sobota, 19 września 2015

~.44.~

Ważna notka pod rozdziałem!

Kobieta o ślicznych, czarnych włosach związanych w przylizanego koka przy szyi. Elegancko ubrana, trzymała w ręku kubek kawy. Patrzyła na nas z uśmiechem, a ja w końcu sobie przypomniałam. W wakacje będąc w Starbucksie zaczepiła mnie jakaś kobieta, powiedziała, że jestem śliczna. To była ona.
- Joel, daj mi chociaż wszystko wyjaśnić - odparła błagalnym tonem.
- Nie, nie jesteś tego warta - wrzasnął, odwracając się.
- Kochanie, uspokój się - zatrzymała go Devonne.
- Lucy, pewnie mnie nie znasz, ale musimy porozmawiać - zwróciła się do mnie.
- Zostaw ją - szarpnął mnie brat.
Coś mi podpowiadało, że powinnam ją wysłuchać. Ta kobieta wydawała mi się znajoma, pomijając sytuację w starbucks.
- Przestań, chcę wiedzieć - wyrwałam się mu, podchodząc do brunetki.
- Perełko, porozmawiajmy gdzieś. Nie tutaj, nie na ulicy - szepnęła z uśmiechem, łapiąc mnie za ręce.
- Tam jest jakaś kawiarnia - mruknęłam, pokazując na obiekt.
- Lucy, to nie jest dobry pomysł - zatrzymał mnie Joel.
- Kim ona jest? - zapytałam, gdy wchodziliśmy do środka.
- Sama ci powie - burknął, puszczając mnie.
Zajęliśmy stolik, a ja ściągnęłam kurtkę i rękawiczki. Usiadłam w miękkim fotelu, a Zayn obok mnie.
- Nazywam się Roselyn Ricardo, skarbie. Ja jestem twoją ciocią, twoją, Olivii i Joela - odparła, a mnie wręcz zatkało.
- Ciocią? - wymamrotałam, łapiąc się za głowę.
- Tak, siostrą waszej matki. Mam 36 lat i mieszkam w Puerto Rico, stąd pochodzi cała rodzina Gonzalez - oznajmiła, a ja czułam, jak robi mi się gorąco.
- Ja...
- Już ci tłumaczę. Twoja matka wyjechała do Londynu do pracy, bo na wyspie ciężko było ją znaleźć. Zawsze marzył się jej wielki świat, a konkretnie Anglia. Nie lubiła Puerto Rico, więc wyjechała w wieku 18 lat. Nas pociągnęła za sobą, mnie i naszych rodziców. Mieszkaliśmy w Londynie przez rok - mówiła przejęta, a ja uważnie słuchałam. - Niestety, wtedy poznała waszego ojca.
- Dlaczego niestety? - oburzyłam się, lecz Zayn położył rękę na moim kolanie, aby mnie uspokoić.
- Bo to przez niego się od nas odwróciła. Wiedzieliśmy, że ściga się w tych wyścigach. Ona była w nim po uszy zakochana, ale rodzice byli przeciwni. Uważali, że jest zbyt niebezpieczny dla niej - poinformowała, gdy przyniesiono nam pancakes, które zamówił Joel.
- I co dalej?
- Ja tego nie pamiętam, ale rodzice kazali jej wybierać - odrzekła, pijąc swoją herbatę.
- A ona wybrała tatę - dopowiedziałam, mrużąc oczy.
- Dokładnie, była okropna kłótnia, Diana została w Londynie, a my wróciliśmy na wyspy - potwierdziła ze smutkiem w oczach.
- To teraz jej powiedz, jak się potoczyło po śmierci matki - warknął mój brat, krojąc naleśniki.
- No cóż. Nie mieliśmy kontaktu z Dianą, rodzice byli wściekli. Kilka razy tylko się odezwała, ale nawet nie powiedziała, że ma dzieci. Nie zaprosiła nas na ślub. I gdy zadzwonili do nas, że nie żyje... - urwała na moment, a ja widziałam łzy w jej oczach. - Po prostu polecieliśmy do Anglii, niestety nie zdążyliśmy na samolot, więc nie było na nas pogrzebie, ale przyszliśmy dzień później. Nikt nam nie powiedział, że mieli dzieci.
- Do prawdy? To jak teraz o nas wiecie? - pytałam z lekką wściekłością.
- To dosyć śmieszne, ale używam The Lime. Po jakimś czasie zainteresowałam się właścicielką. Poczytałam trochę i znalazłam Olivię, od razu poznałam te oczy. Pojechałam do Nowego Yorku i spotkałam ją. Nie mogłam w to uwierzyć, ale faktycznie była to córka Diany.
- Co w tym śmiesznego? - prychnęłam, przewracając oczami.
- Wtedy dowiedziałam się o Joelu i tobie, chciałam cię adoptować, ale mój mąż i dziecko mnie przerastali - zignorowała moje pytanie.
- Masz męża?
- Tak, mieszkamy razem w Puerto Rico. Córka ma 4 lata, Pricille - oznajmiła z uśmiechem.
- A ci dziadkowie? - zapytałam, pochłaniając naleśniki.
- Oni nie wiedzą, nie przeżyli by tego. Wasz dziadek jest chory na serce - odparła, wyciągając telefon. - Uwierzcie mi, że chciałam was adoptować. Jednak nie wiedziałam.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? - wtrącił Joel smutnym głosem.
- Bo nie dałeś mi dojść do głosu, nie chcieliście wszyscy ze mną rozmawiać - wyjaśniła, patrząc na brata.
