środa, 19 sierpnia 2015

~.41.~

Ważna notka pod rozdziałem!

Następny dzień spędziliśmy z rodziną Zayna, zjedliśmy razem śniadanie i pojechaliśmy do dziadków chłopaka. Polubili mnie, a jego babcia już próbowała go namówić na oświadczyny. Postawa Malika mnie trochę zasmuciła, bo nie odzywał się, gdy starsza pani namawiała go na założenie rodziny.
Obiad zjedliśmy również u nich, po czym pojechaliśmy troszkę pozwiedzać miasto we dwójkę. Zayn pokazał mi miejsca, w których bywał jako dziecko. Bradford spodobało mi się, ale było znacznie inne od Londynu. Panował tu raczej mroczy klimat.
Wieczorem wyjechaliśmy do domu, droga była długa i męcząca. Na dworze zimno, ciemno. Co chwilę padało, ale my na szczęście byliśmy w ciepłym samochodzie. Spałam jakąś godzinę, około 11pm byliśmy w Londynie. Po przyjeździe od razu poszłam spać, wzięłam tylko szybką kąpiel i zasnęłam sama, bo Zayn robił coś na dole.
27 grudnia miałam spotkać się z Sarah, aby kupić prezenty mojemu rodzeństwu. Rano Zayna nie było, więc śniadanie zjadłam sama. Ubrałam się ciepło, włosy związałam w kitkę. Zbiegłam na dół i mimo zakazów wzięłam kluczyki od swojego auta. Weszłam do garażu, otworzyłam go, po czym wsiadłam do Fiata. Wyjechałam z lekkim strachem, bo w końcu nie mam prawa jazdy. I jeśli policja mnie złapie, to mam przechlapane. Natomiast kusiło mnie, a pogoda na dworze jeszcze bardziej zachęcała. A raczej odpychała od jazdy autobusami.
Otworzyłam bramę pilotem i chwilę zastanawiałam się, czy wyjechać z naszej posesji. Jednak zrobiłam to, jechałam ulicami Londynu nielegalnie.
Pod galerią byłam punktualnie, zaparkowałam auto i udałam się do środka. Na dworze było okrutnie zimno, więc gdy otuliło mnie ciepłe powietrze w galerii od razu poczułam ulgę. Z Sarah umówiłam się za 5 minut, dlatego postanowiłam zadzwonić do Fabio.
- Halo.
- Fabio, obudziłam cię?
- Tak, ale muszę wstawać do pracy, więc nic się nie stało.
- Pracujesz dziś?
- Restauracja sama się nie obsłuży, a ja muszę zarabiać na studia.
- Rozumiem.
- Kiedy przylatujesz do Nowego Yorku?
- Mam samolot 29 stycznia o 6am.
- Czyli będziesz około 7am czasu amerykańskiego?
- Tak.
- Odebrać cię z lotniska?
- Nie, dzięki. Mój brat nas odbiera.
- Nas?
- Mnie i mojego chłopaka.
- Lecisz z chłopakiem?
- Tak, dobra muszę kończyć, pa Fabio. Miłego dnia.
Zauważyłam Sarah, zmierzającą w moim kierunku. Schowałam telefon i przytuliłam ją na powitanie.
- Cześć, skarbie - uśmiechnęła się, gdy razem ruszyłyśmy w stronę sklepów.

Po dwóch godzinach zakupów byłam zmęczona i głodna, więc poszłyśmy do Jamie's Italian na obiad. Zamówiłyśmy to samo, a czekając rozmawiałyśmy na ważny temat.
- Chyba nie myślisz, że Zayn poważnie chce cie zdradzić - powiedziała Sarah, patrząc na mnie.
- Słyszałam ich rozmowę - wyszeptałam, przygryzając wargę.
- Zayn może i jest uzależniony od seksu, ale ciebie by nie zdradził - odrzekła nieco ciszej.
- No nie wiem - wymamrotałam, pijąc wodę.
- Pogadaj z nim dziś - poleciła, a kelner przyniósł nam dania.
Zabrałyśmy się za jedzenie, rozmawiając o wycieczce na Bali. Dziś musiałam kupić sobie jeszcze strój, klapki i inne rzeczy na plażę. Całe szczęście, że do tej pory zdążyłam już z prezentami dla rodziny.
Zajadałam się pysznym makaronem z sosem, a mój telefon zaczął wibrować. Wyjęłam go z torebki, po czym odebrałam połączenie.
- Cześć Lucy.
- Hej, Joel.
- Jak tam siostrzyczko?
- Dobrze, jestem na zakupach.
- Ja siedzę w pracy, zaraz mam rozprawę.
- Powodzenia. A co u Devonne i Diany?
- Mała rośnie, jak na drożdżach. Dev siedzi z nią w domu. A jak Zayn zareagował na Bali?
- Był w szoku, ale cieszył się. To w czasie jego urodzin.
- To super, pozdrów go. Ja kończę, zadzwonię wieczorem. Pa Lucy.
- Pa, braciszku.
Schowałam telefon z powrotem do torebki, po czym wróciłam do jedzenia.
- Przeprasza, Joel dzwonił, a z nim ciężko się ostatnio skontaktować - odparłam do Sarah.
- Spokojnie - posłała mi ciepły uśmiech.
Gdy skończyłam, zapłaciłyśmy za swoje jedzenie i udałyśmy się do sklepów z kostiumami. W zimę będzie trudno je dostać, ale Victoria's Secret na pewno jakieś ma. Weszłyśmy do sklepu, przechadzałyśmy się między wieszakami, aż w końcu wpadło nam w oko kilka stroi. Wzięłam je i udałam się do przymierzalni. Zdjęłam ubrania, po czym założyłam pierwszy kostium. Patrzyłam w lustrze na moje ciało, było takie okropne. Blizny na rękach i udach, fałdy. Nie lubię go. Nie wiem, jakim cudem Zayn twierdzi, że jestem piękna. Nic we mnie interesującego.

Po 20 minutach miałyśmy kupione 4 stroje, więc pognałyśmy dalej. W tym czasie usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Wyjęłam go i odebrałam.
- Halo.
- Skarbie, jesteś jeszcze w galerii?
- Tak.
- Kupiłabyś mi mój żel pod prysznic? Bo właśnie się skończył.
- Dobrze, jesteś w domu?
- Tak i wiem, że wzięłaś auto, więc czeka cię pogadanka, jak wrócisz.
- Ughhh, okey tato. Pa.
- Pa.
Ruszyłyśmy jeszcze po klapki, torbę plażową i inne rzeczy potrzebne na wyjazd. Gdy miałyśmy wszystko wreszcie udałyśmy się w stronę parkingu. Szło kilka osób za nami, ale moją uwagę przykuł dziwny mężczyzna. Był jakiś zdenerwowany, bo oglądał się ciągle za siebie i miał przestraszony wzrok. Postanowiłam to jednak zignorować, otworzyłam bagażnik, do którego włożyłam zakupy. Sarah już wsiadała, a ja zamykałam klapę, gdy nagle usłyszałam głośny huk.
Odwróciłam się, mężczyzna stał z wycelowanym we mnie pistoletem. Moje serce zamarło, zdążyłam tylko lekko się przesunąć. Poczułam palący ból w udzie. Momentalnie upadłam na ziemię, czułam jak eksploduję. Cholernie bolało, krew zalała moje spodnie. Chwilę później usłyszałam krzyk Sarah, podbiegła do mnie. Coś mówiła, ale byłam zbyt przyćmiona. Kręciło mi się w głowie, widziałam tylko, że policja podbiegła do tego mężczyzny. Chwilę później zbiegło się w okół mnie dużo ludzi. Czułam piekielny ból, leżałam na ziemi nie mogąc się ruszyć. W okół mnie zrobiło się pełno krwi, byłam przerażona. Nie dochodziło do mnie to, co się stało.
Zostałam położona na nosze, a następnie do karetki. Zdążyłam tylko powiedzieć do Sarah "Zadzwoń do Zayna", a drzwi zostały zamknięte. Ratownik medyczny zaczął rozcinać moje spodnie, by dostać się do rany. Myślałam, że umrę z bólu.

*Zayn*
Właśnie odpisywałem na maile, siedząc wygodnie przed komputerem w moim biurze. Zdecydowałem wrócić na tor, co do Lucy nie podjęliśmy jeszcze decyzji. Za bardzo się o nią boję. W tym biznesie trzeba być twardym i mieć świadomość, że w każdej chwili ktoś może cię zabić. Ona nie umie się obronić, jest zbyt delikatna. I taką ją kocham.
Nagle mój telefon zaczął brzęczeć, dzwoniła Sarah, więc odebrałem.
- Zayn, kurwa postrzelili Lucy.
- Co?
- Na parkingu, jakiś mężczyzna strzelał do niej.
- W jakim jest szpitalu?
- Świętego Tomasza.
- Już jadę.
Niemal natychmiast zerwałem się z siedzenia i pobiegłem do przedpokoju. Założyłem buty oraz kurtkę, aby następnie zejść do garażu. Wsiadłem do swojego Range Rovera i ruszyłem z piskiem opon w stronę szpitala. 
Kto mógł kurwa strzelić do Lucy? Obiecuję, że zabiję każdego, kto przyczynił się do tego. Byłem cholernie wściekły, Michael mnie ostrzegał. A ja byłem w stanie tylko ukryć kontakty do niej, aby nikt nie zaproponował jej wyścigów. Byłem taki głupi, tyle osób się czaiło na Lucy...
Do szpitala dojechałem po 15 minutach, zaparkowałem samochód i ruszyłem do wejścia. Odnalazłem recepcję, w której powiedziano mi, gdzie znajdę Lucy. 
Gdy dotarłem na dane piętro, zauważyłem Sarah siedzącą na krzesełkach.
- Zayn, spokojnie - odparła, podchodząc do mnie i widząc moje zdenerwowanie.
- Muszę do niej wejść - mruknąłem, szukając danego pokoju.
- Uspokój się, jest dobrze. Kula nie naruszyła żadnych kości, ani mięśni. Lekko się wbija, ona dobrze się trzyma, ale nie wpuszczą cię tam teraz - mówiła delikatnie, a ja lustrowałem jej twarz.
- Dlaczego? - zapytałem, rozluźniając się.
- Ona nie jest sama na sali, a teraz stało się coś z jakimś innym pacjentem i nie pozwalają wchodzić - oznajmiła, siadając ponownie na krzesełku. 
Zająłem miejsce obok niej, wypuszczając powietrze ze świstem.
- Nie wiem, kim był ten facet. Szedł za nami na parking, nie było wtedy dużo ludzi. On się strasznie miotał, aż w pewnym momencie trzęsącą się ręką strzelił do Lucy. Policja go obezwładniła, lecz on płakał, Zayn - opowiadała, a ja bacznie słuchałem.
- Ktoś go do tego zmusił - stwierdziłem, analizując sytuację.
- Myślisz o kimś konkretnym? - spytała, patrząc na mnie.
- Ludzie Kejiro - odparłem po chwilowym zastanowieniu.
Nagle z sali wyszedł lekarz i dwie pielęgniarki, natychmiast podszedłem do niego.
- Dzień dobry, czy na tej sali leży Lucy Collins? - odrzekłem, zatrzymując go.
- Tak, a pan to...?
- Narzeczony - dokoloryzowałem troszkę prawdę.
- Może pan wejść na 5 minut, wie pan już o jej stanie? - powiedział, wycierając ręce papierowym ręcznikiem.
- Mógłby pan coś powiedzieć więcej? - zapytałem, aby wiedzieć wszystkie szczegóły.
- Dobrze, Lucy została postrzelona w udo, ale kula wbiła się lekko. Nie uszkodziła żadnych ważniejszych organów, więc już dziś wieczorem będzie mogła wyjść. Wyjęliśmy kulę, zatamowaliśmy krwawienie, zostaje tylko na badania kontrolne - poinformował lekarz, z którego plakiety wyczytałem, że nazywa się Andrew Kelley.
- Dziękuję bardzo, mogę już do niej wejść? - mruknąłem, odwracając się w stronę drzwi.
- Tak, ale słuchaj Zayn. Masz o nią dbać, bo nie wiem, kto chciał zrobić jej krzywdę, ale podejrzewam, że raczej ktoś z twoich znajomych. Mam nadzieję, że więcej jej tu nie zobaczę - dodał nieco ciszej, po czym odszedł.
Stałem zdezorientowany kilka sekund, aż w końcu otrząsnąłem się i udałem do sali. Skąd ten lekarz mnie zna?
Od razu po wejściu zaatakowało mnie pikanie aparatów pacjentów oraz zapach detergentów. Odnalazłem wzrokiem Lucy, leżała przy oknie. Miała otwarte oczy, rozmawiała z kimś przez kamerkę.
Podszedłem do niej, uśmiechnęła się. Pożegnała brata, po czym odłożyła telefon i wpadła mi w ramiona. Byłem taki szczęśliwy, miałem ją blisko. Zdrową, żywą...Moją małą Lucy. Dopiero do mnie dotarło, że gdyby ten skurwiel strzelił wyżej mógłbym ją stracić. Słona łza spłynęła po moim policzku, ta dziewczyna zrobiła ze mnie mięczaka.
- Skarbie, już nigdy nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda - wyszeptałem do jej ucha.
- Kocham cię - powiedziała, łącząc nasze usta.
- Jak się czujesz? - zapytałem, siadając na krzesełku obok łóżka.
- Dobrze, noga trochę boli, ale żyję - mówiła z uśmiechem.
- Znajdę tego skurwiela i ...
- Spokojnie, Zayn - przerwała mi, kładąc dłoń na moim policzku. Jest, jak Anioł. Jednym dotykiem sprawiła, że wszystkie złe emocje poszły w niepamięć.
- Kupiłam wszystkie rzeczy na wyjazd, bo między Nowym Yorkiem, a Bali jest tylko jeden dzień i nie zdążymy nic zrobić - zmieniła temat.
- Dobrze, trudno uwierzyć, że to już niedługo - odparłem, czując, że ona nie chce rozmawiać o całym zajściu. - Rozmawiałaś z Joelem?
- Tak, powiedziałam mu, że mamy wylot o 6 rano naszego czasu - poinformowała zgodnie z prawdą.
- Lucy, chcę, żebyś wiedziała, że nigdy już pozwolę, aby ktoś cię skrzywdził. Zawaliłem, wiem. Od teraz będę cię strzegł cały czas, nikt cię nie dotknie - szeptałem, patrząc w jej piękne, duże oczy.
- Kocham cię, Zayn - wyszeptała, a na jej twarzy pokazało się wzruszenie.
- Przepraszam, musi pan opuścić salę. Pacjentka będzie miała badania - usłyszałem głos pielęgniarki.
Ucałowałem Lucy w czoło, a następnie wyszedł na poczekalnię, gdzie siedziała Sarah i Chris. Ugh, już wiedziałem, że szykuję się wywód od niego.
- Kurwa mać! Zayn, jeśli cokolwiek stało się z moją cziką to przysięgam, że utnę ci jaja - wrzasnął, idąc w moją stronę.
- Chris, nie drzyj się tak. Wszystko dobrze - próbowałem go uciszyć.
- Jak ona się czuję? - warknął, mrożąc mnie wzrokiem.
- Dobrze, biorą ją na badania kontrolne i może iść do domu wieczorem - oznajmiłem, widząc, że się uspokaja.
- Wiesz, kto mógł to zrobić? - zapytał, siadając na krzesełkach.
- Tak i mam zamiar go zniszczyć - wychrypiałem, patrząc w martwy punkt.
- Pomogę ci - zaoferował się.
- Poradzę sobie, ale dzięki - mruknąłem, wyjmując telefon z kieszeni.
Chwilę później zdecydowałem, że pojadę po jakieś ubrania dla Lucy. Razem z Chrisem oraz Sarah udaliśmy się do mojego domu, Sarah jechała autem Collins.
Wyjąłem zakupy Lucy z bagażnika jej Fiata, zostawiłem je w przedpokoju. Następnie ruszyłem do naszej garderoby. Zacząłem szperać po jej rzeczach, aż w końcu wziąłem zwykłe spodnie dresowe, niebieską bluzę nierozpinaną oraz bieliznę. Schowałem to do torby, po czym zbiegłem na dół, gdzie czekał Chris i Sarah.
- Podrzucisz mnie do Harrego? - zapytała dziewczyna, gdy ubierałem buty.
- Jasne, kiedy lecicie do Paryża? - odparłem, wychodząc z domu.
- Jutro w południe - oznajmiła, gdy szliśmy do samochodu.
- Zazdroszczę wam tych podróży, możecie zobaczyć tyle zagranicznych tyłeczków - rzekł Chris, siadając z tyłu.
Ten facet chyba nie ma zahamowań.

