedział coś po japońsku, a jeden z facetów podszedł do mnie i związał mi ręce. Zakleił też buzię, więc nie mogłam się odezwać. Drugi poszedł do mnie ze strzykawką, zaczęłam się szarpać. Niestety, chwilę później poczułam okropny ból. A mój świat był niewyraźny.
- Czemu nie padła? - jakby przez mgłę usłyszałam głos Keijirō. 
Wszystko było takie mozolne i zamazane, nie czułam nóg oraz rąk. Moje myśli latały w rożnych kierunkach.
- Podałem jej środek, który wszystko jej z powolni. Nie ma na nic siły, ciało nie jest w stanie poruszać się bez pomocy - oznajmił mężczyzna, który wstrzyknął mi to cholerstwo. Był Brytyjczykiem, jego akcent go zdradził. 
Prowadzili mnie w nieznaną mi stronę. Dwaj faceci podtrzymywali mnie, a ja z trudem pokonywałam odległości. 
Czułam się okropnie, wycieńczona, śpiąca. Wszyscy rozmawiali po japońsku, więc nic nie rozumiałam. Wyszliśmy na dwór, gdzie stały trzy czarne vany. Dopiero teraz zauważyłam, że znajdowałam się w piwnicach wielkiego domu. Nie wyglądał on strasznie, ale za to zauważyłam, że nie tylko mnie z niego wyprowadzili. Louis. Wyglądał makabrycznie, jego ubrania były upaprane krwią i brudem. A twarz w siniakach. Ledwo trzymał się na nogach. Keijirō wepchnął mnie do samochodu, który po kilku minutach ruszył. Byłam taka senna i zdezorientowana. 
Jechaliśmy dosyć długo, nie miałam pojęcia dokąd. Zaczęłam robić się coraz bardziej senna. 
Nagle samochód zatrzymał się, trochę się podniosłam i wyjrzałam przez okno. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, ale nie znajdowała się ona w Londynie. Czułam się taka słaba, ale nie mogłam zasnąć.
Usłyszałam pisk opon, a chwilę potem strzał. Cały samochód się zatrząsł, a mężczyzna który siedział na miejscu pasażera szybko wysiadł. Niesamowity ból przejął moją głowę. Keijirō otworzył drzwi, wyjął coś spod siedzenia i odszedł.
Nie wiem, ile minęło, gdy poczułam, jak ktoś bierze mnie w swoje ramiona. Niestety, nie byłam w stanie otworzyć oczu. Wszystko kurewsko mnie bolało, byłam taka senna i wyczerpana.
- Już spokojnie, zabiorę cię stąd - usłyszałam delikatny, męski głos. Liam.
Byliśmy na dworze, bo poczułam wiatr. Słyszałam strzały oraz krzyki, próbowałam otworzyć oczy. I udało mi się to dopiero, gdy leżałam już w innym samochodzie. Pierwsze co zobaczyłam to Zayn. Potem totalnie odpłynęłam.

Siedziałem w domu, bezsensownie leżąc na swoim łóżku. Było po 7, a Lucy i Louis jeszcze nie wrócili. Pewnie znowu pojechali na jakieś zakupy. Ta dziewczyna mnie wyniszcza, zakochałem się w niej. Po Perrie myślałem, że uda mi się pokochać go w ten sam sposób. Kobiety były dla mnie, jak zabawki. Pieprzyłem się z nimi i rzucałem. Były jednorazową przygodą, ale odkąd poznałem bliżej Lucy moje życie się zmieniło. Ona wtargnęła do niego, jak burza. Przy niej czuję się zupełnie inaczej. Dlatego poczułem się, jak nic niewarte gówno, gdy powiedziała mi co o mnie myśli. 
Nagle do mojego pokoju wbiegł przestraszony Niall wraz z Liamem.
- Zayn! Keijirō ma Lucy i Louisa! - wrzasnął chaotycznie blondyn.
- Co kurwa? - wymamrotałem przerażony, zrywając się z łóżka.
Szybko zbiegliśmy na dół, gdzie przyjaciele wyjaśnili mi, co dokładnie się stało. Byłem wkurwiony, moja Lucy i najlepszy przyjaciel byli w łapach tego skurwiela. 
Już 15 minut później Liam, jako nasz operator wyszukał, gdzie obecnie znajduje się miłość mojego życia.
Tak cholernie się bałem. 
Podczas jazdy do domku w środku lasu mój telefon zapikał, że Lucy się przemieszcza. Niestety, na chwilę straciliśmy sygnał. Liam robił, co w jego mocy. A Harry, którego zabraliśmy po drodze przygotowywał broń. Po około 20 minutach sygnał wrócił, a my od razu ruszyliśmy za nimi. Chwila zajęła za nim znaleźliśmy ich na stacji benzynowej za Londynem. Postawiłem auto w bezpiecznej odległości, po czym obserwowałem, co się dzieje. Dwóch mężczyzn wyszło, zostawiając w pojeździe Lucy. Otworzyłem okno, wycelowałem i strzeliłem w opony, aby nie mogli wyjechać. Keijirō od razu ruszył w stronę swojego samochodu., aby później zacząć ostrzał. Harry z Niallem wysiedli z auta strzelać z zewnątrz. Ja zostałem w środku, chciałem odciągnąć Keijirō, by Liam mógł wyciągnąć Lucy oraz Louisa. Pociągałem za spust tyle razy, że udało mi się zabić dwóch ludzi mojego wroga. Harry również wycelował w jednego. Został tylko przywódca i trzech gońców. 
Nagle tylne drzwi się otworzyły, a przeze Liam włożył ledwo przytomną, brudną, zakrwawioną Lucy. Moje serce zamarło, wyglądała strasznie. To zmotywowało mnie do większej walki. Strzelałem z zimną krwią, ale Keijirō był sprytny. Postrzelił Harrego w rękę, więc ten wrócił do samochodu. Niall wycelował w dwóch służących, zabił ich. Ja zrobiłem to samo z kolejnym. Został sam. Wsiadł do swojego vana, próbował odjechać. Niestety, lub też na szczęście dla mnie jego koła były przebite, więc nie miał takiej możliwości. Oddałem strzał w beczki z benzyną, a stacja momentalnie stanęła w płomieniach uniemożliwiając Keijirō ucieczkę. Podjechałem tylko do Liama i Nialla, którzy załadowali skatowanego Louisa do środka. On oraz Lucy wyglądali tak okropnie, wymęczeni, brudni, poszarpani. Ona już odpłynęła, on prawie też. Pędziłem do Londynu, do szpitala, w którym pracuje Dean - mój przyjaciel, lekarz. 
- Jak ona się czuje? - zapytałem Liama, który siedział z nią na kolanach.
- Jest nieprzytomna, ale oddycha. Radzę ci się pospieszyć, żeby nie było za późno - odrzekł chaotycznie Liam, co przyprawiło mnie o dreszcze na samą myśl o odejściu Lucy.
Podjechaliśmy na tyły szpitala, gdzie czekał na mnie Dean z kilkoma kolegami i noszami. 
- Lepiej, żeby to było ważne, bo mogę stracić pracę - wymamrotał, gdy do niego podszedłem.
- Jest cholernie ważne - odparłem, patrząc na Lucy, którą właśnie układali na noszach.
Szliśmy na salę, a ja cały czas ściskałem małą rękę brunetki. 
- Zayn, dalej nie możesz wejść. Zabierzemy ich na badania, wszystko będzie dobrze - powiedział Dean zostawiając mnie przed wielkimi drzwiami do sali badań. 
Usiadłem razem z Niallem, Liamem i Harrym na plastikowych krzesełkach. Teraz zostało tylko czekać...
___________________________________________________
Witam was po 32 rozdziale, który jest dosyć smutny. Nie wiem, czy wam się spodobał...Przepraszam, że znowu tak późno, ale mam pewne problemy nie tylko z nauką. Nie wiem, jak to teraz będzie. 