- Jestem chłopakiem Lucy, Zayn Malik - podał rękę Zayn, gdy zrobiło się niezręcznie. - Dlaczego pani wcześniej nie skontaktowała się z Lucy?
- Bo nie miałam jak, nie wiedziałam nawet gdzie ona jest - wyjaśniła, ściskając dłoń Malika.
- Do kiedy pani zostaje w Nowym Yorku? - zapytała Devonne.
- Do wieczora - oznajmiła posyłając promienny uśmiech w stronę blondynki.
- Ja...przepraszam, powinienem był cię wysłuchać - szepnął zawstydzony Joel.
- Już nieważne, liczy się to, że teraz rozmawiamy - powiedziała, łapiąc go za rękę.
Przesiedzieliśmy z 40 minut w tej kawiarni, ciotka opowiadała nam o mamie. Wciąż byłam w szoku, ale cieszyłam się, że nas odnalazła. Jest naprawdę miłą, ciepłą i zabawną osobą. Gdy się urodziła, mama miała 11 lat. Pokazała mi dużo zdjęć z dzieciństwa, moja matka była śliczna. Wciąż widziałam mało zdjęć ojca, ale wiedziałam, że był przystojny. Roselyn powiedziała, że Joel jest jego kopią.
Niestety, musieliśmy ją pożegnać, ale będziemy w stałym kontakcie. W trakcie tego spotkania Zayn musiał gdzieś wyjść, a ja domyślałam się, że tę cholerną broń.
Następnie wybraliśmy się na spacer i zwiedzanie miasta. Robiliśmy masę zdjęć, a ja kupiłam dla Chrisa koszulkę z napisem "I ♥ NY" bo mnie o nią prosił.
Około 6pm byliśmy w domu, Devonne położyła Diankę spać, a Joel robił kolacje. Postanowiłam mu pomóc, więc weszłam do kuchni.
- Co robisz? - zapytałam, opierając się o szafkę.
- Zapiekanki - oznajmił, krojąc bagietkę.
- Pomogę ci - odparłam, sypiąc serem każdą z bułek.
- Jak się czujesz po poznaniu ciotki? - mruknęłam po chwili.
- Żałuję, że nie dałem jej szansy wcześniej, ale wciąż czuję jakieś uprzedzenie - odpowiedział, nie patrząc na mnie.
- Rozumiem, ja też dziwnie się z tym czuję - rzekłam, układając plasterki szynki.
- Chcesz polecieć do tych dziadków? - wypalił, lecz nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Nie wiem, to rodzina, ale nie jestem pewna, czy to wytrzymam - szepnęłam, przygryzając wargę.
Po zrobieniu zapiekanek, zanieśliśmy je do salonu, gdzie wszyscy zajęliśmy wygodne miejsca i zabraliśmy się za jedzenie. W telewizji leciał jakiś serial, atmosfera była miła.
Po jedzeniu zrobiłam herbatę, którą piłam leżąc na Zaynie. I wtedy przypomniało mi się o prezentach. Zsunęłam się z chłopaka, po czym pobiegłam do naszej sypialni. Wyjęłam torebki, aby następnie ruszyć z powrotem do salonu.
- Co prawda już po świętach, ale mamy dla was takie małe prezenty - powiedziałam, podchodząc do brata i jego żony.
- Ale nie trzeba było, dziękuję - zaśmiała się Dev, dając mi buziaka w policzek.
- My też coś dla was mamy - odparł Joel, wychodząc z pokoju.
Devonne otworzyła swój prezent, w którym były świąteczne, ciepłe kapcie oraz pudełko angielskiej herbaty. Ucieszyła się, a odpakowując podarunek dla Dianki roześmiała się głośno. Były to śpioszki w kształcie renifera.
Wtedy wrócił mój brat z jakimś albumem i siatkami.
- Siostrzyczko, zrobiliśmy go specjalnie dla ciebie. Może nie jest to nic drogiego, ale mamy nadzieję, że ci się spodoba - odparł, dając mi album ze zdjęciami.
Otworzyłam go, a w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. To album ze zdjęciami z dzieciństwa oraz ślubne rodziców. Było tego pełno. Z porodów, chrzcin, urodzin. Jedno z rodziny zastępczej Olivii i Joela,
Płakałam, jak bóbr, oglądając je. Zayn mnie przytulał, śmiejąc się z tego, jak wyglądałam, mając 4 lata.
To dziwne, że jako dziecko byłam blondynką po tacie, a teraz moje włosy są czarne, jak asfalt.
Najpiękniejsze jednak było z mamą, siedziałam na jej kolanach. Uśmiechnięta z miśkiem w ręce, moja kochana rodzicielka patrzyła na mnie ze szczęściem w oczach.
Momentalnie zaniosłam się płaczem.
- To najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam - wychlipałam, przytulając brata.
- Olivia również się dołączyła, to było dla nas cholernie ważne - odparł, głaszcząc mnie po plecach.
- Dziękuję - szepnęłam, odsuwając się od niego.
- Mamy też coś jeszcze, dla Zayna - wtrąciła Dev, podchodząc do Malika.
- Nie trzeba, ale dziękuję - mruknął, wyciągając z torby bokserki świąteczne.
Zaśmiał się pod nosem, wyciągając telefon.
- Wyślę zdjęcie Louisowi - powiedział, fotografując majtki.