Zostawiliśmy Sarah, po czym ruszyliśmy do szpitala. Droga dłużyła się przez korki i okres świąteczny. Patrzyłem na ludzi śpieszących się gdzieś, uciekających od deszczu. Każdy z nich wracał z pracy, do domu, do rodziny. Pewnie mieli dzieci. Szczególną moją uwagę przykuł mężczyzna na oko 30 letni, miał na sobie płaszcz oraz teczkę w ręce. Jego życie pewnie wygląda tak, że rano wstaje do pracy. Potem wraca do domu, wita się z żoną i dziećmi. Jest szczęśliwy.
Wtedy doszło do mnie, w jakim bagnie żyję. Jedyna osoba, na której naprawdę mi zależy to Lucy, a przez swoją robotę wplątałem ją w niebezpieczeństwo. Przeze mnie została porwana 2 razy, ledwo przeżyła, a teraz postrzelona przez jakiegoś skurwiela. Nie potrafiłem ochronić Perrie przed tym światem, ona nie żyje. Lucy nie pozwolę skrzywdzić, muszę zadbać, by była bezpieczna. Ma tylko 18 lat. Jeszcze nie wie, jak życie ssie.
Pod szpital zajechaliśmy po 25 minutach, udaliśmy się od razu na piętro Lucy. Znaleźliśmy jej salę, leżała na łóżku.
- Chris! - uśmiechnęła się na jego widok.
- Ja też tu jestem - mruknąłem, kładąc torbę na jej łóżko.
- No wiem, wiem -  zaśmiała się, witając z przyjacielem.
- Jak się czujesz, mami? - zapytał Chris, siadając obok Lu.
- Lepiej, mój wypis jest już w recepcji - oznajmiła, zerkając na mnie.
- Przywiozłem ci ubrania, bo ocalili tylko buty, kurtkę i szalik - powiedziałem, podając jej torbę.
- Dziękuję, zaczekajcie na mnie przed salą - odparła, próbując wstać z łóżka.
- Czekaj, pomogę ci - podszedłem do niej, pomagając jej.
Niemal natychmiast zjawiła się pielęgniarka z wózkiem, na którym posadziła Lucy. Ja z Chrisem udaliśmy się na zewnątrz, gdzie czekaliśmy na moją dziewczynę.
- Masz zamiar lecieć z nią do tego Nowego Yorku? - zapytał Chris, opierając się o ścianę.
- Ona tego chce, tam jest jej jedyna rodzina - wymamrotałem, chowając ręce w kieszeniach.
- Będzie miała problemy z chodzeniem - powiedział, patrząc na mnie.
- Nie, aż takie. To udo - odparłem, wyjmując telefon, który wibrował
Był to nieznany numer, ale z kierunkowym z Ameryki, więc pewnie rodzeństwo Lucy.
- Dlaczego kurwa moja siostra jest w szpitalu po raz drugi?
- Joel, uspokój się.
- Jak ty jej pilnujesz?
- Zawaliłem, wiem...
- Dlaczego tego nie upilnowałeś? Jak ona to zrobiła?
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Jeśli Lucy wyjaśniła mu całe zajście to pewnie już wszyscy wiedzą, kim jestem. Pewnie to zrobiła, nie może mnie wiecznie kryć, w końcu to przeze mnie to się dzieje.
- Halo, Malik. Pytałem, dlaczego nie upilnowałeś, gdy Lucy spadł ten nóż?
- Nóż?
Zatkało mnie, byłem niemal pewny, że powiedziała prawdę. Ta dziewczyna jest Aniołem, cieszę się, że Bóg ustawił nas na tych samych drogach...
- Kroiła sałatkę, nie było mnie w domu. Ja nie wiem, jak to dokładnie było.
- Nie było cię w domu, ale kroiła sałatkę i na chwilę odłożyła nóż na blat. Gdy wsypywała warzywa do miski przez przypadek strąciła ręką nóż, który się wbił w jej udo. Nie mówiła ci tego?
- Nie, tylko, że kroiła sałatkę i spadł. Nie chciała o tym rozmawiać.
- W każdym razie, pilnuj jej proszę. Denerwuję się, bo nie chce jej tracić kolejny raz.
- Uwierz mi, że ja też.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem, Malik. Widzimy się w Nowym Yorku, przyjadę po was.
- Dzięki, Joel. Pa.
Schowałem telefon do kieszeni, przygryzając wargę. Lucy okłamała własnego brata, by mnie chronić...Nie zasługuję na nią, jest dla mnie zbyt dobra.
Po chwili ujrzałem ją już ubraną, szła lekko utykając w naszą stronę. Podszedłem do niej, aby następnie wziąć ja na ręce. Zaśmiała się, chwytając mnie za szyję. Pielęgniarka wyjaśniła nam, jak zmieniać opatrunki. Po drodze kupiliśmy w aptece szpitalnej gazę i inne potrzebne rzeczy.
Udaliśmy się do mojego samochodu, gdzie posadziłem ją z przodu obok siebie.
- Zayn, podwieziesz mnie w pewne miejsce? - zapytał nagle Chris.
- W jakie?
- Restauracja Barrafina - oznajmił, a ja widziałem wzrok Lucy.
- Umówiłeś się z kimś? - odwróciła się do niego z błyskiem w oczach.
- Może, to jak? - odparł najpierw do niej, potem do mnie.
- Jasne - mruknąłem, skręcając w ulice, prowadzącą do tej restauracji.
- Chris! - krzyknęła Lu.
- No co? - mruknął z rumieńcami.
- Mów! - nakazała, mrożąc go wzrokiem.
- Umówiłem się z gościem poznanym w internecie, okey? - powiedział, a Lucy pisnęła.
- Gratuluję, jestem dumna!
- Dzięki, mami. W końcu muszę znaleźć fajną dupcię, aby była moim kotkiem - mówił, a ja przewróciłem oczami.
Niekoniecznie chciałem słyszeć te słowa, ale Chrisa nikt nie powstrzyma. On się nie hamuje.
- Dobra, lecę. Trzymajcie kciuki - rzekł, gdy zatrzymałem się pod Barrafina.
- Powodzenia, znajdź tego kotka w końcu - pożegnała się Lucy.
Chris wysiadł, a ja ruszyłem w kierunku domu. Byłem zmęczony i głodny.
- Umieram, ten szpital jest okropny. Od razu po przyjeździe idę do wanny - wymamrotała, opierając głowę o szybę.
- Muszę ci zmienić opatrunek po myciu - oznajmiłem, zatrzymując się na światłach.
- Wiem, a w ogóle wiesz, że mój kolega odwiedził mnie w szpitalu? - powiedziała, a we mnie trochę się zagotowało.
- Jaki kolega? - sarknąłem, zaciskając ręce na kierownicy.
- Andrew, jest lekarzem i ma żonę - odparła, widząc moją zazdrość.
- Czekaj, Andrew? - zdziwiłem się, kojarząc fakty.
- Tak, on jest pediatrą, ale przyszedł mnie odwiedzić, bo zobaczył, jak mnie przywożą i jego jeden pacjent leżał ze mną na sali. Biedny, coś się z nim dziś działo i widziałam Andrew w pracy - oznajmiła, a ja już wiedziałem wszystko.
Andrew, z którym dziś rozmawiałem nie był lekarzem Lucy, to jej przyjaciel, który ratował tego pacjenta i przy okazji odwiedzał moją dziewczynę. Stąd mnie znał.
Zaśmiałem się pod nosem, a Lu wyciągnęła telefon i pisała sms.
- Do kogo? - zapytałem, gdy zrobiła się krępująca cisza.
- Do Melissy, dzwoniła, więc piszę, że wszystko ok - odparła, wystukując literki na ekranie.
Dojechaliśmy po 30 minutach, otworzyłem bramę pilotem, po czym zamknąłem ją, aby nikt nie wchodził na naszą posesję. Wjechałem autem do garażu, pomogłem Lucy wysiąść. Weszliśmy do domu, gdzie zdjęliśmy kurtki oraz buty.
- Idę wziąć kąpiel - zakomunikowała, wchodząc do góry.
Postanowiłem, że zrobię coś do jedzenia. Udałem się do kuchni, otworzyłem lodówkę i stwierdziłem, że przygotuję Risotto. Pamiętam, jak mama uczyła mnie je robić. Uwielbiałem to danie, a ona mówiła "Dziś robisz je dla nas, za kilka lat zrobisz dla siebie i swojej żony". Gotując, wspominałem tamten dzień. Cieszę się, że pogodziłem się z rodzicami. Rozmawiałem dzisiaj z mamą, to wspaniałe uczucie mieć ja przy sobie, ale gorsze, że muszę kłamać. Kocham się ścigać, to daje mi wolność, ale zrobiło się niebezpiecznie. Teraz potrafią zabić, aby wygrać.
W między czasie zrobiłem herbatę, bo wiedziałem, że Lucy nie będzie chciała pić alkoholu. Wszystko ładnie ułożyłem na tacy, po czym ruszyłem na górę. Wszedłem do sypialni, brunetki jeszcze nie było. Postawiłem tackę na łóżko, a sam poszedłem do garderoby po piżamę. Chwilę później Collins w mokrych włosach oraz mojej koszulce i majtkach wyszła z łazienki. Spojrzałem na nią pytająco.
- Uwielbiam spać w twoich rzeczach - wyjaśniła, jakby to było oczywiste.
- Jejku, kocham cię. Jestem taka głodna - dodała, widząc jedzenie.
- Ale najpierw opatrunek - przypomniałem, patrząc na gołą ranę.
Podszedłem do niej z gazikami, bandażem. Zacząłem robić wszystko tak, jak wyjaśniła pielęgniarka. Gdy skończyłem nie mogłam się powstrzymać. Składałem mokre pocałunki na udach mojej dziewczyny, a ona wplotła palce w moje włosy. Położyłem dłonie na jej biodrach, sunąc coraz wyżej. Tak dawno nie uprawiałem seksu, nie mogłem już tak czekać. Potrzebowałem tego. Dosyć samo samo zaspakajania się, jestem z Lucy tak naprawdę 4 miesiąc, nie licząc czasu przed jej wyjazdem do Stanów.
Ścisnąłem jej pośladki, delikatnie zsuwając jej majtki. Chciałem przenieść ją na łóżko, więc wziąłem ją na ręce i niestety, złapałem udo. Krzyknęła, wyrywając się.
- Kurwa - powiedziała, kładąc się na łóżku.
- Przepraszam, nie chciałem - wyszeptałem, zajmując miejsce obok niej.
- Dobra, nieważne. Chcę jeść - jej uśmiech powrócił, gdy brała tackę.
Zajadaliśmy się moim Risotto, Lucy była szybsza ode mnie.
- Boże, to jest pyszne - mówiła z pełną buzią. - Kocham cię.
- Dziękuję - zaśmiałem się, pakując widelec do buzi.
Po jedzeniu Lucy piła herbatę, a ja zaniosłem brudne talerze do kuchni. Wziąłem szybki prysznic, umyłem zęby i włosy. Położyłem się obok brunetki, która wtuliła się we mnie.
- Dziękuję, że jesteś ze mną - wyszeptałem, przygryzając wargę. - Jesteś dla mnie wszystkim, dla ciebie żyję. I choć trochę zawaliłem to chcę, abyś wiedziała, że kocham cię całym sercem i jestem wdzięczny, że tak ryzykujesz dla mnie. Kłamałaś własnego brata, aby mnie chronić. Dziękuję, skarbie. I powiem ci, że byłem głupi. Wiesz, że uwielbiam seks, a ty tego nie chcesz. Byłem tak zdesperowany, że myślałem, by iść do burdelu. Przepraszam...Jestem skurwielem, ale teraz wiem, że jesteś dla mnie najważniejsza i nie mógłbym ci tego zrobić. Nie mógłbym żyć z tym, że cię zdradziłem. Dlatego mogę czekać wieczność na ciebie, bo wiem, że tak jest dobrze.
Powiedziałem jej wszystko, ale ona już spała...

__________________________________________________________________________
Witajcie kochani :D Przepraszam, że tyle musicie czekać. Jednak pisanie rozdziału trochę zajmuje, zwłaszcza, że mam jeszcze inne blogi. Co prawda Life jest dla mnie cholernie ważny, bo przywiązałam się do niego. Ta historia jest dla mnie szczególna, może kiedyś powiem wam dlaczego ;)
Kto postrzelił Lucy? Jak myślicie? I w końcu Zayn powiedział, że nie zamierza jej zdradzić! On chyba serio kocha tego karzełka haha
Powoli zbliżamy się do 50k wyświetleń...Ja w to nie wierzę, to jest jak jakiś sen. Jestem wam tak cholernie wdzięczna, dlatego postanowiłam zorganizować niespodziankę, ale o niej powiem, gdy licznik przekroczy te 50 ;)
Martwią mnie troszkę komentarze...Ja nie jestem osobą, która przestanie przez to pisać, ale naprawdę czuje, że jest was mniej. Kiedyś dobijaliście prawie 30, teraz 7, 5...Poważnie zależy mi, abyście wypowiadali się na temat bloga. Mogą to być nawet uwagi, chciałabym wiedzieć, co sądzicie o historii Zayna i Lucy.
Dlatego proszę każdego kto to przeczytał, aby skomentował nawet zwykłą kropką! Chcę zobaczyć, ile was tu jest :)


sobota, 8 sierpnia 2015

~.40.~

Ranek wyglądał dosyć dziwnie, wstałam około 10 am. Zayn wciąż spał, więc umyłam się i ubrałam w zwykły dres. W mojej głowie ciągle plątały się myśli na temat zdrady oraz kłamstw Zayna. Nie wiedziałam, jak na to zareagować. Z nerwów udałam się do gabinetu chłopaka, włączyłam jego komputer i weszłam w pocztę. Znalazłam pełno maili od ludzi, którzy chcieli nawiązać ze mną współpracę. Pytali, czy będę chciała jeździć w ich zespole. Zayn nie odpisał na żaden z nich.
- Możesz mi powiedzieć, co cię zaciekawiło w mojej poczcie? - usłyszałam za sobą ochrypły głos Malika.
Kurwa. Wiedziałam, że szykuje się awantura. On był cholernie wściekły, akurat w święta. Skarciłam się w myślach, musiałam szybko coś wymyślić.
- Odpowiesz mi? - warknął, a ja spojrzałam w jego stronę.
Stał oparty o framugę drzwi, ręce miał założone na torsie. Jego mina informowała, iż jest bardzo zły.
- Ja... - wyszeptałam z wielką gulą w gardle, bałam się.
- Sprawdzasz mnie? Czy co? Zajebiste masz do mnie zaufanie - wrzasnął, podchodząc do mnie.
- To nie tak - mruknęłam, przygryzając wargę. - Niedawno sprawdzałam coś na komputerze i przyszedł do ciebie email.
- I postanowiłaś go sprawdzić - dopowiedział Zayn, a ja przytaknęłam.
- Nie wiem, co mnie tknęło. Jednak z drugiej strony, cieszę się, że to zrobiłam - odparłam nieco pewniej, wstając.
- Niby dlaczego? - zapytał pewny siebie Malik.
- Bo nie raczyłeś mi powiedzieć, że biją się o mnie ludzie z tej wyścigowej branży - odpowiedziałam dumnie, kładąc dłonie na biodrach.
Zamilkł, a ja wiedziałam, że trafiłam w dziesiątkę. Patrzyłam na niego pewnym siebie wzrokiem, zastanawiał się, co powiedzieć.
- To jest ciężki temat, nie wiedziałem, jak go zacząć. Nie masz pojęcia, z czym to się wiąże - odrzekł po chwili.
- Do prawdy? To nie zmienia tego, że od 3 tygodni nie raczyłeś mnie poinformować - sarknęłam, przewracając oczami.
- Lucy, nie chcę cię na to narażać. Jeśli chciałabyś jeździć to nie zniósłbym tego - mówił, łapiąc mnie za rękę.
- Dlaczego?
- To jest niebezpieczne. Nie pozwolę ci na jazdę - powiedział stanowczo.
- Ale ja chcę się ścigać, pokonałam tego Japończyka - odrzekłam pretensjonalnie.
- Skarbie, nie ma szans. Nie mogę cię stracić - szepnął, głaszcząc mnie po policzku.
Wyszedł, a ja zostałam w gabinecie z tysiącem myśli. Chciałabym dołączyć, to mi sprawia przyjemność. Wyścigi mam we krwi, mój tata był w końcu najlepszy.