Założyłam nowe ff pt. "My Manager's Son" z Jai'em Brooksem. Mam nadzieję, że ktoś z was wpadnie zobaczyć :) 
Kocham was ♥♥
23 kom=next

16 komentarzy:

  1. Rozdział zaje*isty.
    Świetnie się go czytało.
    Chciałabym cię zaprosić na mojego bloga:
    http://dangerouszaynmalik.blogspot.com
    (Przepraszam za SPAM)

    Byłam szarą myszką lecz nie do końca. Ludzie znali mnie od tej dobrej strony lecz nie znali od tej złej. Kolejna przeprowadzka ściągnęła mnie i moją rodzinę do Bradford gdzie poznałam Jego. I już nic nie było takie same.

    ~*~

    "Miłość w tym znaczeniu, w jakim istnieje w społeczeństwie jest tylko wymianą dwóch fantazji i zetknięciem się dwóch naskórków." ~ Chamfort

    A jednak to było coś więcej. Coś jakby potrzeba przebywania w Jego towarzystwie, czucie Jego zapachu, widok Jego tęczówek, możliwość słyszenia Jego głosu. Bez tego było zwyczajnie, wręcz pusto i tęskniłam za tym uczuciem posiadania Go obok siebie. To było uzależnieniem.I to od czegoś tak niebezpiecznego. Wiedziałam, że w jego życiu jest wiele doznań, ale gdybym ponownie miała wybór nie zmieniłabym go. Bo po mimo wszystko czułam się przy Nim bezpiecznie. Pomimo tego, że życie z Nim nie było proste, było cholernie trudne do zniesienia i chwilami miałam dość, to nie zrezygnowałam. Wiedziałam,że związek z Nim cofnie mnie do tego o czym chciałam zapomnieć. Chociażby dla chwili, w której mówił mi, że jestem ważna, dla tych słodkich poranków, Jego kilkudniowego zarostu i chrapliwego głosu, dla tych pocałunków, dlatego, że mnie zmienił. Czy to była zmiana na lepsze? Byłam z Nim i to było ważne. Ale ja też próbowałam Go zmienić. Zmienić na lepsze bo za każdym cholernym razem kiedy wychodził bałam się, że nie wróci. To uczucie w sercu, ten lęk, że możesz bezpowrotnie stracić kogoś, kto jest dla ciebie niczym tlen. Nikomu z was tego nie życzę. Ale jak to mówią doceniasz bardziej, kochasz mocniej i już nigdy nie przestajesz.

    "And I loved him, I loved him, I loved him,I loved him.
    And I still love him, I love him."
    ~Lana Del Rey- National Anthem

    OdpowiedzUsuń
  2. Melduję przeczytanie i wyczekuję kolejnego rozdziału! :) Jest smutno, ale cały czas nie może zalatywać problemami miłosnymi przeca. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obiecałam, to komentuję xd. Rozdział świetny, zresztą jak zawsze. Życzę Ci weny i z niecierpliwością czekam na next :)
    V.

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział cudowny jak zawsze, czekam na następny :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno zaczęłam czytać tego bloga, a dokładnie wczoraj. Tak mnie zainteresował. To nie jest tylko fanfiction. Ty stworzyłaś książkę, która pewnie świetnie sprzedawałaby się na rynku. Dzięki za taką rozrywkę, którą mi dostarczyłaś. Czekam na next. <3 ~@fanka_reziego pozdrawia z twittera

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział zajebisty <3 Kocham tego bloga i to, że zawsze dzieje sie to czego się nie spodziewałam :)

    OdpowiedzUsuń