W dzień sylwestrowy mieliśmy iść na Times Squere i po prostu bawić się w tłumie. Rano przyjechała Olivia, którą wyściskałam z całych sił. Zayn oraz Joel gdzieś pojechali, ale nie wiem, gdzie. A my siedziałyśmy razem, opowiadając sobie wszystko, co się działo od wakacji, aż do teraz.
Moja siostra powiedziała, że razem Dereckiem planują ślub w lipcu. Cieszyłam się niezmiernie.
Przed obiadem pojechała do siebie, bo spotkamy się w jednym z klubów.
Gdy w końcu nastał czas, aby się przygotować razem z Devonne ruszyłyśmy najpierw do jej pokoju.
Wybrałam dla niej czarną sukienkę  do połowy uda, złotą garsonkę z czarnymi wstawkami oraz szpilki. Mimo małych zdolności pomogłam jej z fryzurą, czyli elegancki kok. Makijaż natomiast wykonała sama.
Następnie ja założyłam swoją turkusową, obcisłą sukienkę oraz czarne obcasy z zamkami. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a Dev mnie pomalowała. Wyglądałam ślicznie, podobałam się sobie.
Moje paznokcie również były zadbane. Gdy byłam w pełni gotowa, udałam się na dół. I tak zobaczyłam Zayna. Myślałam, że wybuchnę. Był cholernie podniecający, miałam ochotę być z nim teraz sam na sam. Momentalnie przygryzłam wargę, zaciskając ręce w piąstki.
Malik miał na sobie obcisłe, czarne spodnie i zwykły biały tshirt, do tego skórzana kurtka. Jego włosy były, jak zwykle podniesione do góry, a perfumy czułam w całym pomieszczeniu. Wzrok chłopaka lustrował mnie, oblizywał wargi. Podobałam mu się i o to chodziło.
Podeszłam do Zayna, a ten od razu położył dłonie na mojej tali, przyciągając mnie do siebie.
- Wyglądasz cholernie seksownie - wymruczał, po czym złożył namiętny pocałunek.
- Uwierz mi, że ty też - stwierdziłam, rozpoczynając walkę naszych języków.
Było erotycznie, to chyba każdy wyczuł. Ręce Malika ściskały moje pośladki, a ja wplatałam palce w jego włosy.
- Kurwa, nie pożeraj mojej siostry - burknął Joel, a my oderwaliśmy się od siebie ze śmiechem.
- Idziemy! - zarządziła Devonne, ubierając kurtkę.
Ja natomiast miałam swój czarny płaszcz, który wprost uwielbiałam. Przyjechała po nas taksówka, w którą się zapakowaliśmy. Diana już była u rodziców Dev, więc wszystko było w porządku.
Wyjęłam swój telefon i odczytałam sms od Chrisa.