Po zjedzeniu śniadania udałam się na górę, aby nas spakować. Wyjęłam walizkę, po czym wkładałam do niej nasze ubrania. Chwilę później poczułam ręce mężczyzny na biodrach.
- Kochanie, jesteś pewna, że chcesz tam jechać? - wyszeptał mi do ucha.
- Tak, więc lepiej mi pomóż - mruknęłam, wkładając jego bluzki.
- Dlaczego musimy zaczynać święta od kłótni? - spytał, opierając się o szafki.
- Nie wiem - burknęłam, po czym zostałam przez niego przyciągnięta.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - wyszeptał, patrząc mi w oczy.
Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, ściskał moje pośladki. A ja swoje ręce wplotłam w jego włosy.
Odsunęłam się od niego, po czym ruszyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki odświeżający prysznic. Osuszyłam się dokładnie ręcznikiem, nasmarowałam ciało balsamem. Następnie ubrałam się w czarną sukienkę z muszką, białą marynarkę, czarne buty oraz złote dodatki. Włosy spięłam w kitkę, wypuszczając dwa kosmyki. Usta podkreśliłam różową szminką, poza tym makijaż był raczej delikatniejszy. Założyłam też bransoletkę od Zayna.
Spryskałam ciało perfumami, oczywiście nałożyłam też rajstopy. Wrzuciłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, aby ruszyć na dół, gdzie czekał na mnie Zayn. Akurat zabierał walizkę, lecz gdy mnie zobaczył stanął bez ruchu z otwartą buzią. Ja również byłam zaskoczona. Miał na sobie szare, obcisłe dosyć spodnie oraz niebieską koszulkę. Prezentował się idealnie. Czułam lekkie podniecenie na jego wygląd i zapach, który czułam już ze schodów.
- Lucy, wyglądasz cudownie - wymamrotał, podchodząc do mnie.
- Dziękuję, ty również - uśmiechnęłam się uroczo.
- Boże, ja nie mogę - wychrypiał, błądząc dłońmi po moim ciele.
- Zayn, musimy jechać - przerwałam mu, przypominając sobie o swoim ukochanym okresie oraz domniemanej zdradzie.
Wyminęłam go, ubrałam ciepłą kurtkę oraz szalik. Szybko przebiegłam do samochodu, gdzie zajęłam miejsce pasażera. Zayn dołączył do mnie chwilę później, ruszył w stronę bramy, którą otworzył za pomocą pilota.
- Przed nami około 4 godziny drogi - poinformował, wyjeżdżając z naszej posesji.
- Zatrzymamy się na jakiś mały obiad - stwierdziłam, wyciągając telefon.
Wybrałam numer Chrisa.
- Cześć, mami.
- Hej, wesołych świąt!
- Nawzajem, kochanie.
- Jak tam?
- Siedzę z siostrą i gramy na xboxie. Mama w kuchni.
- My jedziemy do Bradford.
- Czyżbyś namówiła swojego ogiera do odwiedzin u rodziców?
- Tak.
- Gratuluję.
- Dobra, kończę. Pozdrów rodziców i złóż życzenia.
Rozłączyłam się, po czym napisałam życzenia świąteczne do Fabio oraz kilku innych znajomych ze szkoły. Następnie rozmawiałam z rodzeństwem przez chyba 20 minut. Nawet nie zauważyłam, jak wyjechaliśmy z Londynu. Denerwowałam się przed spotkaniem z rodziną Zayna, nie wiedziałam, czy mnie polubią. Im bliżej byliśmy tym bardziej się stresowałam.
Mniej więcej w połowie drogi zatrzymaliśmy się w Mcdonald's, gdzie zjadłam średnie frytki. Przez cały czas rozmawialiśmy, tematy ciągle były.
Natomiast ja nie potrafiłam przestać myśleć o tej zdradzie, co jeśli on naprawdę to zrobi? Ratunkiem by było przespanie się z nim, ale nie wiem, czy chcę, wiedząc, że planuje mnie zdradzić.

Gdy przekroczyliśmy granice Bradford zauważyłam, iż oboje denerwowaliśmy się bardziej. Próbowałam uspokoić się, oglądając miasto, ale właśnie to przyczyniało się do nerwów. Jednak to chyba Zayn potrzebował, abym była przy nim.
- Kochanie - szepnęłam, kładąc rękę na jego kolanie. - Jestem tutaj, wierzę, że będzie dobrze. Rodzice na pewno ucieszą się, iż w końcu ich odwiedziłeś.
- Dziękuję - powiedział, patrząc chwilę na mnie.
I poczułam, jak samochód zatrzymuje się. Co też oznacza, że jesteśmy na miejscu. Spojrzałam przed siebie, ukazał mi się zaniedbany dom z ciemnej cegły. Była to biedna okolica, więc większość posesji tak wyglądało.
Otworzyłam drzwi, po czym wysiadłam z pojazdu. Czekałam, aż mój chłopak weźmie prezenty. Następnie ścisnęłam go za rękę dla otuchy i udaliśmy się na podwórko.
- Pamiętaj, że jestem z tobą - powtórzyłam po raz ostatni, pukając.
Chwilę później otworzyła nam piękna kobieta o ciemnych włosach. Była uderzająco podobna do Zayna. A gdy nas zobaczyła, nie mal zamarła. Stała wpatrzona w syna, jak w obrazek.
Wtedy poczułam większe zdenerwowanie, co jeśli dziwnym cudem nie będą nas tu chcieli? Albo mnie nie polubią?
Mama Zayna przyciągnęła go do siebie, mocno przytulając. Zaczęła płakać, trzymała syna w objęciach kilka minut.
- Zayn, dziecko moje - wyszeptała, odsuwając się lekko. - Nie zostawiaj nas już.
Nagle zza nich wyłoniła się mała dziewczynka, miała na oko 10 lat. Podbiegła do Malika, obejmując go swoimi rączkami.
- Tak się cieszę, że przyjechałeś - powiedziała jego mama.
- Musiałem,  minęło tyle lat - odparł Zayn, patrząc na rodzinę.
- Oh, przepraszam. Przez to wszystko nawet nie przywitałam się z twoją towarzyszką - rzekła wesoło kobieta, podchodząc do mnie.
- To jest Lucy, moja dziewczyna - przedstawił mnie Malik, jednocześnie obejmując.
- Trisha, mama Zayna - podała mi rękę.
- Miło mi panią poznać - uśmiechnęła się, ściskając jej dłoń.
- A ja Safaa - wtrąciła radośnie dziewczynka.
- Hej, jestem Lucy - mówiłam, witając się z nią.
- Wejdźcie, jest taki mróz - Trisha przesunęła się, wpuszczając nas do środka.
Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszak, następnie udaliśmy się do salonu, gdzie zobaczyłam duży stół z jedzeniem oraz 2 dziewczyny i mężczyznę. Wszyscy natychmiastowo podbiegli do Zayna.
- Lucy - szepnęła mama Zayna, odciągając mnie na stronę. - Dziękuję.
- Za co? - zapytałam grzecznie.
- Wiem, że sam nie zdobyłby się na to, by tu przyjechać - oznajmiła, a ja poczułam dziwne wiercenie w brzuchu.
- Jemu też zależało, aby państwa odwiedzić. Tęsknił - powiedziałam z uśmiechem.

Godzinę później siedzieliśmy przy stole, jedząc pyszne potrawy przygotowane przez panią domu. Opowiadaliśmy sobie historie, które nam się przydarzyły. Czułam się wspaniale, bo rodzina Malik zaakceptowała mnie. Jego siostry cały czas mówiły, że jestem śliczna i cieszą się, że jestem z ich bratem. Jednak Doniya nie do końca mi jeszcze ufała, widziałam to w jej oczach.
- To jak wy się w końcu poznaliście? - zapytał ojciec Zayna, a ja zamarłam.
Co mieliśmy mu powiedzieć? Że wykorzystał mnie do udziału w nielegalnych wyścigach?
- Przez wspólnych znajomych - odpowiedziałam trochę nawet zgodnie z prawdą.
- Zabrał cię na prawdziwą randkę przy świecach? - dopytywała Safaa, ruszając zabawnie brwiami.
- Coś w tym stylu - zaśmiałam się, pijąc szklankę wody.
- Zayn, powiedz coś. Jak tam studia? A praca? - odrzekła mama Malika.
Spojrzałam na niego, spiął się. Musiał znowu wymyślić jakieś kłamstwo.
- Rzuciłem studia - wymamrotał po chwili.
- Jak to? - odparł ostrzej jego ojciec, odkładając sztućce na talerz.
- Rzuciłem je, obecnie pracuję - dokończył, a ja dla otuchy złapałam go za rękę.
- Gdzie?
- W firmie produkującej części do aut - skłamał, przełykając głośno ślinę.
- Lubisz to? - odchrząknęła Waliyha.
- Tak.
- To chociaż dobrze, że sprawia ci to przyjemność. Ja jestem dumna - powiedziała radośnie mama Zayna.
- A ty Lucy? - spytała Wal, patrząc na mnie.
- Ja wciąż się uczę, w ostatniej klasie - oznajmiłam nieco stresując się, że jestem młodsza.
- Zayn cię utrzymuje? - sarknęła oschle Doniya, przeżuwając jedzenie.
Poczułam dziwne kłucie w sercu, jakby ona mówiła to z wyrzutem. Faktycznie wychodziło na to, że Zayn mnie utrzymuje, bo z mojej gaży wydałam jedynie na drugi prezent dla Zayna.
- Może jeszcze pieczeni? - zmieniła temat Trisha, podając talerz z mięsem.
- Ja po proszę - pan Malik nałożył sobie pieczeń.
Chwilę później powróciliśmy do normalnych tematów, o szkole dziewczynek. Życiu codziennym rodziny Malików. Atmosfera poprawiła się, było miło. Cieszyłam się, że poznałam rodziców Zayna.
- Mamy dla was drobne upominki - oznajmił mój chłopak, biorąc torby prezentowe.
- Skarbie, nie trzeba było - powiedziała jego mama, przytulając go.
Malik podał matce pudełko z szalikiem, który kupiłam. Była w szoku, widziałam w jej oczach łzy.
- Synku, to musiało kosztować krocie. Nie mogę tego przyjąć - rzekła, oddając mu chustę.
- Mamo, proszę cię. Weź to - nalegał Mulat, odsuwając się.
- Zobacz, jak my mieszkamy. Dom się sypie, ledwo nam na wszystko wystarcza - majaczyła kobieta, wtulając się w syna.
To prawda, mieszkali w biedzie. Ich dom był mały, rozpadał się. Zdecydowanie potrzebowali nowego.
- Dziękuję synku - wychlipała, ocierając łzy.
Następny prezent powędrował do Wal, a było to etui na telefon.  Dziewczyna skoczyłam nam na szyję, podobno kupiła tego iphone'a nie dawno. Zbierała na niego rok.
Gdy dawaliśmy torebkę Doniy'i pierwszy raz zauważyłam w niej dobre nastawienie. Dziękowała nam, od razu przełożyła wszystkie rzeczy z jej wcześniejszej torby.
Koszule dla taty Zayna sprawiły, że natychmiast ubrał jedną z nich. A domek dla lalek Safyy wywołał u niej płacz i pisk. Wszyscy byli tacy szczęśliwi, może i nie głodowali czy mieszkali pod mostem, ale chyba nigdy nie dostali tak drogich prezentów. Nie o to mi chodziło, gdy je kupowałam, lecz o to by dostali coś pożytecznego.
- My nie mamy dla was prezentów, nie wiedzieliśmy, że przyjedziecie - wyszeptała mama Malika.
- Ale nic się nie stało, nie musicie nam nic kupować - odparł Zayn, gdy siadaliśmy na kanapie.
- To na ile zostajecie u nas? - zapytał Yaser, rozsiadając się w fotelu.
- 29 grudnia mamy wylot do Nowego Yorku do rodzeństwa Lucy - oznajmił mój chłopak, obejmując mnie ramieniem.
- Oo, opowiedz coś o nich - poprosiła Wal, patrząc na mnie.
- No cóż, moja siostra Olivia ma 24 lata. Jest dyrektorką Lime Cosmetics - zaczęłam niepewnie.
- Lime Cosmetics? Żartujesz chyba! - pisnęła Waliyha, podskakując na kanapie. - Uwielbiam te kosmetyki, niestety są drogie i póki co w Londynie ich nie ma.
- Wiem, siostra mówiła, że rozprowadzają je jedynie w Stanach - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Z kolei mój brat Joel jest prawnikiem, ma żonę i w wakacje urodziła mu się córka.
- Gratuluję, jesteś ciocią - uśmiechnęła się Trish.
- Tak, Dianka jest taka cudna - powiedziałam, pokazując zdjęcie dziecka.
- Jesteś chrzestną? - odrzekła Doniya spokojnym głosem.
- Nie, moja siostra jest. Podzielili to tak, że Diana ma po mnie drugie imię, a Olivia jest chrzestną - poinformowałam dumnie, odbierając swój telefon.
- Kurcze, jak patrzę na te zdjęcia, to co raz bardziej chcę zostać babcią - zaśmiała się kobieta.
- Trochę jeszcze poczekasz, mamo. Chyba, że Zayn ma coś w planach - powiedziała roześmiana Doniya.
Momentalnie wzrok wszystkich spadł na nas, a ja poczułam, jak się czerwienię. Nie myślałam o dziecku z Zaynem, nawet o małżeństwie. To był temat, na który nigdy nie rozmawialiśmy. W nim wciąż jest cząstka tego starego Zayna. Widzę to. Wciąż wychodzi na imprezy, podczas gdy ja zostaję w domu i się uczę lub robię coś związanego ze szkołą. Na szczęście tam ktoś go pilnuję, bo zawsze idzie z Niallem, Harrym lub Louisem.
- My nie mamy w planach... -  jąkałam się, ściskając Mulata za rękę.
- Dobra, Safaa i Waliyha do spania, bo zaraz północ - zmienił temat ojciec mojego chłopaka.
- Tatoo - wymamrotały obie, wchodząc po schodach.
- Już, do spania.
- Ja już też poszłabym spać - wyszeptałam, ziewając.
- To chodźcie, niestety możemy wam jedynie rozłożyć kanapę - odparła Trish, wstając.
- Nie chcemy robić problemu - wymamrotałam, przygryzając wargę.
- To żaden problem, kochanie. To przyjemność mieć w końcu syna i jego dziewczynę w domu - uśmiechnęła się, sprzątając ze stołu.
Pomogłam Trish poznosić wszystkie talerze do kuchni, Yaser rozłożył kanapie i przyniósł pościel. Zayn poszedł po walizkę.
- Dziękuję, że go zmieniłaś - powiedziała kobieta, zmywając kubki.
- Ja...
- Kochanie, wiem wszystko. Myślisz, że jako matka tak po prostu przestałam interesować się synem? Mam znajomą w Londynie, czasem mówiła mi, co się z nim dzieje - oznajmiła, a ja zesztywniałam.
- I pani wszystko wie...
- Wiem, że lubił hulać w klubach. Córka znajomej pracuje w jednym i często go odwiedzał - przerwała mi, odkładając naczynia do szafek. - Niestety, mój syn chyba lubi prywatność. Ciężko go było namierzyć, jakby był jakimś szefem mafii.
Na koniec zaśmiała się, a ja powtórzyłam tę czynność sztucznie. To oznaczało, że nie wie nic o wyścigach. Nie ma pojęcia, że jej syn ściga się nielegalnie, zabija ludzi.
Po sprzątaniu, wzięłam walizkę do łazienki i już chciałam zamknąć drzwi, ale Zayn mnie uprzedził wchodząc.
- Co robisz? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Myję się z tobą - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
Postanowiłam się z nim nie sprzeczać, więc po prostu wyjęłam kosmetyki do demakijażu. Zaczęłam się zmywać, a Malik w tym czasie mył zęby. Następnie rozpuściłam włosy, aby spiąć je w lekkiego koka przy szyi. Zayn zaczął się rozbierać, a mi momentalnie zrobiło się gorąco. Stał przede mną w samych bokserkach, widział, że podoba mi się ten widok.
- No chodź - odparł, przyciągając mnie do siebie.
Położył moją dłoń na swoim torsie, jeździłam po nim. Mulat złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, błądził rękoma po moim ciele.
- Zayn, tu są twoi rodzice - jęknęłam, odsuwając się od chłopaka.
- Wchodzisz ze mną? - zapytał, idąc pod prysznic.
- Nie, umyj się pierwszy - mruknęłam, ściągając biżuterię.
Nagle usłyszałam brzęczenie swojego telefonu, wzięłam go i odebrałam wiadomość.

Fabio
25 grudnia 2014 11:48 pm
>Mam nadzieję, że te Święta były dla ciebie idealne :) Tęsknię za tobą...Ale słyszałem, że przylatujesz do Nowego Yorku za kilka dni. Mam nadzieję, że się zobaczymy!<

Zaklęłam pod nosem, co ja teraz zrobię? Przecież nie spotkam się z Fabio, gdy będę z Zaynem. Pewnie urządzi scenę zazdrości i tylko się pokłócimy. Jak miałam to rozwiązać?
- Kto to? - zapytał Malik, wychodząc spod prysznica.
- Melissa, pyta, jak święta - skłamałam, odkładając telefon.
Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna w samym ręczniku na biodrach. Włosy wciąż miał mokre, a kilka kropelek wody gościło na jego torsie. Dlaczego on musi sprawiać, że mam ochotę zedrzeć z niego ten ręcznik? Byłam cholernie podniecona na sam widok mojego chłopaka, a on oczywiście musiał to zauważyć. Zachichotał cicho pod nosem, po czym podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
- Wiem, że tego chcesz - wymruczał w moje usta, które później złączył ze swoimi.
- Bardzo - potwierdziłam po przez pocałunki.
- A jak bardzo? - spytał, podnosząc mnie za pośladki i usadzając na blacie.
Malik rozpiął moją sukienkę, po czym zsunął je ze mnie. Całował mnie namiętnie, zachłannie. Czułam to pożądanie, które unosiło się w powietrzu i naszych ciałach.
I nagle przez przypadek zrzuciłam jakieś płyny na podłogę, co spowodowało huk. Odsunęliśmy się od siebie, a zza drzwi usłyszeliśmy krzyk mamy Zayna, czy wszystko dobrze.
- Tak - odkrzyknął Malik, a ja zeszłam z blatu.
- Synku pomożesz mi? - zapytała kobieta, a mój chłopak ubrał bokserki i wyszedł z łazienki.
Byłam wściekła, ale potem zrozumiałam, że i tak do niczego by nie doszło, bo moja miesiączka wciąż psuła wszystko. Chwilę później wzięłam szybki prysznic, ubrałam piżamę.
Udałam się do salonu, gdzie leżał już Zayn. Zajęłam miejsce obok niego, głowę ułożyłam na torsie Mulata. Objęłam go, a on mnie.
- Cieszę się, że tu przyjechaliśmy - powiedział, głaszcząc mnie po głowie.
- Ja też, twoja rodzina jest cudowna - odrzekłam, całując go w męską pierś. - Chciałabym kiedyś mieć taką. Dzieci, dom, mąż.
- Myślałaś już o tym? - zapytał, podnosząc się lekko.
- Tak, ale wiadomo, że to dopiero za kilka lat - odparłam, przygryzając wargę. - A ty?
Zapadła cisza, a ja żałowałam, że zadałam to pytanie. Jestem taka głupia, przecież on nie chce zakładać ze mną rodziny.
- Czasem myślałem - mruknął obojętnie. - Może kiedyś, ale tylko z tobą.
Ostatnie zdanie wywołało palpitacje mojego serca, on naprawdę myślał o tym. To świetnie.
- Skoro północy jeszcze nie ma to chcę ci coś dać - rzekłam, podnosząc się.
Wyjęłam z torebki kopertę i usiadłam "po turecku".
- To taki drugi prezent - dodałam, przekazując mu kopertę.
Wziął ją i powoli otworzył, wyciągnął kartkę, robiąc wielkie oczy.
- Kupiłaś nam wycieczkę na Bali? - zapytał z niedowierzenia.
- Tak, od 9 stycznia do 19 - powiedziałam, zgodnie z prawdą.
- Dziękuję - odparł, dając mi buziaka w policzek. - Wiesz, że ja mogłem zapłacić.
- Ale chciałam zrobić ci prezent.
- Dobrze, kocham cię. A wiesz, że to zahacza o moje urodziny?
- Wiem.
- Wrócimy z Nowego Yorku 7 stycznia, a 9 mamy wylot na Bali - mruknął, a ja potwierdziłam.
- Kocham cię - szepnęłam, wtulając się w jego tors.
Byłam śpiąca, więc szybko zasnęłam czując go przy sobie. Było idealnie.

____________________________________________________________________________
Przepraszaaam! Wiem, że opóźnienie duże, ale byłam na obozie i nie miałam czasu na napisanie rozdziału. Na Royal też nie zdążyłam. Na szczęście już jest, mimo iż mi się on nie do końca podoba. Coś tu brakuje.  Aczkolwiek ocenę zostawiam wam :) Do następnego!

-Komentarze karmią wenę.
~.Miley

piątek, 17 lipca 2015

~.39.~

Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce Oli, która czyta tego bloga i jest wierną fanką haha 
Dzięki niej i również wam nie zawiesiłam tego bloga ♥ Kocham cię Oluś!

Proszę o przeczytanie notki!

Przedświąteczny poranek od samego początku zapowiadał się chaotycznie, spotkanie oczywiście robione było u mnie i Zayna, więc Mildreth przychodziła 23 grudnia sprzątać w naszym domu. Chciałam sama się tym zająć, ale miałam dużo rzeczy na głowie i nie zdążyłabym.
Obudziłam się o 10 am, niechętnie przetarłam oczy, Zayn spał, jak zabity. Pogłaskałam go po policzku, aby następnie wstać ospale z łóżka. Weszłam do łazienki, gdzie umyłam zęby i rozczesałam włosy, które spięłam w kitkę. Pognałam do garderoby, skąd wzięłam zwykłe leginsy, pudrowy sweterek i bieliznę. Przebrałam się, po czym zbiegłam na dół. Wyjęłam miskę, wsypałam do niej płatki, dolałam mleka i usiadłam przy wyspie. Zaczęłam jeść, aż nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo.
- Cześć Lucy, tutaj Niall.
- Hej, coś się stało?
- Bo wiesz, spotykamy się dzisiaj o 6pm, prawda?
- Tak.
- Czy ja mógłbym przyjść z kimś?
- Jasne, znajdzie się miejsce dla niej.
- Skąd wiedziałaś, że przyjdę z kobietą?
- Niall, kobieca intuicja. A z kim miałbyś przyjść? Z psem?
- No racja, muszę kończyć. Pa.
Odłożyłam telefon, wracając do jedzenia. Cieszyłam się, że Niall chce przyjść z dziewczyną. To oznacza, że idzie na przód. Stara się zacząć prawdziwe życie, które opiera się na związku, domu, dobrej pracy. A nie szybkich numerkach w klubie i imprezach.
Sarah ma przyjechać już za godzinę, aby pomóc. A ja mam ochotę spać do południa. Wczoraj siedziałam w kuchni, gotowałam potrawy na dzisiejsze spotkanie. Zayn oświetlał dom z Louisem.
Patrzyłam na choinkę, która stała w jadalni. Była piękna, idealna. W domu dziecka miałam jedynie malutkie drzewko w swoim pokoju, a jedynym prezentem, jakim dostałam były albo kredki, albo czekolada.
Pijąc kawę patrzyłam na cudowne otoczenie, nigdy nie pomyślałabym, że wyląduję w takim miejscu. Dom Zayna jest, jak pałac. Znajdę tu wszystko, czego zapragnę. Żyję, jak księżniczka w zamku razem ze swoim księciem.
Włożyłam naczynia do zmywarki, po czym poszłam do biura Zayna, gdzie usiadłam i włączyłam laptopa. Zalogowałam się na swojego skype, ale niestety moje rodzeństwo było niedostępne, ponieważ w Nowym Yorku jest noc.
Zobaczyłam jednak, że wczoraj dzwonił do mnie Fabio. A Malik wciąż nie wie, że mam z nim kontakt. Aż nagle na komputerze pokazała się wiadomość na pocztę Zayna. Nazwa email nie pokazywała płci adresata. Wiem, że czytanie jego konwersacji byłby cholernie złe, ale ja nie mogłam się powstrzymać. Denerwowałam się, ale kliknęłam na kopertę, która pokazała mi treść

interrideoff@gmail.com
24.12.2014 10:45 am
Wciąż czekać na Twoją decyzję, proszę o szybko kontakt.

Nie wiedziałam, o co chodzi. Jaką decyzję? Co Zayn kombinował? Cholernie mnie korciło, aby sprawdzić poprzednie wiadomości. Jednak to było złe, jakbym nie miała do niego zaufania, lecz to w końcu Zayn wiem, że ma przede mną tajemnice.
Pod wpływem emocji zaczęłam czytać wcześniejsze maile.

inerrrideoff@gmial.com
1.12.2014 7:09 pm
Witam Zayn!
Od marca ruszają kolejne wyścigi, bierzesz udział? Muszę to wiedzieć do połowy grudnia, więc proszę powiadom mnie o swojej decyzji. Szkoda takiego mistrza, jak ty. Pozdrawiam Michael.

zaynmalik93@gmail.com
2.12.2014 11 am
Muszę zastanowić się nad tą propozycją, dam odpowiedź później.

inerrrideoff@gmial.com
2.12.2014 6:19 pm
Dobrze, będę czekał. A pro po, zainteresowała mnie ta twoja laska. Wygrała z Kejiro! Wszyscy się o nią biją, ale nie mogą znaleźć kontaktu do niej. Byłem na konferencji w Hongkongu, chcą ją namierzyć, więc lepiej uważaj.

zaynmalik93@gmail.com
3.12.2014 9 am
Czego oni od niej chcą?

inerrrideoff@gmial.com
3.12.2014 9:19 am
Chcą ją u siebie, jest jak skarb. Zarobi kupę kasy, Zayn masz w domu osobę wartą miliony. Zainteresuj się tym, a zbijesz fortunę. Ja osobiście chciałbym ją w zespole, więc pogadaj z nią.

Położyłam dłoń na buzi z nie do wierzenia. Dlaczego on mi nic nie powiedział? Te maile są sprzed 3 tygodni. Ludzie o mnie mówią, chcą, żebym się ścigała. Podobno jestem warta miliony. Nie wiedziałam, co robić. Jeśli zapytam o to Zayna to zrobi mi awanturę, że sprawdzałam jego pocztę. Natomiast, coś musi być przyczyną, dlaczego nie rozmawiał ze mną o tym wcześniej.
Z moich rozmyślań  wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi, co oznaczało, że Sarah przyszła.
Otworzyłam jej drzwi, a ona rzuciła mi się na szyję.
- Cześć, tak dawno się nie widziałyśmy - powiedziała, zamykając mnie w szczelnym uścisku.
- Tak, przepraszam - wyszeptałam, pomagając jej zawiesić płaszcz.
- Na dworze jest taki mróz, że szkoda gadać - wymamrotała, idąc za mną do kuchni. - Ale mam jedzenie.
Pochowałyśmy pojemniki do lodówek lub szafek, po czym zaproponowałam Sarze kawę. Usiadłyśmy razem przy wyspie, Sarah sączyła swój napój, a ja jadłam jogurt.
- Co tam u ciebie? - zapytałam spokojnie.
- Nic nowego, coraz częściej bywam u Harrego. Nie chcę sama siedzieć, a on teraz ma mniej spotkań - oznajmiła, pijąc swoją kawę.
- To fajnie, a co mu kupiłaś? - rzekłam, oblizując łyżeczkę.
- Perfumy i spinki do mankietów - powiedziała, patrząc na mnie.
- Ja mam niespodziankę dla Zayna, którą przywiezie Louis. To moje 3 zdjęcia w dużym formacie i jedno wspólne, to z wycieczki po Londynie - wyszeptałam do jej ucha.
- To wspaniale! - klasnęła w dłonie z uśmiechem na twarzy.
- Mam nadzieję, że mu się spodoba. A masz wszystko na urodziny Louisa? - odparłam, wyrzucając pusty kubeczek po jogurcie do kosza na śmieci.
- Ja mam przynieść szampany, a tort przywiezie Rachel - mówiła, jakby szukając potwierdzenia.
- Tak, a ja mam prezent dla niego - przytaknęła, a do kuchni nagle wszedł Zayn w samych bokserkach.
- Cześć, koch... - zaczął, nie widząc jeszcze naszego gościa. - Sarah, hej.
Był speszony i szybko wrócił się na górę.
- No, no - posłała mi dziwne spojrzenie. - Dobra, ja uciekam, przyjedziemy o 5 pm, żeby ci pomóc.
Poszłyśmy razem do do przedpokoju, gdzie Sarah ubrała kurtkę i buty, po czym wyszła z naszego domu. Chwilę później, usłyszałam hałas dochodzący z kuchni, gdzie też się udałam.
- Co ty robisz? - spytałam, wchodząc do środka.
- Chciałem wyciągnąć talerz, ale mi wypadł i się stłukł - powiedział, niczym małe dziecko.
- Jezu, idź stąd. Ja posprzątam - mruknęłam, wyciągając szczotkę i szufelkę.
Schyliłam się, zamiatając pobite szkło. I czułam wzrok Zayna na swoim tyłku, to było pewne, więc po skończonej czynności wyprostowałam się.
- Wiem, że się patrzysz - sarknęłam, wyrzucając resztki talerza do kosza.
- Nie da się nie patrzeć - wymamrotał pod nosem, wyciągając coś z lodówki.
- Do prawdy? - zapytałam seksownym głosem, oplatając go rękoma w talii od tyłu.
- Twoje ciało jest piękne - wymruczał, odwracając się.
Czułam się przy nim, jak karzeł. Przy moim wzroście 160cm byłam po prosu niziutka.
- Kocham cię - szepnęłam, złączając nasze usta.
- Ja ciebie bardziej - powiedział w przerwie między pocałunkami.