Chris ♥
31 grudnia 2014, 9:43 pm
>Baw się dobrze, suczko. I pamiętajcie o gumkach :*<

Lucy
31 grudnia 2014, 9:45 pm
>Jesteś niemożliwy haha, wyrwij sobie jakiego kotka<

Schowałam komórkę i wtuliłam w Zayna, było mi trochę zimno, bo nogi okrywały jedynie rajstopy, ale mój chłopak mnie rozgrzewał. Na miejscu byliśmy po 45 minutach, ale i tak czekała nas długa droga do klubu, bo ulice były nieprzejezdne.
Zapłaciliśmy taksówkarzowi, aby następnie ruszyć w stronę miejsca spotkania. Złapałam Zayna za rękę, ale wtedy zadźwięczał mój telefon. Wyciągnęłam go i przeklęłam w myślach.

Fabio
31 grudnia 2014, 10:27pm
>To będzie koszmar nie spędzić z tobą tego sylwestra...<

Fabio
31 grudnia 2014, 10:28pm
>Ale jeśli jesteś tutaj to może się jakoś spotkamy? Co ty na to?<

Fabio
31 grudnia 2014, 10:29pm
>Świętujemy w restauracji razem z Danielem, który ciągle gada o Melissie<

Schowałam komórkę do torebki, wzięłam głęboki oddech i pocałowałam Zayna w policzek. Lubię Fabio, ale jako kolegę. Nie chcę niczego więcej, bo znalazłam już swojego księcia z bajki.
Dotarliśmy do klubu w miarę sprawnie, ochroniarze przepuścili nas od razu.
Jak zwykle, muzyka, huk, pijani ludzie. Każdy miał coś związanego z Nowym Rokiem. Nas również obdarowano wieńcami i koronami. Od razu udaliśmy się do loży, gdzie czekała Olivia i Dereck. Przywitałam się z nimi, po czym zajęłam miejsce.
- Idę po drinki, Zayn chodź ze mną - odparł Joel, kierując się do baru.

Gdy zbliżałam się północ wszyscy wyszliśmy z klubu, aby udać się przed słynną kulę. Od zawsze moim marzeniem był Sylwester w Nowym Yorku, stać w tym tłumie i czekać, aż przyjdzie nowy rok. A gdy już przyjdzie, złączają usta w pocałunku. Pocałunku, który jest przysięgą miłości.