Około 3pm postanowiliśmy pojechać na grób moich rodziców, więc leginsy zamieniłam na czarne rurki. Ubrałam kurtkę, buty, szalik i czapkę, po czym razem z Zaynem zeszliśmy do garażu, gdzie zajęliśmy miejsca w Range Roverze. Ruszyliśmy w kierunku cmentarza.
- Mamy prezenty dla wszystkich? - zapytał Zayn, przemierzając londyńskie ulice.
- Tak, nawet jeden więcej dla Louisa - potwierdziłam, patrząc na niego.
W mojej głowie wciąż siedziała rozmowa Zayna z jakimś Michaelem, ale nie byłam w stanie zapytać o to Malika.
Zatrzymaliśmy się przed cmentarzem, gdzie zakupiliśmy znicze. Poszliśmy na grób moich rodziców, Diany i Andrew. Zapaliłam świece, postawiłam je. Kolejna łza poleciała po moim policzku, dlaczego ich tu nie ma? Dlaczego to oni nie mogli mnie wychować?
- Chodźmy, skarbie - wyszeptał Zayn, obejmując mnie.
Razem udaliśmy się z powrotem do samochodu, ale ja nie mogłam pohamować płaczu. Jakiś skurwiel odebrał im życie, byli tacy młodzi. Mieli 20 lat, gdy urodził się mój brat. Ślub wzięli 2 lata później, byli zakochani. Mama piękna, utalentowana. Tata przystojny rajdowiec. Olivia urodziła się, gdy skończyli 23 lata. Mieszkali w domu na obrzeżach miasta, żyli dobrze. I na koniec na świat przyszłam ja. Byłam z nimi tylko 4 lata. Zmarli mając 33 lata, jak ktoś mógł im to zrobić? Tak bardzo chciałabym zabić tą osobę własnymi rękami. Patrzyłabym z zimną krwią, jak umiera. Nie żałowałabym. Całe swoje życie spędziłam w domu dziecka, gdzie nikt mnie nie lubił. Byłam wyzywana, bita, samotna.

W domu od razu po przyjściu, poszłam do łazienki. Byłam roztrzęsiona, zapłakana. Zaczęłam szukać swojej starej przyjaciółki. Potrzebowałam jej, potrzebowałam czuć ból fizyczny, który maskował ból psychiczny. Chciałam zapomnieć, znaleźć się w innym świecie. Jednak nie mogłam znaleźć owego przedmiotu, zaczęłam wyrzucać rzeczy z pudełek. Byłam sfrustrowana, rozdrażniona.
Aż nagle zobaczyłam metalowy przedmiot na dnie ostatniego kartonu. Wyjęłam go i dokładnie obejrzałam.
Skupiłam się tylko na niej, na mojej wybawczyni. Na mojej ucieczce. Świat się zatrzymał. Byłam tylko ja i ona. Łzy kapały na podłogę, ale miałam to gdzieś.
Już chciałam to zrobić, już prawie zadałam sobie ból, ale poczułam, jak czyjeś ręce oplatają mnie, a żyletka wypada z mojej dłoni.
Zayn zamknął mnie w szczelnym uścisku, całował w wierz głowy. A ja stałam, jak zdębiała.
- Lucy, Lucy mów do mnie - obiło się o moje uszy.
Wydałam z siebie niezrozumiały jęk.
- Kochanie, słuchaj mnie. Wiem, że cierpisz, wiem, że nie dajesz rady, ale to nie jest sposób. Uwierz mi, jestem tu z tobą. Kocham cię, rozumiesz? Nigdy wcześniej nie kochałem nikogo tak, jak ciebie. Ty mnie zmieniasz, nie jestem już oziębłym sukinsynem. Ty rozjaśniłaś mój świat, dlatego proszę nie rań go. Pomyśl, że robiąc to sobie robisz to mi...nie, swoim rodzicom. Krzywdzisz ich. Lucy, to nie jest pomoc - szeptał, a ja zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Staliśmy przytuleni kilka minut, aż w końcu oderwałam się od niego.
- Dziękuję - przełknęłam ślinę, patrząc na niego.
- Nie masz za co - odparł, łapiąc mnie za rękę.
- Zayn, ty masz rodziców. Nie marnuj tego, powinieneś mieć z nimi kontakt. Nie wiesz, co to znaczy wychować się bez mamy i taty - załkałam, ocierając słoną ciecz.
- Pojedziemy do nich jutro, dobrze? - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Dobrze.

Po całym zdarzeniu, Zayn zrobił mi herbatę, którą wypiłam w jego objęciach na naszej kanapie. Potem umyłam włosy, wysuszyłam i rozczesałam je. Zrobiłam wyrazisty makijaż, nakręciłam kosmyki włosów lokówką. Wyglądały pięknie. Zeszłam na dół, położyłam obrus na stół. Sarah w czarnej sukience i brązowej kurtce już nakładała jedzenie do naczyń, najwidoczniej Zayn ją wpuścił. Harry w obcisłych spodniach, granatowo-białej koszuli i czarnej marynarce kładł prezenty pod naszą choinkę.
- Cześć, Lucy - przywitał się ze mną, a ja tylko posłałam mu lekki uśmiech.
Nasze kontakty nie są najlepsze, nie kłócimy się, ale też nie pałamy do siebie większą sympatią. Wciąż pamiętam, jak obojętnie podchodził do wykorzystywania mnie.
- Kochana, ja już wyjęłam indyka. Zaraz go zaniosę, parówki w cieście się jeszcze pieką - oznajmiła, nakładając brukselkę na talerzyk.
- Dobrze, ja poustawiam sztućce i talerze - zadeklarowałam się, otwierając szafki.
- Harry, pomóż nam - krzyknęła Sarah, a Styles po chwili znalazł się w kuchni.
Zaniósł indyka, a ja rozkładałam talerze.
- Gdzie Zayn? - zapytałam oschle.
- Poszedł do piwnicy - mruknął, kładąc talerz z mięsem.
Wróciłam z nim do kuchni, gdzie Sarah podawała chłopakowi kolejne rzeczy, które ma zanieść na stół.
- Lucy, idź się ubierz. My się tym zajmiemy - powiedziała dziewczyna, wyciągając parówki.
- Dziękuję.
Pobiegłam na górę, gdzie wyjęłam ubrania przygotowane na dzisiejsze spotkanie. Przebrałam się w beżową sukienkę, której góra ozdobiona była brokatem. Czarną marynarkę, buty w kolorze ecru. Do tego diamentowe kolczyki, pierścionek i oczywiście bransoletkę od Zayna.
Spryskałam ciało perfumami, po czym zbiegłam na dół. W tym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja poszłam otworzyć. Był to Liam w szarych spodniach, białej koszuli i szarej kamizelce oraz Rachel w białej sukience. Odwiesiłam ich kurtki, po czym wzięłam tort dla Louisa.
- Mam nadzieję, że się udał. Piekłam go dziś rano - oznajmiła, idąc za mną do kuchni.
- Okey, usiądźcie może na razie w salonie. Ja zaniosę go - powiedziałam, przechodząc przez salon.
- Przecież ja mam jeszcze ciasto świąteczne - rzekła Rachel, kładąc blaszkę na wyspie.
Zaczęliśmy rozkładać kolejne potrawy, a Harry i Liam siedzieli w salonie. Chwilę później usłyszałam głos Zayna. Wyszłam z kuchni, zobaczyłam Malika. Wyglądał cudownie w czarnych rurkach, białych air force i białej koszuli z podwiniętymi rękawami. Na rękach miał bransoletki. Był taki przystojny, mieć takiego faceta to szczęście.
Zaniemówił, gdy mnie zobaczył, co wywołało rumieńce na mojej twarzy. Podeszłam do niego, a on położył dłonie na mojej talii.
- Pięknie wyglądasz - skomplementował, przygryzając wargę.
- A to cholernie seksownie - mruknęłam, czerwieniąc się.
Malik zaśmiał się pod nosem, po czym położył palce na moim podbródku, podnosząc go.
- I tak nie przebiję ciebie - szepnął, patrząc mi w oczy.
Niestety, całą atmosferę przerwał dzwonek. Zayn wywrócił oczami, aby następnie otworzyć drzwi.
- Cześć Niall, o kurwa - usłyszałam i niemal natychmiast rzuciłam się do wejścia.
- Zayn? - pisnęła dziewczyna, która przyszła z Niallem.
Sarah i Rachel również wyjrzały zza salonu. Szybko podeszłam do nich, ujrzałam brunetkę o ciemnej karnacji w biało - czarnej sukience. Zayn i ona patrzyli na siebie zszokowani. Nie wiedziałam, o co chodzi.
- Co ty tu kurwa robisz? - warknął Malik, a ja złapałam go za rękę dla uspokojenia.
- Niall, nie mówiłeś, że twój przyjaciel to popieprzony wariat - burknęła do blondyna, a ja już zaczynałam jej nie lubić.
- Hej, laleczko. Hamuj się trochę - wystąpiłam w obronie swojego chłopaka.
- Wybacz złotko, ale kim jesteś? - zwróciła się do mnie zołzowatym tonem.
- Jego dziewczyną, złotko - odparłam z dumą, akcentując ostatnie słowo.
- Uważaj, żeby ciebie też nie pogrzebali za znajomość z nim - powiedziała, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Zayn, co ona mówi? - spytałam niepewnie, patrząc na chłopaka.
- Jest stuknięta - mruknął Mulat obojętnie.
- Ja? To przez ciebie Perrie nie żyje! - krzyknęła, a ja już wiedziałam o co chodzi.
- Zoe, spokojnie - wyszeptał Niall, łapiąc ją za rękę.
- O co tu chodzi? - jęknęłam, czując jak miękną mi nogi.
- Jestem przyjaciółką Perrie Edwards, która zginęła przez chory związek z nim - poinformowała owa Zoe.
- Niby w jaki sposób? - spytałam, ściskając mocniej dłoń Zayna.
- Zabili ją jego przeciwnicy, czy inni popaprańcy.
- Nie miałem na to wpływu, to nie moja wina. Nawet nie wiesz, jak bardzo cierpiałem po stracie jej. To miała być moja żona - odezwał się Zayn, a w jego oczach widziałam łzy.
- Jakoś niespecjalnie o nią dbałeś, skoro teraz nie żyje - fuknęła, zakładając ręce pod biustem.
- Myślisz, że mogłem coś zrobić? Nie wiedziałem, że oni to planują. Obwiniałem się, był pewny, że to przeze mnie. I po części było, ale nie mogłem jej uratować. Nie miałem pojęcia - tłumaczył Malik, a pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
Cały czas trzymałam go za rękę, patrzyłam też na Nialla, który próbował szukać pomocy we mnie.
- Ludzie, są święta. Zoe, to nie jest całkowicie wina Zayna. On nie mógł wiedzieć, był pewny, że ją chroni. Proszę, spędźmy ten dzień w zgodzie. Chodźcie - wtrąciłam się spokojnie.
- Dobrze - powiedzieli zgodnie, ale oboje byli wciąż źli na siebie.
- Jestem Zoe - przedstawiła mi się dziewczyna.
- Lucy - uścisnęłam jej rękę.
Udaliśmy się do salonu, gdzie zostawiłam ich. Poszłam do kuchni, gdzie zastałam Sarah i Rachel.
- Co to za świruska? - szeptem spytała mnie Sarah.
- Zoe, dziewczyna Nialla. Przyjaciółka Perrie, obwinia Zayna za jej śmierć - mruknęłam, wypuszczając powietrze ze świstem.
- Darła się, jak opętana - skwitowała Rachel.
I nagle znowu usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć. Była to Melissa w czarnej sukience i czerwonych butach, a tuż za nią Chris.
- Cześć, czika! - wrzasnął przyjaciel, przytulając się do mnie zanim zrobiła to Mel.
- Dzięki, idioto - burknęła blondynka, wieszając swoją kurtkę.
- Hej, Chris - uśmiechnęłam się.
- Chodźcie - zaprosiłam ich do środka.
Weszliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy.
- To jest Melissa i Chris - przedstawiłam ich, po czym zostawiłam, idąc kolejny raz otworzyć drzwi.
Tym razem był to Louis.
- Hej, księżniczko - obdarował mnie przytuleniem.

Chwilę później siedzieliśmy wszyscy przy stole, nie były to typowe święta. Po prostu jedliśmy rozmawiając, ja siedziałam obok Zayna i Chrisa, który lustrował moich kolegów.
- Mami, a gdzie jest lazania? - zapytał po chwili, zajadając się indykiem.
- Zrobiłam tylko dla ciebie, więc dam ci do domu - szepnęłam mu do ucha.
Spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem, po czym wrócił do jedzenia. Cieszyłam się, że mogliśmy miło spędzić czas. Zoe również się rozluźniła i rozmawiała z nami. Zayn cały czas unikał kontaktu wzrokowego z nią.
Po chwili poczułam, jak położył rękę na moim kolanie. Spojrzałam na niego mrożącym wzrokiem, a ten sunął dłonią do góry. Zatrzymał się na udzie, pod sukienką.
- Lucy, co robicie na sylwestra? - usłyszałam nagle głos Rachel.
- Ja i Zayn wyjeżdżamy do Nowego Yorku do mojego rodzeństwa - poinformowałam, krojąc parówki.
- A wy? - dodał Malik ochrypłym głosem.
- Świętujemy z moimi rodzicami i bratem - odparła Rachel z uśmiechem.
- Ja i Sarah lecimy do Paryża - wtrącił Harry, a ja spojrzałam na jego dziewczynę. Dlaczego mi nie powiedziała?
- A ty, Chris? - spytała Sarah, ratując się od masy pytań.
- Pójdę do gejowskiego klubu się zabawić, wyrwę jakieś ciasteczko - stwierdził obojętnie, krojąc warzywa.
Wszyscy skończyli jeść, a ja spojrzałam jednoznacznie na dziewczyny. Czas zacząć urodziny Louisa.
- Dziewczyny pomożecie mi w kuchni? - zapytałam, wstając od stołu.
Szybko zniknęłyśmy, ja od razu wzięłam tort. Wbiłam świeczki z cyferkami 23, Sarah wyjęła szampana z lodówki, a Rachel prezent z szafki. Zoe stała speszona.
- Louis ma urodziny - poinformowałam, zapalając świeczki.
- Nie wiedziałam, dopiero co poznałam wasze towarzystwo - wymamrotała, przygryzając wargę.
- Spokojnie, weź tacę z kieliszkami - poleciłam, pokazując na przedmiot.
Odetchnęłyśmy, wychodząc z kuchni. Udałyśmy się do salonu, głośno śpiewając "Sto lat". Chłopaki również się dołączyli. Louis na początku roześmiał się, po czym złapał się za brodę.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknęliśmy wszyscy, a Lou zdmuchnął świeczki.
Wziął ode mnie tort i postawił go na stole. Chwilę później złapał mnie w tali, lekko uniósł przytulając szczelnie.
- Dziękuję, księżniczko - wyszeptał mi do ucha, po czym musnął ustami mój policzek.
- Kocham cię, Lou - powiedziałam, gdy postawił mnie na ziemię.
Sarah rozdawała nalewała szampana, a Zoe rozdawała kieliszki. Rachel natomiast dała mu prezent oraz złożyła życzenia, za co podziękował przytuleniem.
Otworzył pudełko, w którym był jego wymarzony Rolex, na który się złożyliśmy.
- O mój boże, dziękuję - rzekł, patrząc na nas.
Założył zegarek na prawą rękę, aby następnie podziękować każdemu. Wypiliśmy szampana za niego, aż w końcu ktoś krzyknął, że czas na prezenty.
Przenieśliśmy się do salonu, gdzie każdy zajął miejsce na kanapie. Zayn włączył spokojną muzykę z głośników, a wszyscy zadecydowaliśmy, że Louis będzie rozdawał wszystkim prezenty. Jako pierwszy powędrował do Sarah. Dziewczyna otworzyła go, był to klucz. Harry podszedł do niej i złapał za rękę.
- Kochanie, znamy się już tyle czasu. Proszę zamieszkaj ze mną, stwórzmy normalną rodzinę. Brakuje mi ciebie, gdy siedzimy sami w swoich mieszkaniach. Kocham cię - powiedział, a dziewczyna rzuciła mi się na szyję.
Następny był dla Nialla, ode mnie. Był to kubek z otworem, gdzie można włożyć ciasteczka i dwie koszule.
Następne prezenty wędrowały do Liama, Harrego i Rachel. Zaraz potem Louis podał mi dwa pakunki. Pierwszy był od niego, zdarłam opakowanie, a moim oczom ukazał się Macbook Air.
- Louis - jęknęłam, widząc cholernie drogiego laptopa. - Dziękuję.
Rzuciłam mu się na szyję, co wywołało u niego śmiech. Następny prezent był od Liama i Rachel. Znalazłam w nich torbę na laptopa i perfumy Guerlain L'instant magic.
Gdy Chris dostał prezent ode mnie, musiałam po prostu patrzeć na jego reakcję. Był to płaszcz, który tak bardzo podobał mu się, gdy byliśmy razem na zakupach.
Po zobaczeniu go pisnął, a następnie rzucił mi się na szyję.
- Matko, kocham cię! - mówił, zamykając mnie w szczelnym uścisku.
- Wiem - zaśmiałam się, ściskając go.
Chwilę później prezent od Harrego i Sarah dostał Zayn. Była to marynarka. Spodobała mi się.
Malik siedział na oparciu kanapy, a ja postanowiłam podejść do niego. Oparłam się, a chłopak położył dłonie na moim brzuchu.
Kolejne prezenty jakie dostałam to Louboutiny od Sarah i Harrego, case na telefon oraz książkę od Nialla z Zoe.
W końcu przyszedł czas na podarunek dla Melissy ode mnie. Dziewczyna odpakowała go i wrzasnęła, wyjmując sukienkę od Chanel.
- Kurwa, dziękuję - krzyknęła, przytulając mnie. - Jesteś najlepsza!
Następny prezent, jaki powędrował do był od Chrisa. Odpakowałam go, nie wierząc w to, co widzę. W torebce była seksowna bielizna z Victoria's Secret.
- Jesteś pojebany - zaśmiałam się, patrząc na niego.
- Malikowi się spodoba - mrugnął do mnie, a Zayn podniósł się i zajrzał do pudełka.
- Oj na pewno - mruknął, a ja zrobiłam się czerwona, jak burak.
Wyciągnęłam też kilka lakierów do paznokci i zestaw bransoletek.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.
- Chcę cię w tym zobaczyć, dzisiaj - usłyszałam seksowny szept Zayna.
Zdębiałam, nie odzywając się. Nie ma opcji, że to założę. Niech on nawet na to nie liczy.
I nagle Louis podał Zaynowi prezent ode mnie, spojrzałam na przyjaciela. Bałam się, że nie spodoba mu się prezent. Gdy odpakowywał go moje serce biło, jak szalone. Przełykałam nerwowo ślinę, zaciskając ręce w piąstki.
Zayn wyjął pierwsze zdjęcie, byliśmy na nim razem. Spojrzał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chwilę później wziął do ręki fotografię, na której stałam w kuchni. Zaśmiał się pod nosem, przygryzając wargę. Wyciągnął dwa kolejne, oglądał je chwilę. Odłożył je na kanapę, po czym złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.



Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, dłonie położył na mojej talii. Usiadłam mu na kolanach, nie przerywając. Nasze języki rozpoczęły wojnę między sobą, wplotłam palce w jego włosy. Kamień spadł mi z serca, prezent mu się podobał. Czułam się wspaniale.
Uwielbiałam ten nasz związek pełen miłości, czułości i szczęścia. Mogłabym trwać w nim do końca życia.
- Dziękuję, jesteś wspaniała - wymruczał, odrywając się ode mnie.
- Wiem, że chcesz się do niej dobrać, ale my też tu jesteśmy - warknął Chris, po czym roześmiał się.
Zachichotaliśmy po nosami, a ja przekręciłam się tak, aby oglądać dalej prezenty. Dostałam kolejne dwa, pierwszy od Melissy czyli profesjonalna paleta do makijażu z Maca i kilka naszych zdjęć w ramce. Podziękowałam jej, dając buziaka w policzek. Następny był mały, po chwili okazało się, że jest od Zayna. Denerwowałam się, ręce mi się trzęsły, gdy go otwierałam.
Ściągnęłam wieczko, a moim oczom ukazał się klucz. Klucz do samochodu. Myślałam, że zemdleję. Zayn kupił mi auto...
- Stoi w garażu, chcesz zobaczyć teraz? - wyszeptał, przygryzając płatek mojego ucha.
Jasna cholera! Całe szczęście, że mam drugi prezent dla niego, który kosztuję podobnie, jak ten wóz.
- Tak.
Udaliśmy się wszyscy do garażu, Zayn otworzył drzwi, a ja zobaczyłam białego Fiata 500. Mój wymarzony samochód. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, natychmiast podbiegłam do swojego nowego Fiata, usiadłam na miejscu kierowcy. Był idealny.
- Ale wsiądziesz do niego dopiero po kursie, który umówiłem na tydzień po naszym powrocie ze Stanów - powiedział Malik, a ja zamarłam.
Przecież on nic jeszcze nie wie, a ja musiałam go uświadomić, że nie będę w stanie wtedy zaczynać kursu.
Po obejrzeniu samochodu wróciliśmy do środka. Jedliśmy tort Louisa, rozmawialiśmy. A ja uznałam, że nadszedł czas dać solenizantowi specjalny podarunek tylko ode mnie.
Wzięłam go z szafki, udałam się do salonu, ale nie zastałam tam Tomlinsona.
- Wiesz, gdzie jest Louis? - zapytałam Zoe, która rozmawiała z Niallem, Harrym i Sarah.
- Chyba w kuchni - mruknęła, a ja udałam się w tamtym kierunku.
Za nim weszłam, usłyszałam kawałek rozmowy Louisa i Zayna.
- Widzę, że robicie krok do przodu.
- Przestań.
- Proszę cię, gdyby nas tam nie było to pewnie byś ją pieprzył.
- Nie, wątpię w to. Wciąż tego nie robiliśmy.
- Jak to nie?
- No nie. Ona nie chce.
- Zayn, ta dziewczyna dużo przeszła i po prostu się boi. A jeśli ty ją skrzywdzisz to będę w stanie urwać ci jaja.
- Spokojnie, ja ją kocham.
- Ona ciebie też.
- Louis, ja już nie wytrzymuję. Potrzebuję seksu, ale ona mi na to nie pozwala. Wiesz, jaki byłem wcześniej.
- Nie możesz jej do tego zmusić.
- Nie chcę.
- Chyba nie myślisz o...
- Kocham ją, jest całym moim światem, ale nie mogę już wytrzymać.
- Nawet nie myśl o łażeniu po burdelach, a co do tego to musisz czekać. W końcu ci na to pozwoli.
- Teraz ma okres, więc nie mam na co liczyć. Nie wiem, co mam robić.
Nie mogąc tego słuchać, schowałam się za ścianą i położyłam dłoń na ustach. Ból w moim sercu był nie do zniesienia. Zayn myślał nad pójściem do burdelu. Chciał mnie zdradzić, bo nie mogłam dać mu tego, czego chciał. Zamknęłam oczy, próbując się uspokoić.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do kuchni.
- Louis, mam coś dla ciebie - rzekłam, podchodząc do niego.
Podałam mu torebkę, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wziął ją ode mnie i wyjął antyramę z naszymi zdjęciami. Z tyłu były napisane życzenia od serca, Louis czytał je, a z jego oka poleciała jedna łza.
- Lucy, to najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem - wychlipał, przytulając mnie.
Staliśmy chwilę w uścisku, aż Louis ucałował wierz mojej głowy.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i tylko dzięki tobie staram się być lepszym człowiekiem - oznajmił, patrząc mi w oczy.

Goście poszli po 11pm, na szczęście pomogli mi sprzątać, więc nie musiałam siedzieć do nocy w kuchni. Byłam zmęczona, chciałam iść spać, ale bałam się. Bałam się zasypiać przy własnym chłopaku, który zastanawia się, czy mnie zdradzić i nie mówi mi rzeczy zagrażających mojemu życiu. A już jutro mamy jechać do jego rodziców...
Zasypiając w jego ramionach, rozmyślałam, co mam robić. To mnie przerastało.
________________________________________________________________

Witajcie :) Przepraszam, że rozdział pojawia się po tak długim czasie, ale nie wiedziałam, czy coś napisać. Pod ostatnim postem było tylko 5 komentarzy...Kiedyś dobijaliście do 20, a nawet więcej. To po prostu przykre, bo ja się staram pisać, jak najlepiej i najczęściej. Chciałabym, żebyście komentowali moją pracę, ponieważ to wielka motywacja, dodaje chęci do pisania. Proszę was.
Czy chcielibyście zakładkę z okolicą? Tzn. dodałabym tam zdjęcia domów, aut itp. Piszcie w komentarzach!!
O to i świąteczne spotkanie! Co o nim myślicie? Zayn chyba zaczyna kombinować...

-Komentarze karmią wenę.
~.Miley♥


sobota, 27 czerwca 2015

~.38.~

Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Poli ♥ 


Zimowy grudzień w Londynie wygląda wspaniale, miasto oświetlone tysiącami lampek. Wszyscy w świątecznym nastroju, biegają po prezenty. Ulice pełne są ozdób oraz wystaw sklepowych z promocjami na Boże Narodzenie.
Przez cały listopad skupiłam się na szkole, rodzinie. Moje oceny się poprawiły, a odnośnie pozostałych krewnych na razie nie szukałam informacji. Lekcje mnie przerosły, do tego musiałam ostro pracować nad swoim ciałem. W końcu mam swój wymarzony płaski brzuch, a taniec mi w tym pomógł. Czułam się wspaniale występując z nowymi układami.

Obudziłam się wtulona w Zayna, który wciąż spał. Wyglądał tak pięknie, jego usta były lekko rozchylone. Oczy całkowicie zamknięte, oddychał spokojnie. Ucałował policzek chłopaka, po czym wzięłam swój telefon i zrobiłam nam zdjęcie. Następnie pstryknęłam fotkę tylko Malikowi, ustawiłam ją na tapetę.
I wtedy Malik obudził się, uśmiechając się do mnie.
- Dzień dobry - powiedział, przeciągając się.
- Cześć - pocałowałam go delikatnie.
- Boże, jesteś taka piękna - wyszeptał, patrząc na mnie uwodzicielskim wzrokiem.
- Kocham cię - uśmiechnęłam się, kładąc dłoń na jego policzku.
Nagle naszła mnie myśl, która dręczyła mnie od dawna. Co robimy na święta? Wciąż nie wiedzieliśmy, jak je spędzamy, a ja wpadłam na pomysł, aby pojechać do jego rodziców. Jednak nie był to łatwy temat, bo ten nie miał z nimi kontaktu od kilku lat.
- Zayn, gdzie masz zamiar spędzić święta? - zapytałam niepewnie, przygryzając wargę.
- Z tobą, w domu - mruknął, całując mój obojczyk.
- Nie uważasz, że po tylu latach może powinieneś odwiedzić rodziców? Oni na pewno za tobą tęsknią...
- Nie, oni nie chcą mnie widzieć - burknął, odwracając się.
- To twoi rodzice, oni cię kochają. Myślę, że powinieneś pojechać do nich na święta. Na pewno się ucieszą, a teraz ja wstaję. Przemyśl to - odrzekłam, po czym wygramoliłam się z łóżka.
Zostawiłam Zayna leżącego z własnymi myślami, weszłam do łazienki, gdzie od razu umyłam zęby i rozczesałam włosy. Na szczęście miesiączka już mi się skończyła, poszłam do garderoby. Wzięłam ubrania, aby następnie wrócić do toalety. Wykonałam delikatny makijaż, spryskałam się perfumami. Ubrałam się ciepło, do czarnej, skórzanej torebki wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy i udałam się na dół. W kuchni przygotowałam sobie śniadanie oraz kubek gorącej herbaty. Posprzątałam po sobie, a chwilę później zszedł Zayn w samych bokserkach.
- Ubierz się, bo będzie ci zimno - mruknęłam, ale tak naprawdę uwielbiałam patrzeć na jego ciało.
- Ty mnie rozgrzejesz - mrugnął do mnie z parszywym uśmieszkiem, otwierając lodówkę.
- Z pewnością - powiedziałam, gdy podszedł do mnie i od tyłu położył dłonie na moim brzuchu.
Jednocześnie oparł głowę o moje ramię, całując je kilkukrotnie.
- Podrzucę cię do Westfield, bo akurat mam spotkanie w tych okolicach. Poczekaj na mnie 10 minut - oznajmił po chwili, a następnie wbiegł po schodach na górę.
Postanowiłam usiąść na kanapie, wzięłam laptopa Zayna i posprawdzałam kilka interesujących mnie rzeczy. Wciąż nie miałam swojego, bo z braku czasu nie byłam w stanie go zakupić. Ciągle mi coś wypadało.
W końcu jednak Malik ubrany w szare, jeansowe spodnie, biały tshirt z nadrukiem, szarą bluzę i do tego włożył jeanosową katanę.
- Idziemy? - odparł, zakładając buty.
Wstałam bez słowa i założyłam swoją, beżową kurtkę, czapkę, szalik oraz rękawiczki. Wyszliśmy z domu wsiadając do jego Range Rovera, którego wprost uwielbiałam. Włączyłam radio, z którego akurat leciały wiadomości.
Nie zainteresowały mnie, więc postanowiłam napisać sms do Fabio.