Dereck trzymał szampany, Olivia otwieracz. Przedzieraliśmy się przez ludzi, aby znaleźć odpowiednie miejsce. Zostały 2 minuty, a ja cały czas kurczowo trzymałam się Zayna. Gdy w końcu stanęliśmy wszyscy razem blisko siebie, wyjęłam szybko telefon.

Fabio pytał, gdzie jestem, ale zignorowałam to. Zrobiłam zdjęcie całej naszej 6, po czym schowałam urządzenie.
- Denerwuję się - odparłam, pocierając dłonie.
- Jestem tutaj - szepnął mi do ucha Zayn.
- No siostra, w końcu jesteś z nami - przytuliła mnie Olivia.
- Nareszcie wszyscy razem - powiedział Joel, gdy wybiła jedna minuta.
Zaczęło się wielkie odliczanie.
10...
9...
8...
7...
6...
5...
4...
3...
2...
1...
- Szczęśliwego nowego roku! - krzyknął cały Nowy York.
I wtedy stało się to, o czym marzyłam. Zayn przyciągnął mnie do siebie, ułożył dłonie na mojej talii, aby następnie złączyć nasze usta w cholernie namiętnym pocałunku. Czułam tę pasję między nami, fajerwerki strzelały, szampan się lał. Jednak dla mnie liczył się tylko on. Mój Zayn.
Oderwaliśmy się od siebie, a ja patrzyłam tylko w jego oczy, które wprost krzyczały "Kocham cię".
Każdy widział w nas miłość.
Nagle do mojej ręki dostał się szampan, wzięłam ogromnego łyka z butelki, po czym dałam ją Zaynowi. Wszyscy po kolei składaliśmy sobie życzenia, Devonne była już lekko pijana i stwierdziła, że powinnam już mieć dzieci z Zaynem.
Malik podszedł do mnie i złapał za moje nadgarstki. Patrzył mi prosto w oczy, przygryzłam wargę.
- Nie wiem, czego ci życzyć, skarbie. Może, żebyś po prostu była moja, bo wiem, że razem stworzymy coś pięknego - wyszeptał, całując mnie delikatnie.
- Kocham cię, Zayn - odparłam, wplatając palce w jego włosy.
Nie chciałam innych życzeń, te były idealne. Razem stworzymy coś pięknego...




___________________________________________________________________________
Witam kochani :) No i mamy specjalnego gościa! Ciotka Roselyn ;) Osobę tę zgadła Patrycja. Lucy spotkała ją już w wakacje, gdy była sama po kawę w Starbucks. Tylko wtedy nie wiedziała, że to akurat jej ciotka.
Niestety, Patrycja nie ma skype, więc chyba będziemy zmuszone zmienić nagrodę. Tzn. jest powtórka konkursu. Teraz macie szansę, aby wygrać rozmowę ze mną na skype, ale na innych zasad :)
Wystarczy napisać za co lubicie tego bloga, co wam się podoba, a co nie ;) Wybiorę 2 osoby, które będą miały szansę porozmawiać ze mną za tydzień. Podajcie też nazwy skype, twitter lub email, abym mogła się z wami skontaktować, aby domówić szczegóły.
No pyśki, mamy new year's kiss ♥
Dziękuję wam za tyle wyświetleń, to dla mnie cholernie dużo znaczy! ♥ ILY

PS Dodałam zakładkę "Okolica", abyście mogli zobaczyć, jak ja wyobrażam sobie domy itp. wszystkich bohaterów. A pro po w zakładce "bohaterowie" znaleźli się rodzice i ciotka Lucy ☺

4 komentarze:

  1. Cudo . Czekam na nn z niecierpliwoscia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak oto mamy Sylwestra. ^^ Teraz czas na ich wspólne wakacje...
    Rozdział bardzo dobry!

    OdpowiedzUsuń