Lucy
19 grudnia 2014 10:17 am
> Cześć Fabio, co u ciebie?<

Fabio
19 grudnia 2014 10:19 am
>Wszystko dobrze, nie mogę spać, a w NYC jest 5 rano, ja już na nogach ;c<

Lucy
19 grudnia 2014 10:20 am
> A co się stało, że nie śpisz?<

Fabio
19 grudnia 2014 10:21 am
>Moja rodzina przylatuje z Włoch za 40 minut i razem z Danielem jedziemy ich odebrać<

Lucy
19 grudnia 2014 10:23 am
>To świetnie! Pozdrów ich ode mnie ;)<

- Z kim tak piszesz? - prawie podskoczyłam na siedzeniu, gdy z zupełnej ciszy wyrwał mnie głos Zayna.
- Z Melissą - skłamałam, przygryzają wargę.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił, a ja spojrzałam na niego.
- Louis mnie odbierze, kupię też prezenty od ciebie. Kocham cię, pa - powiedziałam, całując chłopaka w policzek, a następnie wysiadłam z pojazdu.
Udałam się do wejścia, gdzie czekał już na mnie Chris.
- Cześć, czika. Gotowa na szalony shopping? - odparł uradowany, przytulając mnie i dając buziaka w policzek.
- Z tobą zawsze - uśmiechnęłam się, ściągając czapkę i chowając ją do torby.
Stanęliśmy na ruchomych schodach, które wiozły nas do góry.
- Jak tam z Malikiem? - zapytał Chris, rozpinając swój płaszcz.
- Namawiam go, żebyśmy pojechali na święta do jego rodziców - wyszeptałam nieprzekonana do tego.
- Wiesz, że to taki bad boy kochanie. On chyba nie chce, żeby jego rodzina wiedziała, że taki jest. Zostawił ich i nie odzywał się od kilku lat, ale myślę że jesteś w stanie go przekonać - mówił przyjaciel, ściągając swoje odzienie.
- No racja, dobra chodźmy na podbój sklepów, bo nie zdążymy - posłałam mu uśmiech, aby następnie udać się na wielkie zakupy.

Po godzinie miałam już prezent dla Sarah, a Chris dla siostry. Usiedliśmy w Starbucks, ja zamówiłam waniliowe latte, a mój przyjaciel americano.
- Myślisz, że moja siostra się ucieszy z tego ipoda? - spytał Chris, gdy czekaliśmy na swoje zamówienia.
- Chris, ona ma 15 lat. Będzie wniebowzięta - zaśmiałam się, odbierając kawę.
- To dobrze, dokupię jeszcze jakieś słodycze i pomożesz mi wybrać sweter świąteczny - wymamrotał, biorąc łyk swojego gorącego napoju.
- Jasne, a ja nie wiem, co kupić wszystkim. A wybieram też za Zayna - mruknęłam, siadając na fotelu.
- Napijmy się i jeszcze czegoś poszukamy - powiedział, kiedy patrzyłam na piękną bransoletkę, którą kiedyś dostałam od Malika.

Wchodząc do sklepu Chanel byłam wprost oczarowana sukienką, którą zobaczyłam na wystawie. Od razu postanowiłam ją kupić Melissie. Ona tyle razy mówiła, że marzy jej się ta firma, ale nie ma pieniędzy na oryginał. Mnie było na nią stać, więc wybrałam rozmiar przyjaciółki i poszłam sama przymierzyć. Weszłam do przebieralni, a następnie rozebrałam się. Narzuciłam białą suknię, po czym wyszłam do Chrisa, który gdy mnie zobaczył stanął w bezruchu z otwartą buzią.
- Czika, wyglądasz zajebiście - powiedział, biorąc mnie za rękę i okręcając w okół mojej osi.
- Dziękuje, ale ona jest dla Mel - uśmiechnęłam się, patrząc w lustro.
- Co ubierasz na święta? - zapytał przyjaciel, patrząc na zimowy płaszcz.
- Nie wiem, nie mam nic fajnego - mruknęłam obojętnie, przejeżdżając dłońmi po materiale.
- Musimy ci kupić coś, czym uwiedziesz Malika - rzekł Chris, kładąc dłonie na mojej talii.
- Nie wiem, czy mam tyle kasy. Musimy jeszcze kupić coś dla jego rodziny w razie czego - wymamrotałam, odwracając się do przyjaciela.
- Ile masz na karcie od Zayna? - spytał Chris.
- 30 tysięcy - odparłam po chwili namysłu.
- Żarty sobie robisz? - niemal wrzasnął, zwracając na siebie uwagę klientów sklepu. - Ja tyle przez pół roku nie zarobię za moją pensję kelnera na drugą zmianę, a twój facet daje ci tyle na zakupy?
- Chris, wiesz że Zayn ma kasę, ale ryzykuje życiem. Jeśli zdarzy się nie daj boże jakiś wypadek, ale złapie ich policja...
Na samą myśl Zayna za kratkami moje serce przyśpieszało, to byłoby nie do zniesienia. Nie poradziłabym sobie bez niego, za bardzo go kocham.
- Ale 30 tysięcy?! Ile Malik ma normalnie na koncie, nie na zakupy? - wyszeptał Chris, gdy weszliśmy razem do przebieralni.
- Nie wiem, nie chcę o tym rozmawiać - burknęłam, gdy chłopak rozpinał zamek sukienki.
Ściągnęłam ją i odwiesiłam na wieszak, a następnie ubrałam się. W tym czasie Chris, który wciąż był ze mną w przebieralni poprawiał swoją fryzurę.
Wyszliśmy z niej, a Chris znowu patrzył na płaszcz, który znalazł wcześniej.
- Jaki on jest zajebisty - mruknął, pożerając wzorkiem ubranie.
- Chodź - pociągnęłam go za rękaw i razem udaliśmy się do kasy.
Zapłaciłam za sukienkę, aby następnie ruszyć w kierunku innego sklepu. Zostały mi jeszcze prezenty dla Zayna, Rachel, Liama i Louisa.
- Chcę kupić Rachel nowy telefon, bo teraz ma jakiegoś starego, popsutego samsunga - odparłam do Chrisa, który wyciągnął swojego iphone.
- A co dla Liama i Louisa? Bo nie będzie mi się chciało potem ruszyć swój seksowny tyłem z powrotem tutaj - mruknął z uśmiech, po czym klepnął się w lewy pośladek.
- Głupi jesteś - zaśmiałam się. - Mam tylko nadzieję, że moje zdjęcia spodobają się Zaynowi.
- Spodobają na pewno, gdy ciebie nie będzie to on na stówę będzie się przy nich masturbował - powiedział z uśmiechem, a ja wybuchłam śmiechem.

Gdy miałam już prezenty dla przyjaciół, zostało mi jedynie kupić podarunki dla rodziców i sióstr Zayna. Prawda była taka, że nie miałam pojęcia, co lubią. Zdezorientowana oraz zmęczona po zakupach usiadłam na ławce.
- Co chcesz kupić mamie Zayna? - spytał Chris, kładąc swoje torby na ziemię.
- Nie wiem, ja ich w ogóle nie znam - wymamrotałam zrezygnowana.
- Sprawdź na facebooku - zaproponował przyjaciel, wyciągając telefon. - Wiesz, jak się nazywają?
- Pamiętam, że Waliyha Malik to jego siostra - odparłam po zastanowieniu.
Chris szybko wstukał w wyszukiwarkę facebooka nazwisko siostry Malika, po czym zaczęliśmy przeglądać jej zdjęcia.
- Ma iphone 5, więc możemy kupić jej case'a - odrzekł chłopak, gdy zobaczyliśmy zdjęcie Waliyhy z telefonem.
- Dobrze, a to jest chyba druga siostra Doniya - powiedziałam, wskazując na selfie Wal i drugiej siostry Zayna.
Chris wszedł w jej profil, oglądnęliśmy kilka zdjęć.
- Ile ci zostało na koncie? - zapytał po chwili, patrząc na mnie.
- Wydaliśmy już 24 tysiące, więc zostało 6 tysięcy - odpowiedziałam po kalkulowaniu.
- Kupmy jej Kors'a, każda kobieta chce go mieć - mruknął Chris.
- A mamie?
- Szalik Louis'a Vuittona - odrzekłam wstając z ławki.

Tak o to mając ponad 20 toreb szłam z obładowanym Chrisem do wyjścia z Westfield, oboje targaliśmy prezenty na święta. Byłam cholernie zmęczona, ale zadowolona, że udało mi się kupić prezenty dla wszystkich, oprócz Chrisa.
- Louis cię odbiera? - zapytał przyjaciel, gdy wyszliśmy na dwór.
- Tak, zawozi mnie na sesję dla Zayna - odrzekłam, stawiając torby na ziemi.
- Po mnie mama przyjedzie - oznajmił, wyciągając telefon.
- Dobra, widzę Louisa. Spotkamy się jeszcze 24 grudnia, pa kochanie - powiedziałam, przytulając go.
- Pa, czika - krzyknął, gdy odchodził w stronę auta matki.
Louis podjechał chwilę później, a ja pomachałam mu, aby mnie zobaczył.
- Cześć, księżniczko - przywitał się, dając mi buziaka w policzek.
- Hej, stęskniłam się - powiedziałam radośnie.
- Naprawdę? - prychnął, wsadzając prezenty do bagażnika.
- O co ci chodzi? - zapytałam zniesmaczona jego zachowaniem.
Wsiedliśmy do auta, a przyjaciel ruszył.
- Mi? O nic - wymamrotał obojętnie.
- Przecież widzę, Lou. Powiedz - wyszeptałam, kładąc rękę na jego kolanie.
- Ja ledwo przeżyłem i musiałem leżeć w łóżku cały miesiąc, a ty już sobie mnie wymieniłaś na jakiegoś Chrisa - burknął, zatrzymując się na światłach.
- Louis, proszę cię. Owszem, Chris jest moim przyjacielem, ale tak samo jak ty. Nie wymieniłam cię, jesteś moim przyjacielem, pierwszym przyjacielem. To ty mnie wszystkiego nauczyłeś, pokazałeś mi świat od lepszej strony i pomogłeś walczyć o życie, które mi z resztą uratowałeś. A ja ratowałam twoje, kocham cię oraz nigdy nie przestanę - mówiłam, patrząc na niego, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Lucy, nie płacz. Ja po prostu czułem się, jak piąte koło u wozu, gdy ty ciągle spędzasz czas z Chrisem i Melissą. Z Sarah nie spotykałaś się chyba od listopada, reszta też czuje się zaniedbana - rzekł po raz pierwszy lustrując mnie wzrokiem.
- Wiem, ale Chris i Mel to znajomi ze szkoły, więc jakoś częściej się widujemy. Jednak wiesz, że 24 grudnia robimy wspólną imprezę i zobaczę się ze wszystkimi - uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham cię, księżniczko - wyszeptał, zatrzymując się pod wielkim budynkiem.
Wysiedliśmy z samochodu, aby następnie ruszyć do środka. Udaliśmy się do windy, a Lou wcisnął przycisk z numerem 12.
- Dziękuję, że ze mną przyjechałeś - odparłam po chwili.
- Po to jestem - posłał mi lekki uśmiech.
- Mam nadzieję, że Zaynowi się spodoba - mruknęłam, przygryzając wargę.
- Spodoba się na pewno - pocieszył mnie Louis.
Drzwi rozsunęły się, a my wysiedliśmy z windy udając się do recepcji.
- Witamy w Domino Photography, w czym mogę służyć? - odrzekła brunetka siedząca za ladą.
- Jestem umówiona na sesję z Albertem Black, Lucy Collins - poinformowałam zgodnie z prawdą.
- Już sprawdzam - mruknęła klikając coś w komputerze. - Dobrze, proszę udać się do pokoju 4, na końcu korytarza.
Posłałam jej wdzięczny uśmiech i razem z Lou pognaliśmy w stronę wskazanego pomieszczenia, pociągnęłam za klamkę. Zobaczyłam dosyć dużą garderobę pełną ubrać oraz kosmetyków, dwie kobiety, jednego mężczyznę.
- Lucy Collins? Jestem Albert Black - podszedł do mnie mężczyzna, podając mi rękę.
- Tak, miło mi pana poznać - ścisnęłam jego dłoń.
- Zaraz ustalimy wszystkie szczegóły dotyczące sesji - oznajmił, witając się z Louisem.
Podeszliśmy do wieszaków, z których wybraliśmy 4 stylizacje. Najpierw ubrałam się w białą sukienkę, a makijażystka wykonała na mojej twarzy delikatny make up. Fryzjerka stworzyła z moich włosów cudowny, artystyczny nieład. Przeszliśmy do studia, gdzie na moje życzenie stworzono a'la sypialnię. Położyłam się na łóżku i wedle poleceń fotografa pozowałam. Gdy uznaliśmy, że z tym lookiem koniec, poszłam przebrać się w kolejny zestaw ubrań.

Kiedy zdjęcia miałam już gotowe poszłam się przebrać, gdy jednak wciąż ubrana byłam w sweterek i majtki oraz wysokie obcasy podszedł do mnie Louis.
- Wyszło pięknie, Zayn padnie - powiedział, przytulając mnie mocno.
- Dziękuję, a teraz lecę się przebrać, bo cycki mi wypadną spod tego swetra - zaśmiałam się pod koniec.
- Lucy, czekaj. Zayn dzwonił i pytał, gdzie jesteśmy. Powiedziałem, że poszliśmy na obiad i mały spacer - oznajmił, na co kiwnęłam głową.
Wróciłam do garderoby i założyłam swoje ubrania, następnie wyszłam. Odebrałam zdjęcia już w formacie na prezent, a następnie razem z Lou zjechaliśmy na dół.

Gdy wróciłam do domu zdjęłam buty, od razu prezenty schowałam w piwnicy, od której zabrałam kluczyk. Wróciłam do przedpokoju, gdzie zdjęłam kurtkę, szalik, czapkę i rękawiczki. Następnie udałam się do kuchni, z której unosił się cudowny zapach. Zobaczyłam tam Malika, siedzącego przy zastawionym stole.
- Cześć, kochanie - posłał mi dumny uśmiech.
- Hej, jejku. To cudowne, aż muszę zrobić zdjęcie - odparłam, wyciągając telefon z torebki.
Szybko sfotografowałam Zayna przy stole, po czym dałam mu namiętnego buziaka. Usiadłam na krześle, a następnie zabrałam się za pałaszowanie. To był tak wspaniały wieczór.

________________________________________________________________
Witajcie po 38 rozdziale :) Mam nadzieję, że wam się spodobał, bo ciężko mi się pisało o świętach, gdy są wakacje ☺☺
A pro po w końcu mamy wakacje! Kto się cieszy? Ja na pewno, dla was oznacza to częstsze rozdziały ;) A jak tam świadectwa?
Kochani życzę wam wesołych, bezpiecznych wakacji :*
Wróćmy do spraw Life'a, otóż 1 część tego bloga będzie naprawdę długa i podejrzewam, że napiszę może ponad 60 rozdziałów. Za to druga maksymalnie 30, chyba że najdzie mnie wena.
Wrócił Lou! Co prawda mało go dziś było, ale jednak ;) W następnym powrócą wszyscy bohaterowie, którzy ostatnio nie pojawiali się na blogu.
Kocham was mocno!! I dziękuje za niewiarygodne 42k wyświetleń ♥
Zapraszam was bardzo na moje drugie opowiadanie - KLIK

niedziela, 14 czerwca 2015

~.37.~


Koniecznie przeczytaj notkę pod rozdziałem i odpowiedz na pytania!!

W pudełku leżał miedziany klucz, prawdopodobnie od domu Zayna. Byłam w szoku, czy on chcę, żebym z nim zamieszkała?
- Proszę cię, Lucy. Wprowadź się do mnie, tak na stałe - powiedział, patrząc na mnie z nadzieją.
- Jesteś pewien? Nie chcę żyć na twoją rękę - mruknęłam, obracając klucz w ręce.
- Tak, a dla mnie to żaden problem. Do tego i tak masz swoje 20 milionów funtów za wyścig - rzekł, łapiąc mnie za drugą dłoń.
- No nie wiem, to...
- Proszę cię - przerwał mi, chwytając ręką mój podbródek i unosząc go.
- Muszę się zastanowić, a teraz musimy chyba zrobić zakupy, prawda? - odparłam, wstając z krzesła.
Miałam mieszane uczucia, co do jego propozycji. Cały czas o tym myślałam. Gdy wsiedliśmy do auta, a Zayn ruszył w stronę sklepu nie mogłam zmienić toku swoich refleksji. Deszcz wciąż atakował Londyn, a ja patrzyłam przez okno. Czy naprawdę mogłabym zamieszkać z Zaynem? Żyć z nim w jednym domu, jak para? Spać w jednym łóżku?
- Lucy, idziesz? - usłyszałam nagle, odwróciłam się i zobaczyłam Zayna wychodzącego z auta.
- Tak.
Wysiadłam ostrożnie z ogromnego Range Rovera, po czym pobiegłam szybko do wejścia Tesco. Wzięliśmy wózek i udaliśmy się na dział z owocami i warzywami. Zaczęłam bez słowa pakować potrzebne artykuły spożywcze, gdy nagle poczułam ręce Zayna na swoich biodrach. Objął mnie, następnie pocałował w policzek. Odwróciłam się dopiero po chwili, a on już oddalił się rozmawiając przez telefon.
Powróciłam do robienia zakupów, przeszłam prawie wszystkie działy. Wzięłam to, co nam potrzebne i skierowałam się do kasy, gdzie zobaczyłam Zayna, który właśnie kończył rozmowę.
- Przepraszam, to coś ważnego - mruknął, wyciągając zakupy na taśmę.
- Mhm, okey - wymamrotałam, kładąc paczki herbaty.
Szybko uporaliśmy się z zakupami i Zayn wziął obie siatki, po czym zapakował je do bagażnika. Zajęliśmy miejsca, aby następnie ruszyć do jego domu. Włączyłam radio, by cisza między nami, nie była tak denerwująca. Wciąż miałam odruchy wymiotne, ale na szczęście nie zwróciłam w aucie.
Gdy podjechaliśmy pod dom, wysiadłam i od razu ruszyłam do łazienki. Nie zdejmując butów, wbiegłam do środka, a następnie kucnęłam nad toaletą. Zwymiotowałam, brzuch znów mnie rozbolał. Za chwilę przybiegł Zayn, który trzymał mi włosy. Podziękowałam mu, po czym udałam się do łazienki na górze, gdzie umyłam zęby. Malik został na dole, aby rozpakować zakupy. A ja położyłam się na łóżku. Jutro muszę iść do szkoły, zacząć normalnie funkcjonować. Mam teraz tyle na głowie, które trzeba załatwić.
Wciąż nie byłam na grobie rodziców, nie wyjaśniłam wszystkiego odnośnie rodziny. Nie kontaktowałam się z dziadkami, krewnymi. Nie zabrałam się za naukę, przytyłam.
Zeszłam na dół, gdzie zastałam Zayna w kuchni. Wkładał jedzenie do lodówki.
- Jak się czujesz? - zapytał, patrząc na mnie.
- Lepiej - mruknęłam, siadając na krześle obrotowym przy wyspie.
Znów zapadła cisza, której nienawidziłam. Oparłam się o ręką o blat i patrzyłam na Malika.
- Zayn, musimy porozmawiać - wyszeptałam, przełykając ślinę ze zdenerwowania.
- Słucham - odrzekł, siadając obok mnie.
- Czy twoja propozycja jest dalej aktualna? - zapytałam, przygryzając wargę.
- Jest, cały czas - powiedział z lekkim uśmiechem.
- W takie razie zgadzam się, ale będziesz mi musiał w czymś pomóc - rzekłam radośnie, patrząc jak przejmuje go euforia.
- We wszystkim - wymamrotał, po czym wpił się mocno w moje usta.
Ujął moją twarz swoimi dłońmi, zszedł z krzesełka i podszedł do mnie. Objęłam go w talii, wciąż uczestnicząc w walce naszych języków. Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie, ciężko oddychając.
- Pomożesz mi pozałatwiać wszystko - oznajmiłam mu po naszym pocałunku.
- Co konkretnie? Od czego zaczynamy? - pytał, pijąc wodę.
- Chcę chodzić z tobą na siłownię - rzekłam pewna siebie.
- Co? - zdziwił się, lekko prychając.
- Mówiłeś mi kiedyś, że chodzisz na siłownię. Chcę chodzić z tobą - mówiłam nieco zdenerwowana kpiną w jego głosie.
- No dobrze, ja chodzę we wtorki, środy i soboty, ale ćwiczę długo i intensywnie - oznajmił poważnie, siadając ponownie obok mnie.
- Trudno, chcę schudnąć - bąknęłam, dopijając jego wodę.
- Nie musisz.
- Muszę i koniec, tak poza tym dziś jest wtorek, więc czemu nie idziesz na siłownię? - sarknęłam z cwaną miną.
- Bo odwołałem trening, żeby zostać z tobą - powiedział, jakby to było oczywiste.
- Ah, no tak - mruknęłam, przygryzając wargę.
- Nie rób tak kurwa, bo mi stanie - warknął, a ja oblałam się cholernym rumieńcem.
Siedziałam, jak osłupiała. Byłam w szoku, że naprawdę mogłam wywołać u niego takie podniecenie.
Niestety, wtedy wróciła Olivia przerywając nam nasze dziwne, niezrozumiałe sceny i dialogi.

Miesiąc później

- Kochanie, wstawaj do szkoły - obudził mnie słodki głos Zayna, który leżał obok mnie.
- Jezu, za co? - warknęłam, przecierając oczy.
- Wstawaj, wstawaj. Masz dzisiaj test z matematyki - mówił, głaszcząc mnie po policzku.
- Nie przypominaj nawet - mruknęłam, przeciągając się.
Wstałam ospale, po czym udałam się do łazienki. Umyłam dokładnie zęby, rozczesałam swoje czarne włosy. I wtedy do środka wszedł Zayn, który zaczął robić to samo, co ja.
- Idziesz dziś na siłownię? - spytał po chwili, gdy nakładałam podkład na twarz.
- Nie wiem, w końcu wtorek, ale wczorajsze tańce mnie wykończyły. A do tego powinnam pójść na grób rodziców, nie byłam tam dwa tygodnie - odparłam spokojnie.
- Napisz mi potem sms'a, bo muszę wiedzieć, czy odwołać - odrzekł, oplatając mnie w tali.
- Dobrze, zrobię to.
Udałam się do garderoby Zayna, która po części stała się też moją garderobą. Co prawda za nią jest taki pokój z telewizorem, kanapą, ale prawie nikt tam nie przesiaduje i większość moich ubrań leży właśnie w nim.
Wprowadziłam się do niego zaraz po tym, jak dał mi klucz. Już następnego dnia Liam i Sarah na pomagali. Olivia wróciła do Stanów 3 dni później, trudno mi było się z nią pożegnać. A na grobie rodziców od tamtego czasu byłam już z pięć razy. Pochowano ich na jednym z londyńskich cmentarzy, od dawna nikt tam nie zaglądał, więc razem z Zaynem i Melissą mieliśmy mnóstwo pracy, aby przywrócić nagrobek do nienagannego stanu. Louis'owi tydzień temu zdjęli gips z ręki, ale żebra wciąż go bolą. Oszczędza się.
Ja natomiast zaczęłam chodzić z moim chłopakiem na siłownię trzy razy w tygodniu, a za to w poniedziałki oraz czwartki uczęszczam na zajęcia taneczne do szkoły tańca. Pokochałam to.
W szkole jest coraz lepiej, moje oceny poprawiły się, ale i tak ledwo wyrabiam. To ostatnia klasa, zaraz studniówka i matura. Wciąż nie wiem, na jakie studia chcę iść.
Kilka dni temu były urodziny Rachel, bawiliśmy się w klubie kilka godzin, ale Zayn nie odstępował mnie na krok.
Wyjęłam ciepłe ubrania (bez okularów), które założyłam na siebie. Spryskałam ciało perfumami, dokończyłam makijaż i wrzuciłam do torebki wszystko, co mi potrzebne. Zbiegłam na dół, gdzie zastałam Zayna robiącego mi jajecznicę.
- Proszę - powiedział z uśmiechem, dając mi talerz.
- Dziękuje - rzekłam, zajadając się pysznym śniadaniem.
Po skonsumowaniu i wypiciu wybornej kawy, ruszyliśmy z Zaynem do auta. Zapięłam pas, po czym odpisałam Joelowi na sms'a.
- Wciąż nie wydałaś swoich pieniędzy - przypomniał mi Mulat, gdy wjechaliśmy do bardziej ruchomej części Londynu.
- Możemy iść jutro na zakupy, bo chcę kupić trochę nowych ubrań - odparłam, przeglądając telefon. - I komputer, bo ciągle korzystam z twojego.
- Dobrze, a teraz wysiadaj, bo się spóźnisz - powiedział, nastawiając się, a ja dałam mu soczystego buziaka.
Następnie wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę szkoły. Widziałam wzrok licealnych gwiazdeczek, gdy przyjechałam z Zaynem. On wygląda, jak Bóg.

- Jak wiecie pod koniec stycznia ma odbyć się studniówka, więc radzę wam już planować zaproszenia chłopaki - odparła na koniec nauczycielka, po czym zadzwonił dzwonek i razem z Melissą wyszłyśmy z klasy.
- Jak myślisz kto cię zaprosi? - zapytała blondynka, gdy przemierzałyśmy korytarz.
- Nie wiem, pewnie pójdę sama lub zostanę z Zaynem w domu - rzekłam beznamiętnie, ściskając ramiączko torby.
- Musisz iść, na pewno ktoś cię zaprosi - przekonywała Mel.
- Cześć, cziki. Czyją seksowną dupę teraz obgadujecie? - usłyszałam za sobą głos mojego przyjaciela Chrisa.
- Twoją - sarknęła Melissa, na co Chris klepnął się w tyłek.
- A ty mami, co taka zamyślona? - spytał chłopak, patrząc na mnie.
- Tak jakoś, nie mam z kim iść na studniówkę - powiedziałam, a on objął mnie ręką.
- Jeszcze cię ktoś zaprosi, ze mną też nikt nie chce. Geja nie lubią - odrzekł, a ja posłałam mu smutne spojrzenie.
- Ja cię lubię - uśmiechnęłam się.
- Ja też - dodała Melissa.
- Kocham was, laski - odparł, dając nam buziaka w policzek.
- My ciebie też, a teraz bierz te swoja gejowską dupę na matmę - zaśmiała się Melissa, klepiąc go w tyłek.
Chris przyszedł do szkoły we wrześniu, jako nowy uczeń. W starej gnębili go za jego orientację, z początku z nikim nie rozmawiał. Jednak od kiedy w październiku wróciłam po prostu zaprzyjaźniliśmy się, razem z Melissą stanowimy super paczkę. Chris chodzi z nami na zakupy, ogląda ulubione seriale i gada o chłopakach. Poznał już Zayna, bo nie raz był u nas w domu. Zna całą prawdę na temat wyścigów, porwań.

Czekałam z utęsknieniem na dzwonek, który oznacza koniec lekcji. Gdy to nastąpiło od razu wybiegłam z klasy i ruszyłam do wyjścia, gdzie spotkałam Chrisa.
- Co dziś robisz? - zapytał po chwili.
- Miałam iść na grób rodziców, ale jest za zimno. Siłownię też odpuszczam, więc chyba nic - oznajmiłam po minucie namysłu.
- Czyżby może gorąca noc z twoich kurewsko seksownym Malikiem? - odparł trzęsąc ramionami, na co uderzyłam go lekko w jedno.
- Nie, Chris. Nie mam takich fantazji, jak ty - zaśmiałam się, wychodząc ze szkoły.
- Ale patrz, jak zajebiście wygląda opierając się o ten samochód. Sam bym go schrupał - powiedział, a ja momentalnie popatrzyłam na Zayna, który stał oparty o Range Rovera.
Ręce miał w kieszeni spodni, a dziewczyny wgapiały się w niego jak obrazek, gdy wypuszczał dym papierosowy z ust.
Podeszłam do niego i pocałowałam namiętnie, on trzymał ręce na mojej talii. Czułam się wygrana, gdy tłum jego wielbicielek z smętnymi minami odszedł.
- No, normalnie do pornola was wysłać - mruknął Chris, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Z nią mogę iść - wymamrotał seksownie Malik, łapiąc mnie za biodra.
- Przestańcie, potem mnie do dyrektora wezmą - parsknęłam, odsuwając się od chłopaka.
- Podwieźć cię? - zapytał Mulat, patrząc na mojego przyjaciela.
- Jak możesz - uśmiechnął się, otwierając tylne drzwi.
Wszyscy zajęliśmy miejsca w Range Roverze, a Zayn ruszył.
- Jedziemy na jakiś dobry obiad? - odezwałam się po chwili.
- Na pizzę? - powiedział Malik, a ja i Chris przytaknęliśmy.
Tak o to spędziłam dzień na jedzeniu pizzy z chłopakiem oraz przyjacielem, świetnie się bawiliśmy. Potem wróciłam do domu, jak zwykle robiąc lekcje z Zaynem, który próbował wytłumaczyć mi matmę. Następnie porozmawiałam z bratem i Devonne na skype, ich córeczka tak wyrosła. Niestety, potem rozbolał mnie brzuch przez okres, którego nienawidzę. Zayn zrobił mi herbatę, leżeliśmy razem oglądając Jane The Virgin.
Wtedy nie wiedziałam, jak wiele mnie jeszcze w życiu czeka.

________________________________________________________________________________
Witam :) O to i 37 rozdział, na razie same nudy, ale to wstęp to do kolejnej akcji. Pewnie chcecie mnie zabić, że to nie pierścionek, ale tak miało być od samego początku ;c
Pojawił się Chris!! Ja go uwielbiam i zapewniam, że będzie naprawdę zabawną postacią w opowiadaniu. (Dodałam go do zakładki)
Zdecydowałam, że podzielę Life'a na dwie części.
I teraz pojawia się pytanie, a raczej ich masa:
Czy wolicie, aby teraz rozdziały były raczej o zwykłym życiu Lucy czy może zrobić przeskok do tych lepszych akcji?
Jeśli wybierzecie 1 opcję to ta część będzie dłuższa od drugiej, a jeśli 2 opcje to będą one mniej więcej równe.
Brakuje wam jakiegoś bohatera? Jeśli tak to piszcie, a pojawi się z nim więcej akcji.
Jak myślicie z kim Lucy pójdzie na studniówkę?
Lubicie postać Melissy?
Chciałabym wam z całego serca podziękować za ponad 41k wyświetleń!! Nigdy nie myślałam, że tyle tutaj wybije. Popłakałam się, jak to zobaczyłam ♥♥
I z tej okazji chciałabym zrobić dla was pewną niespodziankę, nie jest to ta, o której wspominałam wcześniej, ale myślę, że może się wam spodobać. Gdy wybije 50k wyświetleń napiszę do was o niej i zdecydujecie, czy chcecie takową :)
Zapraszam serdecznie na moje drugie ff, które jest dla mnie teraz bardzo ważne: KLIK

-Komentarze karmią wenę.
~.Miley ♥